fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media i internet

Google grozi Pekinowi

„Google, Bai, bai!” – nieortograficznie, ale szczerze, żegnali przeglądarkę jej użytkownicy, składając kwiaty, maskotki i liściki przed budynkiem mieszczącym przedstawicielstwo koncernu w ChRL (fot: Jason Lee)
Reuters
Koniec z autocenzurą w Chinach, choćby za cenę porzucenia tego rynku – ogłosił internetowy gigant
Google zszokował chińskie władze i Krzemową Dolinę. To pierwszy przypadek, gdy wielki koncern prowadzący działalność na chińskim rynku ośmielił się otwarcie skrytykować rząd ChRL za cenzurę. Firma zamierza rozmawiać w tej sprawie z władzami w Pekinie, ale nie wyklucza zakończenia działalności w Państwie Środka.
Kluczowe znaczenie dla tej decyzji miały ponoć coraz częstsze ostatnio przypadki chińskiej ingerencji poza granicami ChRL. Jak podało kierownictwo firmy, w ciągu ostatniego miesiąca hakerzy z Chin dokonali całej serii „zaawansowanych technologicznie ataków” na strony Google’a i co najmniej 20 innych firm. Cybernapastnicy włamali się między innymi na konta poczty elektronicznej obrońców praw człowieka z USA, Europy i Chin w prowadzonym przez Google’a serwisie Gmail. – To był główny cel tych ataków – oświadczył dyrektor prawny firmy David Drummond.
[wyimek][srodtytul]340 mln osób[/srodtytul] liczy już społeczność chińskich internautów[/wyimek]
Kalifornijski potentat internetowy nie stwierdza wprost, że za atakami stały chińskie władze, ale w amerykańskich mediach nie brak spekulacji, iż tak właśnie mogło być.
Sprawę bardzo poważnie potraktował Waszyngton. Jak powiedziała sekretarz stanu Hillary Clinton, USA oczekują, że Chiny wyjaśnią zarzuty stawiane przez Google’a.
[srodtytul]Sieciowy dylemat[/srodtytul]
Od wczoraj w chińskiej wersji wyszukiwarki Google można z łatwością znaleźć niedostępne dotąd materiały dotyczące masakry na placu Tienanmen w 1989 roku. Taki stan rzeczy zapewne nie utrzyma się długo.
Jeszcze nie tak dawno Google, podobnie jak inne amerykańskie koncerny informatyczne, był gotowy iść na wiele ustępstw, byle tylko utrzymać się na chińskim rynku. W Państwie Środka jest niemal 340 mln internautów, a roczne dochody Google’a w Chinacj ocenia się na ok. 600 mln dolarów.
– Zachodnie firmy takie jak Google stoją w Chinach przed poważnym dylematem. Z jednej strony chcą skorzystać na gwałtownym wzroście chińskiej gospodarki, z drugiej – muszą podporządkowywać się lokalnym przepisom i wartościom, które są odmienne od zachodnich – powiedział agencji Bloomberga profesor Norbert Pohlmann, niemiecki specjalista od bezpieczeństwa internetowego.
Amerykańskie firmy od kilku lat są w swojej ojczyźnie krytykowane za udział w budowie Wielkiego Cybermuru, czyli potężnego chińskiego systemu kontroli politycznie niebezpiecznych treści w Internecie. W 2006 roku przedstawiciele Google’a, Yahoo, Microsoftu i Cisco musieli się nawet z tego tłumaczyć przed Kongresem USA.
[srodtytul]„Lepsze warunki”[/srodtytul]
Większość chińskich internautów, którzy na co dzień muszą się zmagać z sieciową policją, z uznaniem przyjęła oświadczenie Google’a. Niektórzy udali się wczoraj pod pekińską siedzibę koncernu, by pod cha- rakterystycznym logo firmy złożyć wyrazy poparcia w postaci listów, a nawet kwiatów.
Wiele ciepłych słów pod adresem koncernu można było znaleźć w chińskich blogach: „To nie Google wycofuje się z Chin, to Chiny wycofują się ze świata”; „Niech żyje Google!”, „Ciężko się cieszyć, ale trudno nie popierać takiej decyzji”.
Choć chińska cyberprzestrzeń huczała od komentarzy na temat oświadczenia Google’a, w mediach nie poświęcono temu tematowi zbyt wiele miejsca. Chińskie władze nakazały redakcjom ograniczenie się do lakonicznych komunikatów agencji prasowej Xinhua. Ta zaś donosiła, że chińskie władze „chcą się szczegółowo zapoznać z intencjami kalifornijskiego koncernu”.
Dla obrońców praw człowieka w Chinach decyzja Google’a to niezwykle ważny krok. – Najważniejsze dokonanie Google’a to upublicznienie problemu, ujawnienie, że Chiny dokonują poważnych cyberataków – powiedziała „Rz” Sharon Hom, dyrektor wykonawcza organizacji Human Rights in China. – Firma dała w ten sposób znać, że sytuacja jest szczególna, że nie sposób mówić o „zwyczajnym biznesie”.
– Czy inni inwestorzy będą naśladować przykład Google’a? Każda firma internetowa działająca w Chinach powinna się zastanowić, czy warto przemilczać ataki hakerów oraz naruszanie praw swych klientów. Władze są zaniepokojone, ale reagują na razie w sposób typowy, usiłując nasilić kontrolę nad informacjami o decyzji Google’a. To działanie na krótką metę. Może się okazać, że ChRL nie jest dobrym miejscem do robienia interesów – dodała Hom.
Część obserwatorów sceptycznie odnosi się do zapowiedzi Google’a. Baidu.com, główny rywal Amerykanów w Chinach, stwierdził, że ich posunięcie ma podłoże finansowe. Na stronie bukmacherskiej Paddy Power za postawienie dolara na to, że Google wycofa się z Chin, można wygrać aż 4 dolary.
[ramka][b]Najpopularniejsza w Chinach wyszkiwarka [link=http://www.baidu.com]www.baidu.com[/link][/b][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA