fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Ciekawy przypadek prezesa F

Bronisław Wildstein
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
W telewizji publicznej wracają czasy prezesa Kwiatkowskiego. Nikt już nie będzie zaglądał pod podszewkę III RP i psuł dobrego humoru jej elitom - pisze publicysta "Rzeczpospolitej"
Skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/wildstein/2009/03/23/ciekawy-przypadek-prezesa-f/" "target=_blank]blog.rp.pl/wildstein[/link]
Zacząć muszę od wytłumaczenia się, że piszę również w swojej sprawie. Sprawa znacznie jednak przekracza moją skromną osobę i, przede wszystkim, jest ciekawa. Dotyczyć będzie TVP w jej stanie obecnym, a więc nie tylko telewizji.
Parę dni temu dowiedziałem się, że mój program "Bronisław Wildstein przedstawia" decyzją jednoosobowego zarządu przesunięty został z czwartku z godz. 22.30 na środę na 24.00. Program więc istnieje, ja i moi współpracownicy honoraria dostajemy, tylko że mało kto naszą produkcję będzie oglądał. I o to chodzi. Moje miejsce zajmie dziennikarz z "Trybuny" (dotąd miał również niezłe miejsce), którego program tworzy "hiena roku", gdyż taki tytuł od SDP kilka lat temu uzyskał producent programu.
Mniej więcej w tym samym czasie pracę w TVP straciła Agnieszka Romaszewska, twórczyni i szefowa kanału Biełsat, niezależnej telewizji białoruskiej, jednej z nie tak licznych rzeczy, którymi TVP może się szczycić. Zarząd wycofał również swój patronat nad społeczną inicjatywą koncertu na rzecz wolnej Białorusi, co było tradycją od kilku lat.
Sympatię LPR dla Aleksandra Łukaszenki można zrozumieć. A właśnie. Zapomniałem napisać, że od niedawna jednoosobowym prezesem telewizji polskiej jest... no tak, przypomniałem sobie, prezes Farfał.
[srodtytul]Młodzieńcze wyskoki[/srodtytul]
I znowu dygresja osobista, która będzie miała jednak pewne znaczenie. Postacią tą, jako elementem z LPR-owskiego układu, wzbogacony został zarząd, którym kierowałem przez dziewięć miesięcy ponad dwa lata temu. Bezpośrednio po jego nominacji "Gazeta Wyborcza" uznała go za byłego neonazistę. Przyczyną tego była jego wcześniejsza współpraca z radykalnie nacjonalistyczną gazetką. Gazetka była rzeczywiście niesympatyczna, choć określanie jej jako nazistowskiej było przesadne, natomiast obecny prezes TVP współpracował z nią czas krótki w wieku 16 – 17 lat. Trudno dorosłego oceniać za tego typu młodzieńcze wyskoki. Kierując się tą zasadą, wystąpiłem w jego obronie, chociaż – powiedzmy oględnie – nie na rękę była mi jego obecność w zarządzie, a wyeliminowanie go wówczas było rzeczą łatwą. Wielu ludzi ma mi za złe, że nie przyczyniłem się do tego, zwłaszcza w kontekście ostatniego, nieoczekiwanego awansu pana F. Można potraktować tę sprawę jako przyczynek do debaty nad konfliktem etyki przekonań i odpowiedzialności, jednoznacznie rozstrzygniętym przez Maksa Webera na korzyść tej drugiej. Rzecz jednak nie jest aż tak oczywista i można się zastanawiać: czy jeśli pana F zastąpiłby pan G, to dużo by to zmieniło?
W tamtym czasie smaku sprawie dodawał fakt, że dla gazety tropiącej "byłego neonazistę" racją bytu była walka z "grzebaniem w przeszłości" i "w życiorysach", i to nie tylko w odniesieniu do paskudnych poglądów, ale i czynów. Tak więc w perspektywie "Gazety Wyborczej" każdy komunistyczny łajdak był oczyszczony mocą zbiorowego odkupienia, które oferował Okrągły Stół, a każdy, kogo dotknęło prawicowe odchylenie, złem był skażony już na zawsze.
Wracając do osoby F – prawdopodobnie kategoria ta jest w tym wypadku pewnym nadużyciem, ale załóżmy ją dla potrzeb rozumowania – muszę przyznać, że zastąpienie jej przez kolejnego człowieka z LPR mogłoby mieć jednak znaczenie.
Obecny prezes wykorzystuje krótki fakt swojego istnienia również dla rozliczenia dawnych rachunków, czyli urazów, które musi odczuwać wyjątkowo boleśnie. Wyrzucając Joannę Lichocką, która nie podporządkowała mu się kiedyś, czy jakiegoś strażnika, przeżywa pewnie spazm ontycznej rozkoszy. Wreszcie wie, że jest. Być może podobnie upaja się aplikowanym mu niezasłużenie przez "Wyborczą" określeniem byłego neonazisty. I także tym można tłumaczyć jego czuły związek z tą gazetą, której polecenia wypełnia bez szemrania. Ale dość tego psychologizowania. Bo przypadek F interesujący jest tylko w szerszym kontekście.
[srodtytul]Dziwny sojusz[/srodtytul]
Wyrzucenie Joanny Lichockiej, zdjęcie "Misji specjalnej" i usunięcie Anity Gargas, likwidacja programu Tomasza Sakiewicza itd. były realizacją postulatów "Wyborczej" i postkomunistów. Nikt już nie będzie zaglądał pod podszewkę III RP i psuł dobrego humoru jej elitom. Wracają czasy prezesa Roberta Kwiatkowskiego, co symbolizuje powrót Andrzeja Kwiatkowskiego. Pluralizm TVP będzie się rozciągał między Tomaszem Lisem a dziennikarzami "Trybuny". Zastanawiające, że wszystko to robione jest rękami prezesa F. Czy jest to wyłącznie cena za mianowanie na stanowiska szefów oddziałów telewizji regionalnej grupy sympatyków LPR, którzy nierzadko z mediami wcześniej nie mieli do czynienia? Aby opróżnić dla nich miejsce, bez zdania uzasadnienia wyrzucono również najlepszych dyrektorów.
Sojusz "Wyborczej" z postkomunistami wszedł już w taką fazę, że być może nie należy nazywać go tylko sojuszem. Ale alians tej wspólnoty z LPR jest czymś stosunkowo nowym. Czy powinien dziwić?
[i]Autor w latach 2006-2007 był prezesem TVP. Obecnie jest publicystą "Rzeczpospolitej"[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA