fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Cywilizacja

Porzuceni niewolnicy

Wysepka Tromelin do dziś pozostaje bezludna. Znajdują się na niej automatyczna stacja meteo i pas startowy dla samolotów
AFP
Po katastrofie żaglowca rozbitkowie trwali 15 lat na bezludnym skrawku lądu bez słodkiej wody
Żaglowiec „Utile” należący do Francuskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej uderzył 31 lipca 1761 roku w rafę koralową tuż koło Ile de Sable, Wyspy Piaszczystej. Ta garść piasku zajmuje powierzchnię 0,8 kilometra kwadratowego. Leży 535 km na północ od wyspy Reunion i 470 km od Madagaskaru.
Żaglowiec wiózł 60 Malgaszów, tubylców zakupionych nielegalnie na Madagaskarze. Czekał na nich kupiec na wyspie Mauritius. Po katastrofie Malgasze pokonali skrawek wody dzielący wrak od brzegu, natomiast załoga odpłynęła szalupą. Wzięli kurs na Madagaskar. W szalupie zabrakło miejsca dla niewolników. Marynarze zostawili ich na wysepce z zapasami żywności, które miały wystarczyć na trzy miesiące. Zamierzali powrócić po „towar”.
Zamiaru nie urzeczywistnili. Porzuceni musieli sobie radzić sami. 29 listopada 1776 roku załoga francuskiej korwety La Dauphine zauważyła ogień płonący na tym skrawku lądu. Kapitan Tromelin zabrał rozbitków – z 60 osób przy życiu pozostało siedem kobiet i ośmiomiesięczne niemowlę. Od tamtej pory wysepka nosi nazwę Tromelin.
[srodtytul]Płytka studnia z morską wodą[/srodtytul]
Na ślady XVIII-wiecznej tragedii natrafiono jeszcze w latach 50. ubiegłego wieku podczas budowy na wysepce automatycznej stacji meteorologicznej. Ale dopiero w 2006 roku zaczęli je systematycznie badać francuscy naukowcy z Zespołu Archeologicznych Poszukiwań Morskich. Pracami – pod patronatem UNESCO oraz INRAP (Institut National de Recherche Archeologique Preventive) – kierował Max Guerout.
Płetwonurkowie zbadali wrak „Utile” spoczywający na głębokości 7 metrów. Niewiele z niego pozostało. Malgasze zabrali z niego tyle drewna, ile zdołali i praktycznie wszystkie sprzęty. Załoga statku, opuszczając Wyspę Piaszczystą, rozpaliła na niej ognisko. Ten ogień nigdy nie zgasł, podtrzymywano go drewnem ze statku, ponieważ na wysepce nie było roślinności.
Gdy skończyły się zapasy żywności ze statku (mąka, kasza, fasola, groch, słonina, solone mięso), pozostało to, co oferowała wysepka. Niestety, nie było na niej wody pitnej, rozbitkowie wykopali studnię głębokości 5 metrów, która jednak sięgała do poziomu morza, dlatego woda w niej była słona. Na wyspie nie było roślinności, ale gnieździły się ptaki i żółwie. Te zwierzęta oraz ich jaja stanowiły pożywienie.
[srodtytul]Sześć rondli[/srodtytul]
Archeolodzy nie znaleźli narzędzi do połowu ryb ani ości. Z tym problemem rozbitkowie sobie nie poradzili. Płytka woda przy plaży była niebezpieczna (rekiny), a czółen umożliwiających połowy na głębinie nie mieli z czego zbudować.
Początkowo rozbitkowie chronili się pod namiotami skleconymi z żagli wydobytych z wody w pobliżu wraku. Potem w najwyższym punkcie wysepki (7 m n. p. m.) wznieśli kompleks trzech domów. Jedno z pomieszczeń przeznaczyli na kuchnię z paleniskiem. Budulcem były bloki koralowca wyrzucone przez ocean i stwardniałe piaszczyste bryły zebrane z plaży. Grubość murów sięgała półtora metra. W XVIII wieku malgaska ludność Madagaskaru wznosiła siedziby mieszkalne z materiałów organicznych: drewna, liści, lian, kamień służył do budowy grobowców. Rozbitkowie musieli postąpić wbrew tej tradycji, złamać tabu.
Dysponowali nielicznymi sprzętami ułatwiającymi życie: młotek, łyżeczka, igły, żelazne okucia drewnianych skrzyń. Do najcenniejszych przedmiotów należało sześć miedzianych rondli, które zresztą wielokrotnie łatali. Z kawałków żelaza sporządzali noże – archeolodzy znaleźli osełki noszące ślady częstego używania. Rozbitkowie stopili ołowiane przedmioty wydobyte z wraku i zrobili z nich naczynia do wody. Woda z tych naczyń musiała bardzo źle wpływać na ich zdrowie, o czym nie mieli pojęcia.
W fundamentach stacji meteorologicznej archeolodzy znaleźli szczątki dwóch osób. Pochodzą z nieznanego grobowca, który zbudowali rozbitkowie. Naukowcy zamierzają go odszukać. Na razie oddali kości do analizy, chcą wiedzieć, czy ołów odłożył się w nich w ilości zagrażającej zdrowiu i życiu.
[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=k.kowalski@rp.pl]k.kowalski@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA