Świat

Włoski arcymistrz zakulisowych gier

Giulio Andreotti – ponad 60 lat na szczytach władzy, dziś – dożywotni senator (zdjęcie z 2004 roku)
AP
Giulio Andreotti, przyjaciel i protegowany papieży był siedmiokrotnie premierem Włoch, jako minister zasiadał w 21 rządach. Stworzył i pochował włoską chadecję.
Giulio Andreotti kończy 14 stycznia 90 lat i mimo że od ponad pół wieku lat jest polityczną i medialną gwiazdą, nadal pozostaje tajemnicą. Mówią o nim boski Juliusz, ale też Belzebub. Piekielnie inteligentny, arcymistrz finezyjnych zakulisowych gier i sztuki trwania na szczytach władzy, jest dla Włochów symbolem cesarskiej potęgi i majestatu, ale też tego, co w polityce diaboliczne, mroczne i groźne: piętrowych intryg, makiawelicznego cynizmu, niebezpiecznych związków i podejrzanych sojuszy.
Niewielki, coraz bardziej przygarbiony, o uszach nietoperza nadal często pojawia się w telewizji. Można odnieść wrażenie, że nic, co we Włoszech ważne, nie może się odbyć bez jego udziału. Jeszcze trzy lata temu kandydował w wyborach na przewodniczącego Senatu. Oczywiście wiek robi swoje. Zdarza mu się zgubić wątek, twierdzić, że był na pogrzebie Władimira Putina, którego pomylił z Leonidem Breżniewem, ale potrafił też niemal bez przygotowania przez 40 minut wspominać Jana Pawła II dla potrzeb polskiej telewizji. Nie opuszcza go poczucie humoru. Pytany z okazji 90. urodzin, jakie szykuje sobie epitafium, powiedział, że kazał napisać: „Zajmijcie się swoimi sprawami”, a przy okazji ostrzegł: – Tylu ludzi już mnie grzebało, a ja teraz się za nich modlę”. Nadal pisze książki i publikuje eseje. Urodził się w Rzymie. Gdy miał dwa lata, umarł mu ojciec – nauczyciel. Dzięki poświęceniu matki i ciotki papistki, która uważała, że Rzym powinien być częścią państwa kościelnego, udało mu się ukończyć elitarne Liceum im. Torquato Tasso (do którego uczęszczały również dzieci Mussoliniego), a następnie prawo. Pracę magisterską poświęcił osobowości przestępcy w prawie kościelnym. Andreotti był od dziecka bardzo religijny. Służył do mszy, do dziś rozpoczyna od mszy dzień.
[srodtytul]Piekielnie inteligentny[/srodtytul] Na studiach zapisał się do uniwersyteckiej federacji katolickiej FUCI, kierowanej przez prałata Giovanniego Battistę Montiniego, późniejszego papieża Pawła VI. O przyszłości Andreottiego przesądziło spotkanie w Bibliotece Watykańskiej, gdzie szukał materiałów do pracy o flocie papieskiej. Bibliotekarz spytał: – Nie ma pan naprawdę nic ciekawszego do roboty? Był to Alcide de Gasperi, opozycyjny polityk Partii Ludowej skazany w 1927 roku przez faszystowski reżim na cztery lata więzienia, ale wypuszczony dzięki interwencji Watykanu, gdzie znalazł pracę w bibliotece. W ten sposób Andreotti został publicystą nielegalnego antyfaszystowskiego pisma katolickiego „Il Popolo” i legalnego organu FUCI „Azione Fucina”. Co ważniejsze, de Gasperi, oczarowany inteligencją i zdolnościami Andreottiego, uczynił go swym sekretarzem. Niedługo potem, polecony przez prałata Montiniego i de Gasperiego, 23-letni Giulio udał się na pierwsze z wielu spotkań z Piusem XII, by wyłożyć mu poglądy nielegalnych włoskich organizacji młodzieżowych. W 1942 roku jako sekretarz de Gasperiego uczestniczył w narodzinach podziemnej Chrześcijańskiej Demokracji, by zostać szefem partyjnej młodzieżówki. Po wojnie wszedł do pierwszego republikańskiego parlamentu, gdzie zasiada do dziś jako jeden z siedmiu dożywotnich senatorów. W 1947 roku został szefem kancelarii premiera de Gasperiego. Chadecja, która potrafiła zdobywać w wyborach we Włoszech niemal 50 procent głosów, przypominała początkowo pospolite ruszenie. Ale wobec braku naturalnej opozycji – komuniści i postfaszyści nie mogli wejść do rządu – skazana na sukces podzieliła się na walczące ze sobą na śmierć i życie frakcje. Podczas gdy w innych demokratycznych krajach o władzę walczyły różne ugrupowania, we Włoszech wszystko działo się w ramach tajnych układów, zdrad i sojuszy w łonie jednej potężnej partii. [srodtytul]Dyskretny i przebiegły[/srodtytul] Zakulisowymi machinacjami w interesie de Gasperiego z wielkim sukcesem (de Gasperi był premierem osiem razy) kierował dyskretny i finezyjny Andreotti. Sytuacja jeszcze bardziej się skomplikowała, gdy de Gasperi w 1953 roku stracił kontrolę nad partią, a rok później zmarł. Zwalczające się frakcje często głosowały przeciw sobie w doraźnym sojuszu z ugrupowaniami opozycyjnymi. W ten sposób ostatecznie wykształcił się kuriozalny włoski system polityczny, w którym oparte na kruchych kompromisach rządy upadały nawet trzy razy do roku. A kompromis bez udziału Andreottiego, który cieszył się poparciem Watykanu, regionu Lacjum i chadeckiej grupy parlamentarnej, był niemożliwy. Polityk działał przebiegle i ostrożnie: premierem został pierwszy raz dopiero w 1972 roku, gdy miał już za sobą doświadczenie ministra finansów i obrony. Do 1992 roku był najpotężniejszą osobą w państwie. Stracił władzę, gdy rozpędu nabierał wielki skandal korupcyjny, który zmiótł ze sceny politycznej chadecję i wyniósł na polityczną orbitę Silvia Berlusconiego. Równocześnie na podstawie zeznań skruszonych bandytów został oskarżony o związki z mafią i zlecenie morderstwa dziennikarza Mino Pecorellego, który rzekomo chciał o tym napisać. Przypuszczalnie tylko dlatego nie został prezydentem. Pięć lat temu uniewinnił go sąd kasacyjny. Zwolennicy teorii spiskowej twierdzą, że sukcesy i nietykalność były premier po części zawdzięcza przepastnemu archiwum, w którym zgromadził dokumenty kompromitujące bardzo dużo bardzo ważnych osób. Były prezydent Eugenio Scalfari powiedział kilka lat temu: „Gdy się zastanawiam nad fenomenem Andreottiego, na myśl przychodzi mi Talleyrand. Obu przyświecał tylko jeden cel: posiadanie władzy”. Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: [mail=p.kowalczuk@rp.pl]p.kowalczuk@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL