fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Piotr Duda, nowy szef “Solidarności”, to były komandos

Część działaczy „S” zareagowała na wybór Piotra Dudy, śpiewając „Sto lat”. Jego przeciwnicy – minutą ciszy
Fotorzepa, Miłosz Poloch Miłosz Poloch
Izabela Kacprzak
Jerzy Haszczyński
Piotr Duda chce poprawić wizerunek związku, przenieść siedzibę do Warszawy i uruchomić związkową TV
W klapie marynarki, gdzie jego poprzednik Janusz Śniadek nosił znaczek „Solidarności”, a Lech Wałęsa Matkę Boską, Piotr Duda nosi „gapę” – znaczek spadochroniarzy. W latach 80. służył bowiem w elitarnej VI Pomorskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej, a z nią w siłach ONZ w Syrii. Z tego fragmentu swojego życiorysu jest najbardziej dumny. Jednak to o „S” mówi „ukochana”. Zapisał się jako 19-letni tokarz Huty 1 Maja – w 1980 r. Rok później został wcielony do wojska.
[srodtytul]Żona z okładki[/srodtytul]
Kiedy służył na wzgórzach Golan, wpadła mu w ręce „Panorama”. A tam na pierwszej stronie było zdjęcie pięknej dziewczyny, którą znał z Huty. Był 1 maja i tygodnik tak podkreślił to święto.
– Uznał to za znak, że powinien się z nią związać – mówi rzecznik śląsko-dąbrowskiej „S” Wojciech Gomułka. Dziś dziewczyna z okładki jest jego żoną i matką dwójki dzieci.
Po wyjściu z wojska Duda wrócił do Gliwic, do huty. W „Solidarności” nie udzielał się zbyt aktywnie. – Był wtedy raczej ostrożny – mówi Marek Kempski, działacz „S”, były wojewoda śląski. – Zresztą mówił potem wprost, że był po prostu za młody.
Uaktywnił się na przełomie lat 80. i 90. Huta wpadła wtedy w tarapaty. – Ku naszemu zaskoczeniu wziął udział w programie Elżbiety Jaworowicz, bronił tam huty. Sam jakoś to zorganizował – bez pośrednictwa zarządu regionu – wspomina Kempski.
Zwrócił na niego uwagę Marian Krzaklewski, wówczas lider związku. Duda współorganizował strajk w hucie w latach 90. – Pokazał, że ma zdolności przywódcze. Umie pociągnąć za sobą ludzi – wspomina.
Później stopniowo Duda piął się po szczeblach związkowej kariery. – Gdy jeździł po zakładach, by rozwiązywać problemy, do razu zjednywał sobie sympatię – mówi Kempski. – Bo on bardzo lubi ludzi.
Podkreśla też, że Duda umie w trudnych sytuacjach zacho-wać spokój. Ale gdy trzeba – potrafi podkręcić atmosferę. Tak jak w 2002 r., gdy w Warszawie miała się odbyć wielka manifestacja górników.
– Ze Śląska jechaliśmy na nią w kilkadziesiąt autokarów. Policja zatrzymała nas już w Jankach, na rogatkach stolicy. Z autokarów wysypało się kilkaset osób. Gdyby nie ostra interwencja Piotra i jeszcze kilku osób, doszłoby do większej rozróby – opowiada wieloletni kolega z „S” Dominik Kolorz. Dzięki temu energia górników nie została rozładowana przed dojazdem do Warszawy.
[srodtytul]Gotowy do roli szefa[/srodtytul]
W 2002 r. po klęsce AWS Krzaklewski, lider tej formacji, musiał odejść z funkcji szefa związku. Na zjeździe doszło do pata. Choć Krzaklewski zdobywał największą liczbę głosów, jednak za mało, by ponownie go wybrano. Działacze zaczęli go więc namawiać, by zrezygnował z kandydowania. Krzaklewski się zgodził. Wyszedł na mównicę i powiedział, że w tej sytuacji uważa, iż nowym liderem związku powinien zostać Piotr Duda. 
– Piotrek nie zdecydował się wtedy na kandydowanie. Tłumaczył, że jest za młody i zbyt krótko kieruje regionem śląsko-dąbrowskim – wspomina Krzaklewski. – Może to i lepiej. Dzięki temu dzisiaj jest lepiej przygotowany do pełnienia tej funkcji – podkreśla. 
Przez ostatnią dekadę kierował śląską „S”. W sierpniu tego roku ogłosił, że czuje się gotowy do roli szefa związku. Dotychczasowy lider – Janusz Śniadek – był krytykowany m.in. za zbytnie upartyjnienie organizacji. Na tym wątku skupił się Duda w kampanii. Obiecywał, że zerwie z wizerunkiem związku uzależnio- nego od PiS. – Ale oczywiście bliżej nam do PiS – dodawał natychmiast. – Bo tylko samobójcy utożsamialiby „S” z PO i jej liberalnymi koncepcjami. Ale bliżej nam nie tyle do PiS, ile do programu PiS.
Zmiana zdaniem Dudy powinna polegać na tym, że teraz to partia Kaczyńskiego powinna zabiegać o poparcie „S”.
– Dzięki uwzględnieniu naszych postulatów „S” i PiS odniosą obopólne korzyści – zaznaczał Duda. Na pytanie „Rz”, jak osiągnąć ten cel, odpowiada: – Tak jak postępowałem na Śląsku, to przynosiło efekty.
Duda jako szef śląsko-dąbrowskiej „S” oficjalnie poparł Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta, tłumacząc, że oddaje głos przede wszystkim za bratem Lecha, który, tak się składa, jest prezesem PiS. Ale dwa miesiące później, podczas uroczystości rocznicowych podpisania Porozumień Sierpniowych, nakazał działaczom PiS zwinięcie partyjnych flag. Działacze PO w ogóle takiej szansy nie dostali, bo Duda uważał, że na uroczystości nie należało zapraszać ani premiera, ani prezydenta.
[srodtytul]Entuzjazm i żal[/srodtytul]
Również na ostatnim zjeździe we Wrocławiu nie pojawił się żaden polityk. A wojewodę dolnośląskiego i marszałka (obaj z PO), którzy mieli uczestniczyć w otwarciu zjazdu, poproszono, by nie pojawiali się w Hali Stulecia.
– Zbyt daleko posunięta ortodoksyjność, to w końcu gospodarze Dolnego Śląska – krzywi się ważny działacz z tego regionu.
Według Krzaklewskiego atutem Dudy jest to, że walcząc o sprawy związkowe, zachowuje dystans do polityki. – Dla niego nie liczy się, jaką kto ma legitymację partyjną, tylko czy walczy o postulaty ludzi pracy – mówi Krzaklewski. – Kiedy dostałem propozycję z PO, by kandydować z jej list do Parlamentu Europejskiego, zapytałem Piotra, co o tym myśli. Odpowiedział: kandyduj i walcz o nasze postulaty w Brukseli – opowiada.
Zwraca uwagę, że bardzo częstym gościem śląsko-dąbrowskiej „S” był nie tylko prezydent Kaczyński, ale też szef PE Jerzy Buzek. Złego słowa nie powie też o Dudzie Mirosław Sekuła, poseł PO i kandydat na prezydenta Zabrza. – Sądzę, że bardziej skieruje działalność na tory związkowe. Bo teraz jest w nim polityczny przechył, i to w stronę PiS.
Jednak przedwczoraj wybory na szefa związku wygrał niewielką większością głosów. Do zwycięstwa potrzebował 155. Dostał 166, co wywołało entuzjazm na sali. „Piotrek, Piotrek, „Solidarność”, „Solidarność”, 100 lat” – skandowali i śpiewali związkowcy. Ale nie wszyscy. Grubo ponad setka nie potrafiła ukryć rozczarowania. Z ka-miennymi twarzami przyjęli werdykt minutą ciszy.
Bogdan Olszewski, działacz „S” z Pomorza, który nie ukrywa, że głosował na Śniadka, o nowym szefie wypowiada się powściągliwie. – Trudno krytykować go tak na początku. Zo- baczymy, co zrobi – Olszewski nie ukrywa, że związkowcom zależy teraz na sile organizacji. Dlatego nie chcą eksponować wewnętrznych sporów.
– Wygrał nie tyle lepszy, ile sprawniejszy – mówili „Rz” rozżaleni delegaci z regionu Mazowsze. – A już przed głosowaniem Duda obiecywał stanowiska za poparcie.
To istotne dlatego, że nowy szef „S” chce zasadniczo zmienić prace Komisji Krajowej, przenieść ją z Gdańska do Warszawy (bo, jak mówi, to tam się robi politykę). Chce też zmienić relacje związku z mediami – dziennikarze to nie nasz wróg, lecz sojusznik – mówi nowy szf „S” i zapowiada, że wkrótce ruszy w sieci telewizja Solidarność. – To rozszerzenie na całą Polskę pomysłu ze Śląska, gdzie trwają ostatnie próby z uruchomieniem takiego kanału.
Wie, jak ważny jest PR. Tuż po wyborach, 21 października powstała jego strona w serwisie Wikipedia. Prócz informacji o dacie urodzenia i wyborze na szefa NSZZ „S” na razie nie ma tam nic więcej.
[ramka][srodtytul]Niemal wszyscy chcieli Śniadka w Komisji Krajowej[/srodtytul]
Janusz Śniadek w czwartek nieznacznie przegrał walkę o przywództwo „Solidarności”. W piątek wszedł do Komisji Krajowej przy poparciu 260 z ok. 300 uczestników Krajowego Zjazdu Delegatów we Wrocławiu. Do Komisji Krajowej wybierano 50 ze 100 przedstawicieli, pozostałych 50 to wchodzący z klucza szefowie regionów i sekcji branżowych. – Śniadek pozytywnie odpowiedział na zaproszenie nowego przewodniczącego Piotra Dudy do współpracy – ocenia start byłego szefa „S” jeden z uczestników zjazdu z Pomorza. – Po przegranych o włos wyborach to nie było takie oczywiste.
Kazimierz Kimso, szef dolnośląskiej „S”: – To ogromne poparcie dla Janusza Śniadka nie jest dla mnie zaskoczeniem. Ci, którzy nie oddali w czwartek na niego głosu w wyborach na przewodniczącego „S”, nie głosowali przeciwko Januszowi, ale za koncepcją Piotra Dudy. Teraz okazali mu szacunek.
A Duda tuż po wyborze na szefa „S” zapraszał gorąco Śniadka do współpracy. Jednak pytany przez „Rz”, nie chciał odpowiedzieć, jaką wyznaczy mu funkcję. Kimso wątpi, by zaproszono go do prezydium KK. – Ale padnie propozycja wykorzystania doświadczenia Janusza – mówi i przewiduje, że związana będzie z pracą w międzynarodowych strukturach, w których „S” ma swych przedstawicieli. – Podobnie wykorzystano doświadczenie Mariana Krzaklewskiego, gdy w 2002 roku przegrał ze Śniadkiem – zauważa.
[i]—jak[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA