fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Dobry komunista dzieli salon

Rafał A. Ziemkiewicz
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Książka Domosławskiego o Kapuścińskim ujawniła napięcie między "salonem starym" z Czerskiej a "salonem młodych" z Nowego Wspaniałego Świata
[wyimek][link=http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/03/04/dobry-komunista-dzieli-salon/" "target=_blank]Weź udział w dyskusji[/link][/wyimek]
Większość sporów o opublikowanie biografii Ryszarda Kapuścińskiego omija to, co wydaje się istotą sprawy. Toczą się one wokół kwestii drugorzędnych, takich jak ujawnienie faktu, że pisarz w znacznym stopniu zmyślił i zmitologizował swoją biografię. Jako człowiek kształcony swego czasu na literaturoznawcę ręczę, że trudno w ogóle znaleźć pisarza, który w ten czy inny sposób nie kreował swego fałszywego wizerunku. Trudno też o takiego, który prywatnie byłby dobrym mężem, rodzicem czy przyjacielem. A jeśli, to znajdziemy ich raczej wśród mniej wybitnych. Odpowiedź na pytanie, czy biograf ma prawo demaskować mitotwórcze zabiegi swego bohatera, pisać o jego romansach czy chorobliwych reakcjach na choćby najdelikatniejszą krytykę, jest więc zbyt oczywista, by być wartą kłótni.
[srodtytul]Groteskowe głosy[/srodtytul] Więcej jednak kontrowersji niż obnażenie życia osobistego pisarza wzbudziła otwartość, z jaką pisze Domosławski o, ujmijmy to, życzliwych stosunkach Kapuścińskiego z komunistycznymi władzami i służbami specjalnymi Peerelu. Nestorom "wspólnoty ludzi przyzwoitych" (jak skromnie zdefiniował ją Michnik) skojarzyło się to z wściekle przez nią zwalczanym "grzebaniem w ubeckim szambie", zareagowali więc według wyuczonego wzorca: książka jest obrzydliwym paszkwilem, autor hieną, nie wezmę tego paskudztwa do ręki etc.Tym razem jednak głosy te zabrzmiały groteskowo. Autora biografii trudno bowiem zmieszać z błotem jako prawicowca czy "oszalałego lustratora". Domosławski nie tylko pozostaje jednym z opiniotwórczych piór "Gazety Wyborczej", ale też jest znany ze swych lewicowych przekonań i antyglobalistycznego zaangażowania. Dyskurs wykluczania, stosowany przez salon na przykład wobec Zyzaka, słabo się go ima. Otwarcie wyraził to Piotr Bratkowski (dziś "Newsweek", ongiś "Wyborcza"), wzdychając, "o ileż byłoby prościej", gdyby za książką stał "inkwizytorski lustrator". Fakt, że tym razem bezlitośnie "zlustrował" ważną dla salonu postać człowiek z samego salonu, na dodatek, jak środowiskowa wieść niesie, łamiąc obowiązujące tam niepisane reguły hierarchii (m.in. do samej publikacji ukrywał, co napisał, gdy wypadało jeszcze w maszynopisie pokazać książkę naczelnemu z prośbą o życzliwe uwagi), wywołał z kolei swoistą schadenfreude wśród wrogów michnikowszczyzny. Nie będę udawał, że sam jestem od niej zupełnie wolny. Ale satysfakcja z tego powodu, że zgodny dotąd chór wyraźnie się pogubił, nie powinna przysłaniać faktu, iż opinie wzywające do natychmiastowego relegowania zdrajcy z salonu, choć padły z ust tak niekwestionowanych dotąd arbitrów elegancji jak Władysław Bartoszewski, zostały zignorowane. Być może, jak chcą niektórzy, środowisko "Wyborczej" robi tylko dobrą minę do złej gry, a dyskusją na łamach maskuje oczekiwanie na powrót z zagranicy i wyrok Adama Michnika. Tak czy owak, Domosławski nie został z hukiem wyrzucony z pracy, jak kiedyś Graczyk, i raczej mu to już nie grozi, skoro część zespołu publicznie opowiedziała się po jego stronie. [srodtytul]Czerwona Akcja[/srodtytul] Trudno uwierzyć, by środowiskowy spór naprawdę dotyczył prawa do odbrązawiania uznanych wielkości – gdy szło np. o Wałęsę, nikt w towarzystwie nie miał wszak żadnych wątpliwości. W istocie książka Domosławskiego ujawniła narastające już od pewnego czasu napięcie między, nazwijmy to, salonem starym a młodym.Napięcie to wynika z innych sposobów myślenia. Salon stary, ten, którego głosem stali się w krytyce książki Bartoszewski czy Bratkowski, cechuje swoisty, schizofreniczny stosunek do PRL. Ponieważ głównych wrogów widzi on tradycyjnie w "pogrobowcach endeckiego ciemnogrodu", a tych z kolei widzi w antykomunistach, więc gdy na przykład ktoś zrobi film o podłościach Jaruzelskiego czy Kiszczaka, żywiołowo ich broni. Jednocześnie ich piedestały wzniesiono na tym, że walczyli z komunizmem, nie przejdzie im więc przez gardła chwalić PRL i komunę wprost. Dlatego zmuszeni są do ciągłych intelektualnych wygibasów i szafowania tabu, szczególnie w odniesieniu do biografii. Salon młody, którego serce bije nie na Czerskiej (choć ma tam coraz więcej wyznawców – biologia jest po ich stronie), ale w klubie Nowy Wspaniały Świat, czyli w redakcji (Red-Akcji, jak sami to piszą) "Krytyki Politycznej", ma do "endeckich demonów" i "polskiego ciemnogrodu" stosunek mniej emocjonalny. Uważa, że polska prawica jest już definitywnie przetrącona, odrzucona i nieuchronnie wymiera, z każdym rokiem w Unii coraz bardziej nieodwracalnie. Dla działaczy Czerwonej Akcji prawdziwym wrogiem jest kapitalizm. Kapitalizm globalny, który – wedle ich wypowiedzi – zabija. Powoduje biedę i globalne ocieplenie, wskutek którego rocznie umierają setki tysięcy, jeśli nie miliony, ludzi i za kilka lat rozpuszczą się lodowce i bieguny, trzyma w nędzy Trzeci Świat, uciska mniejszości seksualne i tak dalej. Probierzem stężenia Nowego Wspaniałego Świata na Czerskiej jest traktowanie Leszka Balcerowicza. Niegdyś dla "Wyborczej" ikona, dziś już może w niej być nie tylko krytykowany, ale wręcz wykpiwany. [srodtytul]Poniżanie Peerelem[/srodtytul] O ile dla Bratkowskiego czy Bartoszewskiego oczywistym odbiorem książki Domosławskiego jest uznanie jej za obnażenie i znieważenie pisarza, o tyle dla samego biografa i jego rówieśników wcale tak nie jest.Kapuściński współpracował z peerelowskim wywiadem? Ależ to dobrze o nim świadczy – w walce socjalizmu z amerykańskim imperializmem i kolonializmem stał po właściwej stronie. Swoje reportaże koloryzował, naciągał albo nawet zmyślał? Walka piórem o słuszną sprawę ma swoje prawa. Sam chwycił giwerę i strzelał do imperialistów w Angoli? Brawo! Był tam zaufanym tłumaczem pośredniczącym między sowieckimi i kubańskimi "doradcami" a lokalnymi watażkami? Jeszcze jeden powód do chwały. Choć, trzeba przyznać, wnikliwy w innych miejscach Domosławski tu się zatrzymuje i dość naiwnie sugeruje, że po prostu jego bohater znał potrzebne języki i się nadarzył, więc go "zapraszano". Współpraca z wywiadem peerelowskim już została w lewicowym dyskursie medialnym odczarowana, sowiecki jeszcze stanowi tabu. Może za jakiś czas… Dla starego salonu informacja, że Kapuścińskiego wysoko cenił Gomułka, jest irytująca – wszak w jego jedynie słusznej wersji historii Gomułka był ucieleśnieniem antyinteligenckich fobii i nienawidził wszystkich ludzi wybitnych. Ale informacja, że także Kapuściński wysoko oceniał Gomułkę, nawet w niepodsłuchiwanych rozmowach prywatnych, to po prostu zniewaga. Odkładając na bok ich późniejsze, pomagdalenkowe zdrady, ci ludzie wyrośli jednak z opozycji i w ich optyce Domosławski Kapuścińskiego Peerelem poniża. Tymczasem w oczach młodej lewicy raczej odwrotnie, fakty te rehabilitują Peerel – no, nie było to wszystko tak jednoznacznie złe, skoro taki wielki człowiek… Wymowę biografii dobrze uchwycił niekryjący sympatii do "Krytyki Politycznej" Jacek Żakowski, stwierdzając wprost, iż opisuje ona Kapuścińskiego – jego zdaniem trafnie – jako "odważnego, ideowego komunistę". W istocie. Mówiąc skrótowo, jest sprawą drugorzędną to, że Kapuściński, sugerując, iż osobiście znał Che Guevarę, konfabulował. Istotne jest to, że czytając tę książkę, odnosi się wrażenie, iż osobista znajomość z szefem kubańskiej bezpieki jest dowodem znaczenia i powodem do chwały, a nie – jak mogłoby uznać wielu normalnych ludzi – czymś podobnym do osobistej znajomości z Rudolfem Hessem! [srodtytul]Poemat dla dorosłych[/srodtytul] Boli, że zaledwie kilkanaście lat po upadku Związku Sowieckiego trzeba powtarzać, iż nie było "dobrych" komunistów (co najwyżej głupi), bo komunizm dla osiągnięcia mniej więcej tych samych szlachetnych celów, które głoszą wszystkie ideologie, uznawał konieczność masowych zbrodni i z góry je rozgrzeszał. Równie dobrze można by mówić, że nazizm głosił piękne hasła (bo głosił – likwidację rządów finansjery, wyzysku, spekulacji etc.), przechodząc milcząco nad faktem, że sposób na to widział w likwidacji uznanych za rozsadnik wszelkiego zła ras niższych, i wyróżniać spośród hitlerowców tych odważnych i ideowych.Boli, ale, niestety, trzeba. Bo dla nowego pokolenia lewicy komunizm nie jest złem. Co najwyżej pewną aberracją słusznej idei, usprawiedliwioną historycznymi okolicznościami. Przy czym młode pokolenie salonu, nie mając już osobistych uwikłań, może sobie pozwolić na to, by mówić o umoczonych otwarcie, bez histerycznie strzeżonych tabu. To jego siła. Stary salon musiał swych bohaterów zakłamywać, Domosławski, kreując zaangażowanego po stronie postępu pisarza na bohatera nowej lewicy, nie musi. Dzięki temu jego hagiografia – bo wbrew większości opinii to nie demaskacja czy odbrązawianie, ale właśnie hagiografia – jest nieskończenie bardziej przekonująca. Niestety. Wielu starych salonowców nie zrozumiało tego w porę i nie załapało się na nadchodzącą zmianę. Ale może jeszcze zdążą. Cezary Michalski, od niedawna bardzo blisko związany z Red-Akcją, ogłasza "Kapuściński non-fiction" dziełem analogicznym do "Poematu dla dorosłych" Adama Ważyka. Jak rzadko się z nim zgadzam
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA