fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koszykówka

Shaq pozdrowił mojego ojca

Marcin Gortat
Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Marcin Gortat, zawodnik Orlando Magic i reprezentacji Polski, o amerykańskiej lidze i naszych sprawach.
[b]Rz: Został pan osobistością roku w polskiej koszykówce. Nagrodę odebrała w pana imieniu mama. Jak pan traktuje to wyróżnienie? [/b]
Marcin Gortat: To miła sytuacja. Spotyka mnie pierwszy raz w karierze. Oczywiście nie jest to powód do przesadnej dumy. Pozostaje mi tylko kontynuować ciężką pracę, by kandydować do tej nagrody za rok. A może uda się ustrzelić coś większego?
[b] Czy w klubie ktoś dostrzegł, że w mistrzostwach Europy był pan najlepiej zbierającym, przed Pau Gasolem, wiceliderem klasyfikacji bloków i drugim koszykarzem jeśli chodzi o czas gry? [/b]
Trenerzy i menedżerowie o tym wiedzą, a najbardziej skauci NBA, którzy byli na meczach w Polsce. Pozycji w czołówce zbierających czy blokujących trenerzy ode mnie oczekiwali, więc raczej ich to nie zdziwiło. Nie przełożyło się to potem na moje minuty gry czy rolę w drużynie, ale te były już wcześniej rozpisane.
[b] Jak zaangażowanie w letnią akcję promowania koszykówki w Polsce oraz przygotowania i gra w reprezentacji na mistrzostwach Europy wpłynęły na pana dyspozycję na początku sezonu NBA? [/b]
Letnie akcje w Polsce i gra w reprezentacji nie miały większego wpływu, bardziej wcześniejsze sezony, przygotowania do ligi letniej NBA i gra w kadrze w kwalifikacjach ME. Nie miałem chwili rozłąki z koszykówką. To były lata, kiedy nawarstwiało się zmęczenie, które teraz właśnie wyszło w pierwszych meczach sezonu. I to bardziej zmęczenie mentalne, gdyż fizycznie czułem się dobrze, w pierwszych meczach nie miałem problemów. Zabrakło raczej nastawienia psychicznego - pasji do gry w koszykówkę i chęci zabawy tą grą. A jest to coś, co nakręca tu wielu zawodników, również mnie.
[b]Skąd się wzięło to zagubienie? [/b]
Przede wszystkim z braku entuzjazmu do gry, pozytywnej zaciętości, przy której wiele rzeczy przychodzi łatwo. Może wynikało to też z braku poważnego traktowania niektórych przeciwników, co dotyczy zresztą wielu zawodników w naszym zespole, a co za tym idzie z niedostatku koncentracji.
[b] W klasyfikacji +/- jest pan ostatnim zawodnikiem Orlando Magic. Przejmuje się pan takimi statystykami? [/b]
Zupełnie się nimi nie interesuję. Myślę, że niewielu zwraca na nie uwagę. Nie wiem, czy trener na nie patrzy. Ostatnich kilka spotkań grałem już na swoim poziomie, więc pewnie wkrótce i w tym względzie się poprawię.
[b]Ostatnie mecze przed świętami, szczególnie ten z Utah Jazz, pokazały, że wraca pan do formy. Jeśli tylko dostaje pan od trenera Stana van Gundy’ego szansę dłuższej gry, udowadnia na boisku, że warto mu zaufać. [/b]
Zgadza się. Spotkania w Utah i wcześniej w Phoenix były meczami, w których się przełamałem. A może po prostu dobrze przed nimi odpocząłem, zebrałem się mentalnie, by być zawodnikiem, który walczy na parkiecie. Na pewno jeszcze bardziej pomogłaby mi dłuższa gra, ale przy dobrej dyspozycji Dwighta Howarda nie ma o tym mowy.
[b] Przeciwko Utah w Salt Lake City, grając do przerwy prawie tyle samo co Howard, miał pan w tym czasie porównywalne z nim, a nawet lepsze statystyki. Problemy z pierwszej części sezonu to już przeszłość?[/b]
Myślę, że tak, choć będą okresy, gdy będę grał dobrze i takie, gdy będę grał źle. Sezon jest tak długi, że zawodnicy mają wiele wzlotów i upadków. O równą formę szczególnie trudno w moim przypadku, gdyż gram nieregularnie: raz 15, innym razem tylko trzy minuty. Nie można mówić o jakiejkolwiek dyspozycji, gdy przebywa się na boisku po cztery, pięć minut.
[b] Miał pan chwile zwątpienia? [/b]
Nie. Raczej był moment zastanowienia, dlaczego teraz mi nie wychodzi. Zacząłem analizować przeszłość tydzień po tygodniu. Myśleć, co złego zrobiłem w przygotowaniach. Ale przecież robiłem wszystko, co do mnie należało, miałem taki sam cykl treningowy jak przed rokiem. Były chwile kryzysu, ale nigdy zwątpienia.
[b] Co pana najbardziej irytuje? [/b]
Na pewno ludzie wypowiadający się na temat koszykówki, a nie mający o niej pojęcia. W momencie, gdy zawodnikowi nie wychodzi, pryncypialnie krytykują, a gdy ten zagra dobry mecz, zmieniają ton i przepraszają. Nic dziwnego, że zanadto się tymi opiniami nie przejmuję, robię swoje.
[b] A co podnosi na duchu? [/b]
Wypowiedzi znajomych, ale i przygodnych kibiców, którzy podchodzą i dodają otuchy, mówiąc, że jestem dobrym koszykarzem, tylko po prostu mam akurat słabszy okres.
[b] Które ze spotkań obecnego sezonu najbardziej pan zapamiętał? [/b]
Pojedynek z Cleveland Cavaliers, w którym przyszło mi bronić przeciwko Shaquille’owi O’Nealowi. Było bardzo ciężko. Gra przeciwko niemu, porównywanie mocy pod koszem to coś niesamowitego. Shaq wywarł na mnie ogromne wrażenie także dlatego, że kazał pozdrowić mojego ojca, medalistę olimpijskiego w boksie. Powiedział też, że jestem graczem z dużą przyszłością. Wypytywał także o parę rzeczy, o których nie mogę powiedzieć. Z pewnością wszystko to było bardzo miłe. Niestety, nie udało mi się w meczu z Cavaliers zablokować LeBrona Jamesa, chociaż raz byłem blisko.
[b] Jaki jest nowy zespół Orlando Magic? Lepszy czy słabszy od tego z poprzedniego sezonu? [/b]
O wiele silniejszy. Mamy utalentowanych zawodników i dłuższą ławkę rezerwowych. Ten zespół powinien zajść jeszcze dalej.
[b]Z kim najlepiej się pan rozumie na boisku? [/b]
Na pewno JJ Redick, Rashard Lewis, Anthony Johnson to zawodnicy, z którymi dobrze mi się współpracuje.
[b] Rozmawia pan ze Stanem Van Gundym o swojej roli w drużynie? W wywiadach trener raczej nie głaszcze pana po głowie. Mówi m.in., że w pana grze nie ma tyle energii, co w poprzednim sezonie. [/b]
Trener to trener. Zawsze ma prawo powiedzieć co chce. Dla mnie najważniejsze jest, że gram dla niego, pomagam mu, a on wierzy we mnie, daje mi szansę. Nie uważam, żeby totalnie brakowało mi energii. Staram się robić wszystko najlepiej jak potrafię.
[b] Co uważa pan za lepsze dla siebie: granie epizodów w drużynie Orlando walczącej o mistrzostwo czy pierwszoplanową rolę w innym zespole? [/b]
Dziś na pewno jest to walka o mistrzostwo. Nieważne, czy gram, czy też siedzę, na ławce dopinguję i klaszczę.
[b] Gdyby doszło do sytuacji, że Orlando chce pana wymienić w transferze z innym klubem, może pan się nie zgodzić czy też musi bezwarunkowo podporządkować? [/b]
Z tego co wiem, w pierwszym roku obowiązywania kontraktu obowiązuje przepis, że zawodnik może odmówić transferu.
[b] Śledzi pan polską ligę? Jak pan odebrał zwolnienie z Turowa Zgorzelec trenera Saszy Obradovicia, szkoleniowca, którego tak pan ceni i tak wiele mu zawdzięcza? [/b]
Uważam, że to błąd. Mogę to śmiało powiedzieć, ponieważ znam Obradovicia. To trener mający bardzo dobrą opinię w całej Europie. Myślę że w Zgorzelcu odczują jeszcze tę stratę, a Obradović na tym nie straci i pewnego dnia obejmie drużynę, którą poprowadzi do kolejnych mistrzowskich tytułów.
[b]Reprezentacja Polski wciąż nie ma nowego szkoleniowca. Może pan ma jakiegoś kandydata? W tylu już sprawach pomógł pan prezesowi PZKosz Romanowi Ludwiczukowi? [/b]
Prezesowi pomogłem podpisać parę piłek, nic więcej. Dlatego i tym razem nie będę podpowiadał. To jego decyzja i jego sztabu. Miejmy nadzieję, że osoba, która obejmie to stanowisko, będzie się cieszyła dużym szacunkiem i będzie miała doświadczenie, a przede wszystkim wprowadzi dyscyplinę do polskiej kadry.
[b]Pomoże pan latem reprezentacji w eliminacjach do mistrzostw Europy 2011? [/b]
Jeszcze nie wiem. Za wcześnie na takie deklaracje. Nie wiadomo, jak będzie wyglądała moja sytuacja.
[b]Jak pan spędził Wigilię? [/b]
W domu, razem z przyjaciółmi. Było oczywiście dużo polskiego jedzenia i świąteczne rytuały. Była to moja pierwsza taka Wigilia od dłuższego czasu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA