fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Mieszkania z klientami nie będą sprzedane

Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Syndyk nie może sprzedawać lokali przy ul. Wierzbowej, które wybudowała upadła spółka Leopard, bo nie zgodził się na to prokurator
W zeszłym tygodniu Sąd Okręgowy w Krakowie decyzję prokuratora utrzymał w mocy.
O niefortunnej inwestycji krakowskiego Leoparda pisaliśmy już na łamach „Nieruchomości”. Przypomnijmy, że deweloper zaczął sprzedawać mieszkania z widokiem na Wawel na początku 2006 r. – Za mkw. płaciliśmy wtedy ok. 5 tysięcy złotych, podczas gdy średnie ceny w Krakowie były niższe o 1,5 tys. zł – przypominają nabywcy mieszkań.
Po dwóch latach wyszło na jaw, że deweloper m.in. pod zastaw inwestycji na Wierzbowej zaciągnął pożyczkę w amerykańskim funduszu Manchester Securities Corporation. Opiewała ona na kwotę ponad 71 mln zł, z czego ponad połowa obciążała Wierzbową.
Spółka nie spłaciła długów, a Manchester Securities Corporation zgłosił się do jej klientów, żądając dopłat do mieszkań. – Fundusz chciał od nas po 3 tys. zł za mkw. Nikt nie był w stanie zdobyć takich pieniędzy – mówią rozżaleni klienci. Ostatecznie Leopard został postawiony w stan upadłości. Od prawie roku decyzje dotyczące spółki podejmuje syndyk Maria Thetschel-Zgud, która pod koniec stycznia br. ogłosiła drugi już przetarg na sprzedaż pięciu działek spółki – w Krakowie i we Wrocławiu.
– Podczas pierwszego przetargu, jesienią ub.r., mimo dużego zainteresowania nikt ich nie kupił. Chętni liczyli, że skoro chodzi o nieruchomości upadłego dewelopera, to będą one sprzedane za bezcen. A ja nie mogę tego zrobić, bo w kolejce po pieniądze od Leoparda czeka wielu wierzycieli, więc cena musi być godziwa – tłumaczy syndyk.
W pierwszym przetargu wystawiono też dwa mieszkania z ul. Wierzbowej, których Leopard nie zdążył sprzedać. – Lokale były chętnie oglądane, ale nikt się na nie ostatecznie nie zdecydował – mówi Maria Thetschel-Zgud.
Dziś syndyk nie może już mieszkań przy Wierzbowej sprzedawać, bo Prokuratura Okręgowa w Krakowie tego zabroniła. – Nieruchomości te są dowodem w sprawie. Prowadzimy postępowanie dotyczące możliwości doprowadzenia wielu klientów do niekorzystnego rozporządzenia mieniem o znacznej wartości – tłumaczy Bogusława Marcinkowska, rzecznik krakowskiej prokuratury.
Tymczasem do mieszkań wprowadzili się ich nabywcy, mimo że inwestycja nie jest jeszcze ukończona i nie ma pozwolenia na użytkowanie. Miasto zameldowało ich tu na podstawie protokołów przekazania lokali oraz zaświadczenia o ich samodzielności. W oknach mieszkań pojawiły się transparenty: „Zapłaciłem. Nie oddam” czy „[link=http://www.okradli.pl/wp/]Okradli.pl[/link]”.
Mieszkańcy zastanawiają się nad możliwością ukończenia inwestycji we własnym zakresie. A do zrobienia są tu jeszcze prace wykończeniowe. Jednak nie mogą tego zlecić.
Jak tłumaczy Małgorzata Boryczko, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Krakowie, prawo do prowadzenia robót ma tylko ten podmiot, który uzyskał pozwolenie budowlane, a więc w tym przypadku Leopard. Po upadłości dewelopera jego prawa przejął syndyk. Ten zaś inwestycji nie dokończy, bo jak mówi, „wykraczałoby to poza koszty postępowania”.
Nabywcy mieszkań na razie żyją tu bez umów – np. o zarządzanie budynkiem. Jak zapewnia syndyk, nie obciąża to jednak upadłej spółki. – Mieszkańcy płacą za wszystkie media i utrzymują budynek. Nie przynoszą więc szkody, choć nie płacą czynszu, bo nie mogą. Nie mają nawet komu – mówi Maria Thetschel-Zgud.
Syndyk liczy, że pieniądze ze sprzedaży działek wystarczą, by pokryć część długu dewelopera.
– A z resztą wierzycieli uda się być może dojść do porozumienia w sprawie spłat zobowiązań. Zamiast likwidacji spółki byłoby wtedy prowadzone postępowanie układowe – dodaje. Według niej taka sytuacja może trwać nawet dwa lata.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA