fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Palikot chce legalizować bimber

ROL
Jerzy Kowalski
Łącką śliwowicę czy łzę korycińską badałby sanepid, a fiskus miałby pobierać akcyzę
Pomysł na legalizację bimbrownictwa ma Janusz Palikot (PO), szef sejmowej komisji "Przyjazne państwo". Przygotowuje projekt nowelizacji kilku ustaw przewidujący, że wytwórca bimbru będzie jego produkcję zgłaszał do urzędu skarbowego. Tam kupi banderole na butelki i w ten sposób opłaci akcyzę.
Bimbrownik musiałby też o produkcji powiadomić sanepid, który miałby czuwać nad jakością trunku, np. nad tym, by powstawał z produktów naturalnych, a nie chemicznych. Gdyby stwierdził, że warunki produkcji nie spełniają wymagań sanitarnych, mógłby nie wydać na nią zgody.
Alkohol można byłoby sprzedawać tylko w miejscu jego wytworzenia, np. w gospodarstwie agroturystycznym czy rolnym. Ograniczenia objęłyby też wielkość produkcji. Propozycje mówią o kilkuset litrach rocznie.
– Oczywiście, istnieje zagrożenie, że część produkcji nadal będzie w szarej strefie. Ale do tej pory cała produkcja odbywa się w podziemiu, poza jakąkolwiek kontrolą – przekonuje Hanna Zdanowska, posłanka PO z komisji "Przyjazne państwo".
[srodtytul]W Łącku zacierają ręce [/srodtytul]
Od 20 lat o zalegalizowanie śliwowicy łąckiej walczy Franciszek Młynarczyk, wójt Łącka. – Ludzie produkowali, produkują i będą produkować śliwowicę. Dziwi mnie, że muszą to robić oficjalnie nielegalnie – nie kryje irytacji.
Już bowiem w 1992 r. wojewódzki konserwator zabytków zaliczył łącki trunek do niematerialnych dóbr kultury, a w 2005 r. śliwowica została wpisana na Listę Produktów Tradycyjnych – do rejestru wyrobów regionalnych chronionych ze względu na szczególne walory.
W ubiegłym roku spółka utworzona przez lokalnych sadowników i gminę złożyła w resorcie rolnictwa projekt ustawy, który pozwalałby im na produkcję śliwowicy i wyrobów wysokoprocentowych w ramach działalności rolniczej, do 200 litrów rocznie, i sprzedawanie ich w miejscu wytworzenia. Zdaniem wójta taką produkcją zainteresowanych może być nawet 900 gospodarstw w gminie.
– Rolnicy będą mogli zwiększyć swoje dochody, budżet państwa uzyska nowe wpływy, odpowiednie organy obejmą kontrolą szarą strefę – chwali zalety tego rozwiązania Mirosław Lech, wójt Korycina w Podlaskiem, gdzie wyrabia się łzę korycińską pędzoną na bazie żyta. – Nie chodzi o stworzenie prawa dla podziemia, ale dla rolników.
[srodtytul]Fiskus bezradny? [/srodtytul]
Pomysł Palikota ma też krytyków. – Skoro państwo wprowadziło system ograniczeń wolności gospodarczej w postaci różnych narzędzi reglamentacji, jak zezwolenia i koncesje przy produkcji i sprzedaży alkoholu, to nie można czynić w nim luk – przekonuje prawnik Marek Romsicki z Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. – Dopuszczenie do niekontrolowanego obrotu napojami spirytusowymi jest sprzeczne z interesem zdrowia publicznego.
Wątpliwości ma też Zbigniew Liptak, doradca podatkowy w firmie Ernst & Young. – Nie można się dziwić, że mieszkańcy niektórych rejonów, np. gminy Łącko, chcieliby zgodnie z prawem kontynuować tradycję produkcji alkoholi i sprzedawać je turystom – przyznaje. – Ale trzeba też zrozumieć podejście fiskusa, który musi dbać, by tego rodzaju rozwiązania nie były nadużywane. Zwolnienia podatkowe nie mogą się opierać tylko na zaufaniu fiskusa do obywateli, a trudno byłoby sprawdzić, czy produkcja nie przekracza ustalonych limitów lub czy producenci wywiązują się z obowiązków akcyzowych.
[srodtytul]Kiedy nalewka jest bezprawna [/srodtytul]
Bimbrownictwo to dziś przestępstwo. Kodeks karny za wyrabianie lub rozlewanie napojów spirytusowych bez zezwolenia przewiduje karę grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do roku. Jeśli ktoś uczynił z tego stałe źródło zarobkowania – do dwóch lat.
Ale sami policjanci przyznają, że niespecjalnie tropią ten proceder. Jeśli podejmują jakieś kroki, to po donosach lub przy okazji wyjaśniania innych przestępstw. Prokurator Romuald Sitarz z zamojskiej prokuratury: – Ostatnio w połowie ubiegłego roku skierowaliśmy do sądu akt oskarżenia przeciw 68-letniemu mieszkańcowi gminy Radecznica. Policjanci znaleźli u niego 10 litrów bimbru i urządzenia do jego produkcji. Sąd wymierzył mu 500 zł grzywny.
Ci, którzy produkują domowymi sposobami nalewki, mogą spać spokojnie. Pod warunkiem że od ich wyrobu użyli spirytusu z legalnego źródła i potrafią się wylegitymować rachunkami lub fakturami.
Jeśli procenty w nalewce będą pochodzić z własnoręcznie wyprodukowanego destylatu, jej wytwórcy mogą mieć jednak kłopoty z prawem. Jak pewien sołtys i właściciel znanej zagrody agroturystycznej na Roztoczu, który częstował gości na powitanie nalewką na bimbrze. Ale nie trafił przed oblicze sądu, bo nie udowodniono mu, że osobiście pędził bimber i brał za to pieniądze.
[ramka][b]Jak w innych krajach radzą sobie z prywatną produkcją alkoholi [/b]
W wielu krajach destylacja niewielkich ilości regionalnego alkoholu odbywa się legalnie. Podobnie jak wprowadzanie go do obrotu. W tym celu rolnicy nie muszą rejestrować działalności gospodarczej.
W Austrii rolnicy mogą zajmować się produkcją napojów alkoholowych wysokoprocentowych w ramach prowadzonej działalności rolniczej. Wysokość podatku zależy od wielkości produkcji. Istnieją tam trzy progi: do 50 litrów rocznie, do 200 litrów i powyżej 200 litrów. Najwięksi producenci, którzy wytwarzają powyżej 200 litrów napojów alkoholowych, mogą się ponadto starać o pozwolenie na sprzedaż swojego wyrobu w całym regionie.
W niemieckim Szwarcwaldzie ilość destylatu, jaką może wyprodukować rolnik, uzależniona jest od powierzchni jego upraw.
Na Słowacji natomiast rolnicy mogą wyprodukować trunki w komunalnych destylarniach po uiszczeniu zryczałtowanej opłaty akcyzowej. Na własne potrzeby mogą zostawić sobie nie więcej niż 20 litrów. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA