fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

PO bliżej zmiany konstytucji

Konstytucję w 1997 roku uchwaliło Zgromadzenie Narodowe. Zdaniem prawników po 12 latach powinna być zmieniona
Fotorzepa, Jacek Domiński Jac Jacek Domiński
Eliza Olczyk
Konsekwencje sporu między prezydentem i premierem. Platforma zamierza powołać komisję konstytucyjną, która opracuje propozycje zmian w ustawie zasadniczej – dowiedziała się „Rz”. Zasiedliby w niej m.in. byli sędziowie Trybunału Konstytucyjnego
Większość prawników jest zgodna – debatę nad zmianą ustawy zasadniczej trzeba rozpocząć.
Platforma chce, aby powołanie komisji konstytucyjnej było efektem porozumienia wszystkich partii zasiadających w Sejmie. W jej składzie miałoby się znaleźć około dziesięciu prawników, najlepiej byłych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Kandydatury zgłaszałyby kluby parlamentarne. Politycy podkreślają, że nie byłaby to zwykła sejmowa komisja, lecz składająca się z ekspertów, powołana przy marszałku Sejmu. Posiadałaby budżet i pracowników do obsługi biurowej.
Jak wynika z informacji „Rz”, partia Donalda Tuska sprawę konsultowała już z byłymi sędziami Trybunału Konstytucyjnego, m.in. z jego byłym prezesem prof. Markiem Safjanem. – To nie była rozmowa o merytorycznych zmianach w konstytucji, ale o zasadach powołania komisji, która miałaby mieć formułę ciała eksperckiego i niezależnego – mówi „Rz” Safjan. Jego zdaniem dyskusja o ustawie zasadniczej jest potrzebna.
Podobnie uważa prof. Andrzej Zoll. – Konstytucja funkcjonuje już 12 lat. Gdy ją przyjmowaliśmy, nie byliśmy członkami Unii Europejskiej. Wynikające z tego zmiany w prawie powinny być przedmiotem deba- ty. Dobrze by było, aby udało się ją oderwać od walki politycznej – mówi „Rz” prof. Zoll.
PO zakłada, że prawnicy mieliby zakończyć prace w ciągu roku, czyli w połowie 2010 r. Ich efektem ma być raport z propozycjami zmian. Wtedy najpewniej zajmie się nim Komisja Konstytucyjna Zgromadzenia Narodowego, złożona z posłów i senatorów.
Czego będą one dotyczyć? W tej sprawie prawnicy i politycy się różnią. Konstytucjonaliści uważają, że zmiany powinny dotyczyć dostosowania polskiego prawa do przepisów UE, co będzie potrzebne, by wprowadzić w Polsce walutę euro. W konstytucji zapisano bowiem, że to NBP ma wyłączne uprawnienia do emisji pieniądza, więc będzie je musiał scedować na Europejski Bank Centralny. Nowelizacja może też być potrzebna, jeśli wejdzie w życie traktat lizboński, który rozszerza kompetencje instytucji unijnych.
Ale PO ma swoje propozycje. I nie chodzi tylko o zapisaną w jej programie likwidację immunitetu czy zakaz kandydowania do parlamentu osób skazanych. Donald Tusk chce nowego podziału kompetencji między prezydentem i premierem (by jeden z nich miał większą władzę). W PO pojawił się też pomysł zlikwidowania lub ograniczenia prawa prezydenta do wetowania ustaw. To poglądy szefa klubu Zbigniewa Chlebowskiego.
Co na to byli sędziowie TK? – Poza koniecznymi zmianami nie jestem entuzjastą nowelizacji konstytucji. Generalnie oceniam ją pozytywnie – mówi Safjan.
Aby zmienić ustawę zasadniczą, potrzeba zgody 307 z 460 posłów. PO liczy się z tym, że nie zdoła w tej kadencji uchwalić nowelizacji. Zapewne nie zyska większości, bo PSL jest sceptyczny. – Są potrzebne zmiany porządkowe, ale to nieodpowiedni moment, aby z powodu sporu między prezydentem i premierem wprowadzać gruntowną nowelizację – mówi Józef Zych.
A PiS upiera się przy swoich postulatach, m.in. zakazie zajmowania stanowisk publicznych przez wysokich funkcjonariuszy PRL. –Najpierw poczekamy, aż PO odniesie się do naszych propozycji – zapowiada Jarosław Zieliński, sekretarz generalny PiS.
[ramka][srodtytul]Dużo hałasu, mało zmian [/srodtytul]
Obecna konstytucja obowiązująca od 1997 roku została zmieniona tylko raz: Sejm wprowadził do niej przepis o możliwości wydania polskiego obywatela ściganego za popełnienie przestępstwa za granicą. Żadna inna propozycja – a było ich wiele, m.in. wpisanie do konstytucji ochrony życia poczętego – nie zyskała wymaganych 307 głosów.
Samo uchwalenie obowiązującej ustawy zasadniczej także nie było łatwe. Pierwsze przymiarki do zmiany komunistycznej konstytucji z 1952 r. miały miejsce w 1989 r. podczas obrad Okrągłego Stołu. W roku 1992 Sejm uchwalił tzw. małą konstytucje, regulującą tylko wzajemne relacje między władzą wykonawczą a ustawodawczą i określającą kompetencje samorządu terytorialnego. Za czasów prezydentury Lecha Wałęsy była czasami nadinterpretowana na korzyść głowy państwa. Prezydent uznał np., że ma prawo do decydowania o obsadzie resortów: spraw zagranicznych, obrony narodowej i spraw wewnętrznych, choć nigdzie nie było to wprost sformułowane. Tę praktykę nazwano falandyzacją prawa, od nazwiska Lecha Falandysza, prezydenckiego prawnika. Dopiero nowa konstytucja z 1997 r. przesądziła, że tylko premier wyznacza ministrów swojego rządu.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA