fbTrack

Film

Reporterzy w kraju horroru

Instytut Cervantesa
Znakomita wystawa w Instytucie Cervantesa pokazuje jak na krwawy hiszpański konflikt z lat 1936-1939 patrzyli autorzy tej klasy co Hemingway, Saint-Exupery czy Pruszyński
Za motto tej poruszającej wystawy mogłyby posłużyć słowa jednego z bohaterów filmu „Underground” Emira Kusturicy: nie ma wojny dopóki brat nie podnosi ręki na brata.
Twórcy ekspozycji oddali głos świadkom wydarzeń - dziennikarzom największych światowych gazet. Był wśród nich Ernest Hemingway, wysłany przez nowojorska agencje NANA zrzeszającą 60 najlepszych dziennikarzy ze Stanów Zjednoczonych. Hiszpańska wojna stała się tematem jego najsłynniejszego dzieła literackiego – powieści „Komu bije dzwon”. Inny z dziennikarzy to George Orwell. Dla „New English Weekly” napisał artykuł przypominający przesłaniem jego późniejszą głośną książkę „W hołdzie Katalonii” – demaskatorską prozę o stalinizmie. [srodtytul]Krew sięgała kostek [/srodtytul]
W Instytucie Cervantesa pokazano gazety z doniesieniami korespondentów i wiele fotografii z ogarniętego wojną kraju. Ekspozycja przedstawia sylwetki najwybitniejszych ludzi pióra, którzy trafili na front wojny domowej i fragmenty ich reportaży. Sposób relacjonowania hiszpańskiej tragedii narzucił Jay Allen z „Chicago Tribune”. To jego relacja „Rzeź czterech tysięcy osób w Badajoz, mieście horroru” zwróciła uwagę świata na krwawy konflikt. Allen opisał masakrę, jakiej dopuścili się rebelianci po zdobyciu miasteczka w regionie Estremadury. „To najbardziej bolesna historia, jaką musiałem relacjonować. Piszę ją o czwartej nad ranem, chory na ciele i duszy, na cuchnącym patio Pension Central, przy jednej z wijących się, białych uliczek otoczonego murami miasta na wzgórzu. Nigdy nie odnajdę powrotnej drogi do Pension Central i nigdy nie będę chciał tego zrobić. Dotarłem tutaj z Badajoz, miasta leżącego kilkadziesiąt kilometrów dalej, w Hiszpanii. Wszedłem na górny taras, żeby spojrzeć za siebie. Zobaczyłem ogień. Palą ciała. Cztery tysiące kobiet i mężczyzn zginęło w Badajoz odkąd „Marokańczycy” i legioniści generała Francisco Franco przeszli po ciałach własnych żołnierzy, aby przekroczyć mury miasta, wiele razy skąpanego we krwi. (...) Mówią, że pierwszej nocy krew sięgała kostek. Nie wątpię w to. Zabito tam tysiąc osiemset mężczyzn i kobiet w ciągu dwunastu godzin. W 1800 ciałach jest więcej krwi niż można sobie wyobrazić”. [srodtytul]Synu, musisz umrzeć [/srodtytul] Badajoz stało się symbolem zbrodni dokonywanych przez faszystów. Republikanie w tym czasie także dokonywali czystek z podobną bezwzględnością. Pisał o tym Antoine de Saint-Exupery, wysłannik „L'Intransigeant”. Był w Barcelonie i na froncie w Leridzie. Pomagał ludziom więzionym przez republikanów. Razem z francuskim socjalistą uratował życie hiszpańskiego księdza. W swoich korespondencjach zachowywał jednak dystans. W tekście „Tutaj się strzela tak, jak się ścina drzewa” pisał: „Pewni przyjaciele, po moim powrocie z frontu, pozwolili mi dołączyć do swoich tajemniczych wypraw. Oto jesteśmy w sercu gór, w jednej z tych wsi, które znają zarazem spokój i strach. – Tak, rozstrzelaliśmy siedemnastu... Rozstrzelali siedemnastu „faszystów”. Księdza, gosposię księdza, zakrystiana i czternastu „notabli”. Bo wszystko jest względne”. Do historii przeszło oblężenie Alcazaru w Toledo. Zamek broniony przez pułkownika Moscardo, oficera popierającego Franco, atakowały oddziały republikańskie. Twierdza nie została zdobyta. Donosił o tym Harold G. Cardozo, korespondent „Daily Mail” z Londynu, jeden z pierwszych dziennikarzy akredytowanych przez Franco i jego entuzjasta. W reportażu „Komendant Alcazaru mówi do syna: Musisz umrzeć” pisał: „Wśród ruin zniszczonej przez haubice cytadeli, tak desperacko bronionej, wychudzeni i brodaci obrońcy opowiedzieli mi dziś najbardziej heroiczny czyn tej wspaniałej epopei – poświęcenie przez komendanta swego jedynego syna w imię honoru i obowiązku. Ten poruszający epizod stanowi część pierwszej kroniki, pełnej opisów cierpienia i niedostatków garnizonowego życia. Opowiedział mi o nim młody porucznik artylerii, którego czarna krzaczasta broda i przepastne, rozgorączkowane oczy wymownie świadczą o dziesięciu tygodniach walki i niepewności: W pierwszych dniach oblężenia czerwone władze w Toledo zadzwoniły do naszego komendanta, pułkownika Moscardo, i powiedziały mu: »Łączymy pana z jego 18-letnim synem, który jest naszym więźniem. Jeśli nie poddacie się, natychmiast go rozstrzelamy«. Zaraz potem pułkownik usłyszał głos swojego syna: »Ojcze, to ja. Co mam zrobić?«. Wówczas, stanowczo i z odwagą, choć śmiertelnie zdławionym głosem, pułkownik Moscardo odpowiedział: „Rozkazuję ci w imię Boga, byś krzyknął: »Niech żyje Hiszpania! Niech żyje Chrystus Król« i umarł jak bohater. Twój ojciec nigdy się nie podda«. Uważa się, że zaraz potem zabili chłopca”. [srodtytul]Miłość pod ostrzałem [/srodtytul] Pośród zagranicznych korespondentów nie zabrakło Polaka – Ksawerego Pruszyńskiego, jednego z naszych najlepszych reporterów w XX wieku. Specjalny wysłannik „Wiadomości Literackich” był w Barcelonie, objechał Walencję i Almerię, donosił o oporze Madrytu. Wydał potem znakomitą książkę „W czerwonej Hiszpanii”. Z kolei Martha Gellhorn pisała dla „Colliers’s” o życiu codziennym w czasach wojny domowej. Od tego czasu obserwowała wszystkie niemal konflikty. Została trzecią żoną Hemingwaya, a poznali się w hotelu Florida podczas bombardowań. O tym jak wyglądał poranek korespondenta można się dowiedzieć z tekstu Johna Dos Passosa, autora „Manhattan Transfer”, dla „Esquire”: „Budzę się rano z przesuszonym gardłem. Jeszcze nie wstał dzień. Leżę w wygodnym łóżku, w czystym i dobrze urządzonym pokoju hotelowym, patrząc w prostokąt okna koloru jasnego indygo. Siadam na łóżku. Po raz kolejny słychać donośny świst, trzask uderzenia dachówek, tłuczenie szyb i huk roztrzaskującego się granitu. Pocisk musiał spaść blisko, bo hotel zatrząsł się w posadach. Mój pokój jest na siódmym albo ósmym piętrze. Hotel stoi na wzgórzu. Z okna widzę starą część Madrytu ponad dachami w kolorze sadzy, poplamionymi żółcią i czerwienią, na tle metalicznego błękitu, który lśni przed świtem. Od nowa świst, łoskot, trzask, drżenie od bombardowania gdzieś w pobliżu. Potem znowu cisza, przerywana tylko skamleniem zranionego psa i bardzo delikatnie na jednym z dachów formuje się brudnożółty dym, unosi się, gęstnieje i rozchodzi w powietrzu na intensywnie błękitnym niebie”. Relacje, które zaprezentowano na wystawie, robią duże wrażenie. Emocji zawartych przez reporterów nie zdołał rozbroić czas. To za sprawą słowa – bardziej niż dzięki najznakomitszym fotografiom z frontu – możemy poznać skalę hiszpańskiej tragedii. [ramka]Korespondenci zagraniczni z hiszpańskiej wojny domowej. Wystawa w Instytucie Cervantesa (ul. Nowogrodzka 22) w Warszawie czynna do 21 czerwca. W czwartek 4 czerwca o 18.20 odbędzie się tam spotkanie z reporterami piszącymi o konfliktach zbrojnych: Wojciechem Jagielskim i Fernando Prieto Arellano i Nacho Temino. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL