fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Zakręcony kran z pożyczkami

Banki boją się nieregularnych kredytów, mają problem z kapitałem. Dlatego ograniczały akcję kredytową w pierwszym kwartale i będą to robić nadal – wynika z badań NBP.
Rzeczpospolita
Na rynku międzybankowym jest spokojniej, ale banki wciąż nie są skłonne do szybkiego zwiększania akcji kredytowej
Wczoraj NBP opublikował informacje dotyczące rynku kredytowego w pierwszym kwartale i prognozy banków na kolejne trzy miesiące. Wyłania się z nich ponury obraz coraz trudniejszego dostępu do kredytu, szczególnie dla firm – połowa banków zaostrzyła kryteria, 80 proc. podniosło marże. Co gorsza, banki zapowiadają dalsze ograniczanie podaży kredytu dla firm. Marże i kryteria przydzielania rosły także dla kredytów mieszkaniowych i konsumpcyjnych – w obu przypadkach sytuacja w ciągu najbliższych miesięcy może się pogorszyć.
Jako powód takiego działania banki podają głównie coraz gorszy stan gospodarki, co może skutkować zwiększonym udziałem kredytów zagrożonych w portfelach, co już raportuje 63 proc. banków. Problemem jest także niewystarczająca baza kapitałowa, która uniemożliwia udzielanie nowych kredytów.
W sytuacji kiedy depozyty bankowe są niższe od wartości kredytów o prawie 100 mld zł, a jedyną formą pozyskiwania nowych środków jest zbieranie depozytów od gospodarstw domowych, ich średnie oprocentowanie (5 proc.) wyraźnie przewyższa stawkę WIBOR 3M (4,2 proc.), podczas gdy przed kryzysem to WIBOR wyznaczał górną granicę oprocentowania depozytów.
– Dlatego WIBOR jest tylko teoretycznym kosztem pieniądza, rzeczywisty dla banków jest wyższy – mówi Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Banku.
Tymczasem wczoraj trzymiesięczna stawka LIBOR dla dolara spadła do poziomu najniższego od 2003 roku, a różnica między LIBOR a stopą OIS, obrazująca rzeczywistą skłonność do pożyczania wśród banków, zawęziła się do poziomu najniższego od 1 września 2008 roku, a więc sprzed upadku Lehman Brothers. Polski rynek wygląda także spokojniej, ale liczba transakcji jest niższa.
– Praktycznie banki nie pożyczają sobie na dłużej niż dwa tygodnie, sumy to kilkadziesiąt mln zł, ale to służy regulowaniu bieżącej płynności – mówi zarządzający płynnością w średniej wielkości banku. Służy to bardziej sprostaniu wymogom nadzoru odnośnie utrzymywania płynnych aktywów na wypadek wycofywania depozytów. – Na takiej płynności nie można budować akcji kredytowej, bo np. finansowanie trzyletniego kredytu dla niego trzeba by odnawiać kilkadziesiąt razy – tłumaczy Jacek Wiśniewski.
Banki twierdzą, że potrzebują nowych źródeł finansowania, i podsuwają rozwiązania, głównie związane z gwarancjami rządowymi, udzielanymi np. pod emisję obligacji, z których środki byłyby przeznaczone na nowe kredyty. Działania na rzecz zwiększenia akcji kredytowej zapowiadał także NBP, który ogłosił specjalny pakt dla banków. Pierwsze spotkanie ze środowiskiem odbyło się
20 kwietnia i było – zgodnie z relacjami bankowców – bardziej diagnozą sytuacji. Na razie nie ma informacji o kolejnym spotkaniu, choć miało się odbyć w ciągu dwóch tygodni.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA