fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Szwajcarska skarga na załogę jaka

Piloci 36. specpułku utyskują, że latając na przestarzałych maszynach, nie mogą sprostać wymogom zachodnich lotnisk
Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Izabela Kacprzak
Piloci 36. pułku, latając w różnych regionach świata, łamali procedury. "Rz" dotarła do dokumentów z Zurychu
Jak "Rz" dowiedziała się nieoficjalnie, z wielu zachodnich lotnisk napływały do Polski skargi na pilotów z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, wożącego najważniejsze osoby w państwie.
– Najczęściej przysyłali je Szwajcarzy, ale tam się naprawdę trudno lata, nie tylko nam. Skargi napływały też z lotnisk niemieckich czy austriackich – mówi jeden z pilotów wojskowych.
Wiele wskazuje też na to, że również jak40 z dziennikarzami lądujący w Smoleńsku 10 kwietnia godzinę przed katastrofą prezydenckiego tupolewa mógł naruszyć procedury lotnicze – o czym pisaliśmy w piątkowym wydaniu.
"Rz" dotarła do skargi władz lotniska w Zurychu na pilotów jaka40 wiozącego szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego do Marsylii.
Z dokumentów wynika, że polska załoga 3 listopada 2008 r. zignorowała zalecenia kontrolerów lotu na lotnisku w Szwajcarii. W jaki sposób? Wieża kontroli lotów wyznaczyła im określony Standard Instrument Departure (SID, rodzaj nakazanej trasy odlotu z danego lotniska do dróg lotniczych).Piloci jaka40 o numerze bocznym 105 zignorowali tę komendę i przelecieli nad osiedlem mieszkalnym, zamiast wejść w wyznaczony korytarz powietrzny.
– Odchylenie od określonej trasy, w tym wypadku SID, jest niedopuszczalne bez zgody kontrolera lotów – mówi były pilot wojskowy kpt. Robert Zawada.
Władze lotniska w Zurychu skierowały skargę do Sił Powietrznych. Wskazały w niej, że polski pilot nieprawidłowo wykonał procedurę startu samolotu, naruszając ustalone na tym lotnisku zasady, również dotyczące hałasu. Jako dowód dołączyły wykresy i mapy. Piloci, którym je pokazaliśmy, potwierdzają nieprzestrzeganie przez załogę jaka procedur obowiązujących w Zurychu.
– Jak40, by zachować warunki bezpieczeństwa podczas startu, musiał wykonać taki manewr startu, jaki wykonał. Wynika to z ograniczeń technicznych maszyny – wyjaśnia płk Robert Kupracz, rzecznik prasowy dowództwa Sił Powietrznych.
A piloci z 36. specpułku tłumaczą w rozmowach z "Rz", że samoloty, którymi dysponują (Jak40 i Tu154), są zbyt stare, by sprostać wymogom zachodnich lotnisk cywilnych, i dlatego są skargi. – Te maszyny mają zakaz lądowania na lotniskach zachodnich – mówi jeden z nich. – Wyjątkiem są maszyny rządowe. Dlatego możemy jeszcze tam lądować – wyjaśnia pilot.
Jednak Janusz Walczak, ekspert wojskowy, jest zdania, że piloci wojskowi są niedoszkoleni i nikt ich nie kontroluje. –Nie zgodzę się, że nie mogą czegoś zrobić, bo mają stary sprzęt. Jeśli tak, nie powinni latać! W lotnictwie nie może być tak, że coś jest na 70 proc. sprawne. Albo jest sprawne, albo nie. Tak samo pilot – wyszkolony na 70 proc. to pilot niewyszkolony.
Stare maszyny to niejedyny powód łamania procedur. W Siłach Powietrznych głośna jest historia, jaka wydarzyła się w marcu. Dowódca Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasik poleciał jakiem do podpoznańskich Krzesin. Trafił na śnieżycę, w której zabrania się lądowania (regulamin lotów lotnictwa Sił Zbrojnych w rozdziale IX – "Sytuacje szczególne" – zabrania wykonywania startu, lotu i lądowania m.in. we mgle, śnieżycy, szkwale czy burzy piaskowej, które określa się jako niebezpieczne zjawiska pogodowe). – Ale ten fakt zbagatelizowano. Jak40 ledwo wylądował. Sankcje? A skąd! Takie wyczyny się u nas promuje – opowiada jeden z pilotów.
Wobec załogi jaka lądującego w Zurychu również nie wyciągnięto konsekwencji. Ale jak zapewnia płk Ryszard Raczyński, dowódca 36. pułku, incydent został omówiony. Dodaje, że wprowadzono działania naprawcze, by w przyszłości do takich zdarzeń nie dochodziło.
Kpt. Zawada surowiej ocenia te zdarzenia. – W cywilu w stosunku do takiego pilota byłyby wyciągnięte konsekwencje, do utraty licencji włącznie. W wojsku pilot jest bezkarny. Ta bezkarność powoduje łamanie przepisów. Czasem kończy się tylko wstydem, a czasem dochodzi do katastrofy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA