fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Między komedią a ostrą groteską

Dimiter Gotscheff w „Die Hamletmaschine” (fot: Weronika Sobolewska)
Kontrapunkt, Weronika Sobolewska WS Weronika Sobolewska
Atrakcją szczecińskiego festiwalu jest możliwość obejrzenia spektakli w Berlinie. Dowodzą one, że teatr niemiecki nie tylko ukazuje mroczne aspekty natury ludzkiej, ale i bawi
Przegląd Teatrów Małych Form w Szczecinie, którego dyrektorem jest Anna Garlicka, od paru lat wysyła widzów do stolicy Niemiec, gdzie oglądają sztuki na macierzystych scenach.
Karnety na „dzień berliński” na tym festiwalu – 44. z kolei – rozeszły się w ciągu trzech dni, co przeszło najśmielsze oczekiwania. Pomysł chwycił do tego stopnia, że rodacy przebywający w stolicy Niemiec zaczepiali organizatorów przeglądu pod teatrami, licząc na okazję wejścia na pokazy z napisami w języku polskim.
W tym roku przedstawienia scen nad Szprewą miały głównie charakter komediowy, jakkolwiek zaczęły się od nacechowanego powagą, choć i ostrą groteską, widowiska w Deutsches Theater. Dimiter Gotscheff, aktor i reżyser bułgarskiego pochodzenia, pokazał swoją wersję „Die Hamletmaschine” („HamletMaszyna”) według Heinera Müllera. Ten obrosły legendą dramat – jednocześnie esej i poemat – ukazuje bohatera tragicznie uwikłanego w pokusy niedoskonałego świata.
Był to przejmujący popis aktorstwa. Siwowłosy mag i szarlatan Dimiter Gotscheff złorzeczył całej naturze ludzkiej, odwołując się do traumatycznych przejść Hamleta, a zarazem bliskiego naszym czasom Europejczyka, któremu po II wojnie światowej przyszło żyć na kontynencie rozdartym przez komunizm.
„Die Hamletmaschine” Gotscheffa ukazuje bezsilność jednostki boleśnie odczuwającej świadomość uczestnictwa w grze, której reguły są dyktowane z pozycji siły. Gdzie nie może być wygranych, a jedyną bronią człowieka pozostaje tylko gorzka ironia. Ekspresyjnie odegrana przez Gotscheffa postać Hamleta obnaża mechanizmy władzy, która zwodzi i łamie moralność jednostki.
Obie następne propozycje berlińskie miały już charakter stricte komediowy. W Schaubühne am Lehniner Platz sztukę „Gołębie” Davida Gieselmanna wystawił Marius von Mayenburg. Jeszcze kilka lat temu wydawałoby się nie do pomyślenia, że główny promotor ruchu nowych brutalistów, z pogardą wyrażający się o mieszczańskich upodobaniach współczesnego widza, podejmie się zaprezentowania równie błahej tematyki.
Czas robi swoje – brutaliści przeszli do historii, Mayenburg zaś jako dyrektor Schaubühne musi myśleć o kasie, przepraszam: widowni. Ta zresztą bawi się doskonale na „Gołębiach”, opowieści o biznesmenie – perfekcyjnie gra go Urs Jucker – który ma dość wszystkiego i pewnego dnia postanawia porzucić firmę, dom i… zniknąć. Przeprowadzając plan, wpada w sidła własnej intrygi, co pozwoli mu poznać prawdę o ludziach, z którymi dotąd był rodzinnie i służbowo związany. Błyskotliwa, świetnie zagrana komedia dotyka znanych na co dzień problemów, jak np. mobbing w miejscu pracy.
„Bóg rzezi” Yasminy Rezy w reżyserii Jürgena Goscha, pokazany w słynnym Brechtowskim Berliner Ensemble, jest historią dwóch par małżeńskich. Spotykają się, żeby w duchu porozumienia omówić bójkę swoich 11-letnich synów. Dochodzi do równie zabawnej, co smętnej psychodramy dorosłych ludzi, przy której dwa wybite dziecięce zęby to po prostu fraszka. Francuska autorka ma za sobą aktorską praktykę, co pomogło jej stworzyć galerię wiarygodnych postaci. Czwórce wykonawców dało zaś wdzięczne pole do popisu.
Teatr niemiecki pokazał, że nie zasklepia się w wystawianiu mrocznych, nihilistycznych widowisk. Że życiowe klęski jego bohaterów mają również inne, humorystyczne oblicze. Warto sobie uzmysłowić, że śmiech też jest kategorią wzruszenia. Bez niego nigdy nie poznamy pełnej prawdy o człowieku.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA