fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lokaty i inwestycje

I sto lat temu, i teraz garnitur za jedną uncję złota

Flickr
Marek Kurto, wiceprezes Secus Asset Management
[b]Rz: Kryzys podważa zaufanie do wielu form inwestycji. Nie dotyczy to złota.[/b]
Marek Kurto: Można mówić o regule – gdy inwestorzy czują się niepewnie, rośnie zainteresowanie metalami szlachetnymi, które drożeją. Od kilku lat podkreślam, że w ramach dywersyfikacji złoto powinno stanowić 10 – 15 proc. portfela inwestycyjnego. Pogląd ten podziela już wiele osób i instytucji. Pojawiło się sporo ofert adresowanych do rzesz klientów. Można przebierać w propozycjach funduszy i w produktach strukturyzowanych opartych na złocie. [b]W marcu zeszłego roku cena złota przekroczyła psychologiczną barierę 1 tys. dolarów za uncję, by spaść potem do 700 dolarów.[/b]
Obniżka nie trwała długo. Cena doszła do 950 dolarów. Złoto po raz kolejny wystąpiło w roli stabilizatora rynku. Spadek ceny wywołały instytucje finansowe, głównie banki i fundusze hedgingowe, które potrzebując gotówki, sięgnęły po łatwe do upłynnienia zapasy złota. Było to jednak zachwianie chwilowe, ponieważ generalnie mamy znaczący niedobór tego cennego kruszcu. [b]Wielu analityków uważa, że wkrótce za uncję trzeba będzie zapłacić 1200 dolarów.[/b] Uważam, że jest to wysoce prawdopodobne. Urealniając cenę złota wskaźnikiem inflacji, powinno to być 2300 dolarów za uncję. Roczne zapotrzebowanie wynosi około 3,6 tony. Tymczasem teraz wydobywa się 2,6 tony, z roku na rok coraz mniej. Rosną bowiem koszty ponoszone przez kopalnie, które muszą sięgać wciąż głębiej pod ziemię. Cała produkcja złota od jej początku zmieściłaby się w kostce o krawędzi 19 metrów. To naprawdę niewiele. Część inwestorów czeka, jak zachowa się rynek, gdy we wrześniu wygaśnie umowa zawarta dziesięć lat temu przez 15 banków centralnych. Zobowiązały się one do tego, że co roku będą pozbywać się 400 – 500 ton złota ze swoich rezerw. Najbardziej aktywnie umowy tej przestrzega bank centralny Szwajcarii. Co będzie dalej? Na razie odezwał się Międzynarodowy Fundusz Walutowy, informując, że zamierza rzucić na rynek 500 ton. Kilka światowych potęg, przede wszystkim Rosja i Chiny, zapowiedziało zwiększenie rezerw. Rosja może po prostu zatrzymać w rezerwach swoją roczną produkcję wynoszącą około 500 ton. Z kolei Chiński Bank Centralny z coraz większym sceptycyzmem odnosi się do dolara i planuje dwu–, a może nawet trzykrotne zwiększenie rezerw złota. Pojawiły się ostatnio pogłoski, że w ciągu kilku ostatnich lat bank ten regularnie skupywał złoto. Możliwe są różne scenariusze. Wszystko wskazuje jednak na to, że w przyszłości, podobnie jak przed wiekami, złoto może się okazać najbardziej stabilną walutą. Na początku 2008 roku pogląd ten zaczął popularyzować „Financial Times”, wcześniej raczej sceptycznie odnoszący się do żółtego metalu. [b]Złota superwaluta to ciekawa wizja.[/b] Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że w 1908 r. szyty na miarę garnitur można było kupić za jedną uncję, czyli 20 dolarów, a sto lat później również za 1 uncję – 850 dolarów. Ford wyprodukowany 100 lat temu kosztował 42,5 uncji złota, czyli dokładnie tyle samo, ile obecnie ford mondeo. W dolarach było to odpowiednio: 850 i 40 tys. Przykład ten pokazuje, jak bardzo w stosunku do złota zdeprecjonowała się amerykańska waluta. Jej wymienialność na złoto skończyła się na początku lat 70. Z punktu widzenia kogoś, kto dysponuje złotem, rynek jest zdumiewająco stabilny. Wyobraźmy sobie osobę, która z myślą o emeryturze od 30 lat lokowała oszczędności w dolarach. Gdyby kupowała metale szlachetne, dysponowałaby kwotą kilkunastokrotnie wyższą. Właśnie dlatego inwestowanie w złoto staje się coraz bardziej popularne w Europie Zachodniej i USA. Z możliwości tej zaczynają też korzystać mieszkańcy naszego kraju. [b]Czy złoto może konkurować z nieruchomościami, które w ostatnich latach należały do najpopularniejszych form inwestycji Polaków?[/b] W latach 2002 – 2008 nieruchomości w Warszawie podrożały o 120 proc., a złoto trzykrotnie. Do tego dochodzi kwestia płynności. Chcąc szybko sprzedać działkę lub mieszkanie, trzeba znacznie obniżyć cenę. W przypadku złota w ogóle nie ma takiego problemu. Oczywiście, inwestując w metal szlachetny, warto rozważyć, czy lepiej kupić dużą sztabkę czy też kilka małych. [b]Przez wiele lat symbolem inwestycji w złoto w Polsce były południowoafrykańskie krugerrandy.[/b] Monety bulionowe, czyli takie, o których wartości decyduje waga złota, a nie względy numizmatyczne, nadal mają wielu zwolenników. Zdecydowanie bardziej opłaca się jednak kupować sztabki. Mają różną wielkość, od 1 grama do kilograma. Ich produkcja jest tańsza w porównaniu z monetami. Różnica cen może sięgać nawet kilkunastu procent. [b]Bardzo ciekawą formą inwestycji mało popularną w Polsce są ETF-y.[/b] To tani i płynny instrument finansowy. ETF-y inwestujące w złoto mają stuprocentowe pokrycie w kruszcu. Na przykład jednostka uczestnictwa ETF Gold ma pokrycie w 100 gramach kruszcu. Koszty nabycia i sprzedaży są niskie, maksymalnie sięgają 0,5 proc. w skali roku. Prowadzenie takich funduszy jest dziesięciokrotnie tańsze niż klasycznych funduszy inwestycyjnych. Niestety, ze względu na ograniczoną ofertę tych instrumentów ze strony krajowych instytucji, są one dostępne raczej dla osób korzystających z usług zagranicznych instytucji finansowych. rozmawiał Piotr Cegłowski [ramka][link=http://www.rp.pl/temat/7.html]Więcej na rp.pl/pieniądze[/link][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA