fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Biadolenie na puszczy

Za każdym razem, gdy nasz sportowiec odniesie jakiś sukces, jesteśmy przekonani, że podziwia to cały boży świat. Puszymy się, nadymamy, chodzimy w euforii, nie mając pojęcia, że nikt tej naszej radości nie podziela, bo każdy ma swoją własną.
Zgroza człowieka bierze, gdy się dowiaduje, że "Washington Post" nawet się nie zająknął na temat srebrnego medalu Adama Małysza. Dla Amerykanów bohaterem pierwszego weekendu w Vancouver był John Spillane, wicemistrz kombinacji norweskiej w wersji sprinterskiej. Z kolei "Guardian" nie zaśmieca swoich szacownych łamów ani Małyszem, ani Spillane'em. Anglicy rozważają, czy ich snowboardzistka Zoe Gillings ma szanse na złoty medal. Podobnie jest w "Dagens Nyheter", gdzie Szwedzi na wszystkie strony analizują możliwości swojego Jespera Bjoerklunda w jeździe na muldach.
To jednak nic w porównaniu z "Fiji Timesem". Całe szczęście, że w naszych salonikach prasowych nie da się kupić tej gazety, bo lektura grozi głęboką depresją oraz myślami samobójczymi. Nie ma tam bowiem ani słowa o igrzyskach w Vancouver, o przepięknym otwarciu i sztucznych wielorybach. Dla zaściankowych redaktorów z wysp na Pacyfiku najważniejszym wydarzeniem minionego weekendu była porażka rugbistów Fidżi z RPA.
Nie miejmy więc złudzeń. Jak świat długi i szeroki, nikt się razem z nami nie uśmiechnie z powodu Małysza. Co gorsza, nikt się nad nami nie użali z powodu Tomasza Sikory. Nasz biatlonista najpierw oddał mnóstwo krwi podczas kontroli antydopingowej, a później przyszło mu strzelać podczas śnieżycy. Świata to jednak w ogóle nie obchodzi. Trudno, pobiadolimy sobie we własnym gronie.
[ramka][link=http://blog.rp.pl/fafara/2010/02/15/biadolenie-na-puszczy/]Skomentuj[/link][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA