fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Skoczyć do studni

Marcin Baszczyński
Fotorzepa, Bartosz Siedlik
Marcin Baszczyński mówi w rozmowie z "Rz" o Wiśle starej i nowej oraz swoich najsłynniejszych rywalach
[b]"Rz": Nie żal panu zostawiać Wisły w takim momencie? Mistrzostwo Polski, kibice traktują pana jak bohatera, a pan wyjeżdża. [/b]
[b]Marcin Baszczyński:[/b] Pewnie, że żal. To jest mój klub jak żaden inny, chociaż pochodzę ze Śląska, zaczynałem w Rudzie Śląskiej i w Ruchu Chorzów. W Krakowie spędziłem najlepszych dziewięć lat kariery. Ale Wisła zaproponowała przedłużenia umowy, a ja zacząłem otrzymywać oferty zza granicy. Atromitos Ateny, do którego przechodzę, chciał mnie już w grudniu, ale jeszcze wtedy grał w drugiej lidze. Myślałem też o Larissie, ale ostatecznie zostałem na wiosnę w Krakowie.
[b]No i miał pan pecha. Kontuzja odniesiona w meczu z Piastem jest poważna i potwierdza opinię kibiców Wisły, że „Baszczu dla Białej Gwiazdy gotów jest włożyć nogę pod tramwaj”.[/b]
Poszły wiązadła w kolanie. Piłkarza nic gorszego nie może spotkać. Chyba tylko zerwanie ścięgna Achillesa. Ale nie mam do nikogo pretensji. Ja się na boisku nie oszczędzam, a to zawsze niesie ryzyko kontuzji.
[b]Sześć razy zdobywał pan z Wisłą mistrzostwo Polski. Można porównać dzisiejszego mistrza z poprzednimi? [/b]
Trudno. Każda drużyna była inna, mieliśmy w tym czasie różnych trenerów. Przeżyłem w Wiśle chyba z dziesięciu, a każdy miał inną wizję składu i gry. Ale wydaje mi się, że graliśmy teraz podobnie jak w czasach trenera Henryka Kasperczaka.
[b]Naprawdę? Tamta drużyna, z roku 2002 wydaje się wzorcowa, a obecna, nie odbierając jej zasłużonego mistrzostwa, raczej nie. [/b]
Nasza drużyna z 2002 roku miała więcej gwiazd, a obecna lepiej się sprawdza w pracy zespołowej. Wtedy Marcin Kuźba, Tomek Frankowski, Maciek Żurawski, Mirek Szymkowiak, Kamil Kosowski, Mauro Cantoro, Kalu Uche to byli wielcy gracze. W dodatku trener Henryk Kasperczak tak wszystko poustawiał, że każdy z nas miał formę w odpowiednim momencie. Podobieństwo polega też na ustawieniu tamtej Wisły i obecnej. Za Kasperczaka graliśmy 4-4-2 i przy Macieju Skorży też. Różnica polega na tym, że wtedy Żuraw z Frankiem grali obok siebie a teraz Paweł Brożek ma za plecami Rafała Boguskiego. Wtedy był poziom, a teraz pion.
[b]I to jedyna różnica? [/b]
No, nie. Przy takim ustawieniu bardzo dużo zależy od bocznych pomocników. Tak było u Kasperczaka i tak samo jest teraz. Wtedy mieliśmy Kalu i Kosowskiego a teraz Wojtka Łobodzińskiego albo Patryka Małeckiego i Marka Zieńczuka. Mamy bardzo wyrównaną drużynę, praca rozkłada się równo na wszystkich. Kto jest słabszy, ten odpada. Wydawało się, że będzie trudno zastąpić Clebera na środku obrony. Przyszedł Marcelo, wciągnął go wir zespołu, zaakceptowaliśmy go i dziury nie widać. Wisła jest inteligentną drużyną, jak by to nie zabrzmiało. A przy ciągłej presji wyników nie ma czasu na eksperymenty. Albo się ktoś nadaje, albo nie.
[b]To samo dotyczy trenerów? Nie zmieniają się zbyt często? Przypadki Henryka Kasperczaka i Macieja Skorży świadczą o tym, że trenerowi warto dać czas. [/b]
Ale trudno dawać trenerowi pięć lat na budowę, bo nikt nie ma tyle cierpliwości. Różnych trenerów pamiętam, jednak Wisła tym różniła się od innych drużyn, że u nas, nawet jeśli nie zgadzaliśmy się z trenerem, to każdy zawodnik gotów był na jego polecenie skoczyć do studni, byleby ratować swoją pozycję. Nie wszyscy trenerzy rozumieli, że naturą Wisły jest gra do przodu, o zwycięstwo. Zmieniali się piłkarze, a ta zasada pozostawała niezmienna. Ci, którzy myśleli głównie o defensywie, co zresztą z punktu widzenia gry nie jest takie złe, musieli odejść. Taki był na przykład Dan Petrescu. On się cieszył, kiedy wygrywaliśmy 1:0. A gdy przy takim prowadzeniu szedłem z piłką do przodu to krzyczał, że nie mogę przekraczać linii środkowej i gram pod siebie, a nie dla zespołu.
[b]Mówi się, że trenerem w Wiśle jest Bogusław Cupiał. Pan też odniósł takie wrażenie?[/b]
Nic podobnego. Nie słyszałem żeby prezes miał wpływ na skład. Od tego zatrudnia trenerów. Od kiedy gram w Krakowie nigdy nie widziałem prezesa w szatni zawodników. On kieruje klubem tak, jak swoją firmą. Wyszukuje odpowiednich ludzi, a oni już wiedzą co mają robić. Kiedyś pan Cupiał przyjeżdżał do nas na obozy za granicą i wtedy rozmawiał z radą drużyny, ale od kilku lat tego nie robi. Ja z nim rozmawiam średnio dwa razy w roku. Zawsze fajnie mnie traktuje.
[b]Wisła grała w tym sezonie najrówniej, ale i wy mieliście mecze, po których wydawało się, że nie obronicie tytułu. Choćby porażka u siebie z Lechem. [/b]
To był straszny cios, bo oni kopnęli dwa razy i zdobyli dwie bramki. Tyle że my przerabialiśmy już kiedyś coś takiego z Bełchatowem, też na swoim boisku. Podnieśliśmy się wtedy, i udało się teraz. Przegrać może nawet najlepsza drużyna. Ale naprawdę dobra wyciągnie z tego wnioski i odrobi straty. Na mecie my byliśmy pierwsi, a nie Lech. Sezon był dla nas nierówny także dlatego, że graliśmy o europejskie puchary a wtedy podświadomie trochę odpuszcza się ligę i trzeba gonić uciekających rywali. Poza tym w przeszłości miewaliśmy taką przewagę, że interesowaliśmy się tylko sobą. Teraz musieliśmy patrzeć na innych.
[b]Jedni uważają, że poziom ligi się podniósł, inni, że jest wciąż nienajwyższy. A jak pan uważa? [/b]
Że poziom od kilku lat zależy od Wisły. To my decydujemy, a tytuł zdobywa kto inny tylko wtedy, kiedy wpadamy w dołek. Poza tym najlepsi w Polsce trafiają do Wisły, tak jak ostatnio Rafał Boguski. Może przyjedzie do Krakowa Dawid Nowak. Świeży powiew to Robert Lewandowski i Kamil Grosicki. Jedyni naprawdę dobrzy polscy piłkarze, których nie ma w Wiśle.
[b]W ciągu dziewięciu lat spędzonych w Krakowie spotykał się pan z najlepszymi piłkarzami świata: z Realu, Barcelony, Interu, Parmy, Lazio. Schalke... Pan ma opinię obrońcy, którego lepiej omijać. Jakie są gwiazdy na boisku? [/b]
Moja zadziorność to nie to samo co brutalność. W twardych starciach czasami trafia się w piłkę, a czasami w nogę, ale tylko walcząc zdobywa się pozycję. Poczułem się lepiej, kiedy w jednym z pierwszych ważnych meczów Wisły, z Parmą, wygrałem zdecydowanie z Adrianem Mutu. A potem różnie bywało. Zinedine Zidane dostał ode mnie w szczękę, oczywiście niechcący. Rozciąłem mu wargę i miał o to słuszne pretensje. Ale od Davida Beckhama to ja dostałem łokciem w twarz tak, że nie wiedziałem jak się nazywam. On dobrze wiedział, co robi. W meczu z Francją w Paryżu Thierry Henry stracił przy mnie piłkę i tak go to zabolało, że ruszył żeby ją odebrać. Dopiero wtedy zobaczyłem jaki ma gaz. Wyprzedził mnie, dogonił Jacka Krzynówka i jeszcze go sfaulował. Z kolei najsilniejszy napastnik przeciw któremu grałem to Adriano z Interu. Razem z Arkiem Głowackim skoczyliśmy mu na plecy, a on nie dość, że stał niewzruszony, to jeszcze kontrolował piłkę. Najprzyjemniej jest wtedy, kiedy przeciwnik rzuca się na ciebie, bo nic mu nie wychodzi. W meczu z Walią w Cardiff tak zagotowany był Robbie Savage. Rzucił mi piłką w twarz, naubliżał, a ja, czując swoją przewagę, powiedziałem tylko: koleś, spójrz na tablicę jaki jest wynik. Dla takich chwil gra się w piłkę.
[ramka][b]Marcin Baszczyński[/b], urodzony 7 czerwca 1977 roku w Rudzie Śląskiej. 35-krotny reprezentant Polski (od 2000). Sześciokrotny mistrz Polski z Wisłą Kraków, trzykrotny zdobywca Pucharu Polski. Zawodnik Pogoni Ruda Śląska (1994 - 95), Ruchu Chorzów (1995 - 2000) i Wisły Kraków (2000 - 09). Rozegrał w ekstraklasie 328 meczów. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA