fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

To ostatni film, w którym gram główną rolę

Fot. MDH in Houston
Flickr
Historie, które wybieram, są prawdziwe i trafiają do widza. Dotykają tej jego ludzkiej, delikatnej strony, która jest podatna na współczucie - mówi Clint Eastwood.
[b]Rz: Pomimo wielu znakomitych ról i filmów, które pan wyreżyserował, widzowie zawsze postrzegają pana jako…[/b]
Clint Eastwood: Brudnego Harry’ego. Od tego wizerunku już nie ucieknę. Zawsze ktoś będzie mnie zatrzymywał i prosił: Czy może pan wygłosić dla mnie tę jedną kwestię: „Zrób mi dobrze, gnojku” (Make my day, punk)? Kiedyś mi to przeszkadzało, ale przez tyle lat zdążyłem się przyzwyczaić. Prawda jest taka, że „Brudny Harry” stał się częścią kultury filmowej. Wciąż dostaję propozycje kolejnego filmu z serii. [b]Zgodzi się pan?[/b]
Nie widzę sensu. Co miałbym robić? Stać w gumiakach w jakiejś rzece i łowić ryby na muchę, korzystając z emerytury? Przecież nie będę skakał po samochodach ani z laską u boku ganiał przestępców po ulicach. Nie jestem w wieku Harrisona Forda, żeby robić takie rzeczy. [b]Ale w swoim nowym filmie „Gran Torino” gra pan takiego Harry’ego.[/b] Raczej zrzędliwego dziadka, który nie lubi, jak ktoś mu depcze po trawie. Gram ostro, ale pamiętam, ile mam lat. [b]Jednak członka gangu udało się panu pobić…[/b] Chodziło o pokazanie, że nie należy się bać każdego, kto terroryzuje słabszych. W pewnych chwilach trzeba wstać i powiedzieć: nie. Mój bohater, człowiek starej daty, mający problemy z akceptacją ludzi innej rasy, staje tu w obronie azjatyckich sąsiadów. [b]Oprócz pana w filmie grają sami amatorzy.[/b] Cała produkcja powstała w pięć tygodni, nie było wiele czasu na casting. Poza tym, kto powiedział, że dobry film musi mieć w obsadzie profesjonalnych aktorów? Każdy potrafi dobrze grać, jeśli ma dobry scenariusz i zdolnego reżysera (śmiech). Oni mieli po 16 – 17 lat i nie wiadomo, dlaczego strasznie mnie się bali. [b]Jaka idea przyświecała panu przy tej realizacji?[/b] Na przykładzie mojego bohatera chciałem pokazać zmiany w Ameryce. Ludzie zaczynają akceptować wielokulturowość, z jaką się spotykają na osiedlach, w sklepach czy w pracy. Chciałem także udowodnić, że moje nastawienie do świata się zmienia. Jest to ostatni film, w którym gram główną rolę, a może nawet ostatni, w którym w ogóle gram. Dużo więcej przyjemności sprawia mi już stanie za kamerą niż przed nią. [b]Nasuwa się pytanie: co teraz?[/b] W połowie roku zaczniemy prace nad filmem „Human Factor”. To przejmująca historia o próbie zatarcia różnic rasowych. Tłem będą mistrzostwa w rugby rozgrywane w RPA w 1995 roku. [b]Czyli kolejny film o rasizmie.[/b] W obecnych czasach, przy nowym prezydencie, wydaje mi się, że takie filmy są społeczeństwu potrzebne. [b]Co wyróżnia pana filmy? [/b] Wydaje mi się, że historie, które wybieram, są prawdziwe i trafiają do widza. Dotykają tej jego ludzkiej, delikatnej strony, która jest podatna na współczucie. Dużo czasu poświęcam także obsadzie. Dbam o każdą, nawet najmniejsza rolę. Jeśli jakiś aktor nie pasuje, może to popsuć widzowi odbiór filmu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA