fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Wałęsa był groźnym konfidentem

Mam nadzieję, że prokuratura upomni się o dokumenty, które były prezydent „wypożyczył” z własnej teczki – mówi Sławomir Cenckiewicz
Dziennik Wschodni, Dor Dorota Awiorko-Klimek
Sprawa kapitana Graczyka nie tylko nie podważyła faktów zaprezentowanych w książce "SB a Lech Wałęsa", ale wręcz je potwierdziła. Rewelacje esbeka nie unieważniają dokumentów, które sam wytworzył – mówi "Rz" historyk Sławomir Cenckiewicz.
„Rzeczpospolita” i „Gazeta Wyborcza” napisały w sobotę, że kapitan SB Edward Graczyk, który miał zwerbować do współpracy w 1970 roku Lecha Wałęsę, jednak żyje. O śmierci Graczyka informowali w książce „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk. Dowiedzieli się o tym z uzasadnienia wyroku sądu lustracyjnego, który badał sprawę Wałęsy w roku 2000. Były prezydent twierdzi, że IPN świadomie „uśmiercił” jednego z najważniejszych świadków i zarzucił autorom książki złą wolę oraz manipulację faktami.
Według szefa Klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego informacja „podważa wiarygodność tej książki” („SB a Lech Wałęsa”). Jego zdaniem Wałęsa, zgodnie z orzeczeniem sądu lustracyjnego, jest pokrzywdzonym i nie był tajnym współpracownikiem. Chlebowski twierdzi także, iż IPN „nie może zatrudniać pseudohistoryków, którzy obrażają największe polskie autorytety”. Według Edwarda Graczyka 1500 zł, które przyjął Lech Wałęsa, miało być przeznaczone na bilet tramwajowy, by mógł dotrzeć na spotkanie z Edwardem Gierkiem w styczniu 1971 roku w Stoczni Gdańskiej.
[b]Rz: Uśmiercił pan z Piotrem Gontarczykiem w książce „SB a Lech Wałęsa” oficera, który miał zwerbować TW "Bolka". Nie wstyd Panu? [/b]
[b]Sławomir Cenckiewicz, historyk:[/b] Naukowcy w przeciwieństwie do sądów i prokuratorów nie mają dostępu do bazy PESEL. Mam do siebie pretensje, że zawierzyłem Sądowi Lustracyjnemu, który w sierpniu 2000 r. swoim autorytetem poświadczył nieprawdę w orzeczeniu dotyczącym Wałęsy, że kpt. Graczyk nie żyje. Od teraz, nawet w tak podstawowych kwestiach jak ustalenie czy potencjalny świadek w procesie żyje, nie będę ufał polskiemu wymiarowi sprawiedliwości.
[b]Ktoś z "Gazety Wyborczej" prosił Pana o komentarz w sprawie Graczyka? [/b]
Nie, nikt z „Gazety” się do mnie w tej sprawie nie zgłaszał.
[b]Od kiedy wie pan, że Graczyk jednak żyje? [/b]
Dowiedziałem się na kilka dni przed ujawnieniem tej informacji. 27 listopada mówiłem już o tym publicznie podczas promocji książki „Sprawa Lecha Wałęsy” w Krakowie.
[b]"Gazeta Wyborcza" twierdzi, że jest Pan "teczkologiem" i nie usiłował Pan dotrzeć do żyjących świadków historii.[/b]
Niepoważne słowa o „teczkologach” Gontarczyku i Cenckiewiczu padły niestety ust historyka Marcina Zaremby, który w ten sposób komentował sprawę Graczyka w „Gazecie Wyborczej”. Nie tak dawno zasłynął swoją recenzją książki „SB a Lech Wałęsa” na łamach „Polityki”, w której napisał, że nie wykorzystaliśmy w naszej pracy ważnego dokumentu – omówienia sprawy operacyjnego rozpracowania kryptonim „Bolek”. Nie doczytał ale zrecenzował. Dokument ten nie tylko przywołaliśmy, ale i zaprezentowaliśmy w całości w naszej książce. W tym kontekście przypomina mi się słynna już maksyma byłego członka kolegium IPN: „Mniej pisać, więcej czytać”.
[b]Według "GW" Graczyk twierdzi, że nie werbował Wałęsy.[/b]
Zeznanie cytowane w „Gazecie” jest pod tym względem niespójne. Z jednej strony Graczyk mówi o stałym kontakcie z Wałęsą i przekazywanych przez niego informacjach, które przekazywał Wydziałowi III gdańskiej SB, z drugiej natomiast podkreśla, że nie wiedział o tym, że Wałęsę zarejestrowano jako „Bolka”. Ponadto Graczyk miał potwierdzić autentyczność pokwitowania poboru pieniędzy przez „Bolka” z 18 stycznia 1971 r., które zachowało się jedynie w formie kserokopii. To niezwykle ważne świadectwo – jeśli „Gazeta” pisze prawdę – gdyż autentyczność tego dokumentu Wałęsa od zawsze kwestionował.
[b]Skąd się wzięli Rosjanie na Wybrzeżu? Graczyk twierdzi, że mieli wejść i Wałęsę wykorzystano, by uspokoić nastroje. [/b]
Opinia Graczyka w tej kwestii jest niewiarygodna. Myślę, że chce on w ten sposób niejako pomóc Wałęsie. Stąd, w zderzeniu z wynurzeniami o Rosjanach, pojawiają się słowa o tonującej roli Wałęsy w czasie Grudnia ’70 i później. Odbieram to jednak jako pośrednie potwierdzenie pomocniczej względem SB roli „Bolka”, który rzeczywiście studził nastroje i rozładowywał napięcia, donosząc na kolegów z wydziału elektrycznego Stoczni Gdańskiej. Przykładowo w doniesieniu przekazanym Graczykowi w marcu 1971 r. „Bolek” donosił na Józefa Szylera, który wzywał do organizacji strajków i protestów. W ten sposób – jak pisał w 1971 r. Graczyk – „Bolek” „umiejętnie temperował” Szylera, „rozładowywał sytuację” w stoczni.
[b]Graczyk twierdzi, że kilkakrotnie spotykał się z Wałęsą, rozmawiał z nim o stoczni i sporządzał notatki.[/b]
To kluczowe słowa w zeznaniach Graczyka. Potwierdzają nasze ustalenia w sprawie tajnych kontaktów Wałęsy z SB. To nie były kontakty towarzyskie czy służbowe, ale agenturalne, które zaowocowały konkretnymi doniesieniami „Bolka”. Z treści zaprezentowanych w książce IPN dokumentów rzeczywiście wynika, że rozmowy dotyczyły stoczni. Przecież wszystkie osoby, na które donosił „Bolek” to pracownicy stoczni, a naturalnym terenem jego działania była stocznia.
[b]Graczyk twierdzi, że dał Wałęsie tylko pieniądze na bilet tramwajowy, by mógł udać się na spotkanie z Gierkiem.[/b]
Ta sprawa jest niejasna, gdyż sprawa poboru pieniędzy została jedynie zrelacjonowana, ale bez przywołania cytatu z zeznania Graczyka. Z ust rzecznika prasowego IPN wiemy jednak, że Graczyk potwierdził autentyczność pokwitowania poboru wynagrodzenia w wysokości 1500 zł przez „Bolka” w styczniu 1971 r. Pewnie dlatego Wałęsa szybko odciął się od zeznania Graczyka. Cała reszta jest nieistotna, ponieważ wielu agentów i ich opiekunów z SB twierdzi dzisiaj, że pieniądze wypłacane za działalność agenturalną były w istocie zwrotem kosztów za podróż lub poczęstunek. Zresztą z innych dokumentów wiemy, że „Bolek” chętnie brał zapłatę za doniesienia, a łącznie SB wypłaciła mu 13 100 złotych.
[b]Graczyk mówi, że informacje Wałęsy nikomu nie zaszkodziły. I że nie wie, by Wałęsa został zarejestrowany.[/b]
W marcu 1971 r. Graczyk odebrał od „Bolka” doniesienie dotyczące sytuacji w zakładzie i stoczniowców: Alfonsa Suszka, Jerzego Góreckiego, Romualda Krukowskiego, Henryka Lenarciaka i Józefa Szylera. Na podstawie donosu „Bolka” Graczyk zawnioskował założenie sprawy operacyjnej przeciwko Szylerowi. Ponadto „Bolek” przekazywał Graczykowi rękopiśmienne dokumenty sporządzone przez członków Rady Oddziałowej, które Graczyk postanowił porównać z charakterem pisma autorów anonimów, ulotek i wierszy „antypaństwowych”. Był więc bardzo groźnym dla kolegów z pracy konfidentem. To wszystko jest w naszej książce i z tym materiałem archiwalnym powinien zostać skonfrontowany Graczyk.
[b]Czy w świetle informacji Graczyka nadal pan utrzymuje, że Wałęsa to TW "Bolek"? [/b]
Oczywiście! Rewelacje Graczyka niczego tu nie zmieniają. Nie unieważniają one przecież oryginalnych dokumentów archiwalnych, które on sam wytworzył. Poza tym kolejnymi oficerami prowadzącymi „Bolka” byli kapitanowie Rapczyński, Dąbek i Ratkiewicz, którzy również sporządzili dokumenty dotyczące „Bolka”. Ponadto dysponujemy wieloma innymi materiałami źródłowymi na temat „Bolka” – zapisy kartoteczne, notatka funkcjonariusza SB Marka Aftyki opisująca kontakty Wałęsy z SB, dokumentacja Biura Studiów SB, wreszcie obszerny zbiór dokumentów dotyczący kradzieży akt „Bolka” w okresie prezydentury Wałęsy. Warto przypomnieć, że wśród dokumentów „wypożyczonych” przez prezydenta była również notatka Graczyka z rozmowy przeprowadzonej z Wałęsą w dniu 19 grudnia 1970 r. Dziś raz jeszcze należy się o ten i inne dokumenty upomnieć. Mam nadzieje, że prokuratura warszawska, która prowadzi śledztwo w tej sprawie, do końca to wyjaśni.
[b]Od konfrontacji Wałęsy z Graczykiem minął ponad tydzień. Dopiero, kiedy "Rzeczpospolita" zadzwoniła do niego z informacją, że rozmawialiśmy z Graczykiem ogłosił, że odnalazł się kluczowy świadek, który potwierdza jego wersję, że nie był TW "Bolek". Dlaczego Wałęsa tak długo czekał?[/b]
Być może Wałęsa wiedział, że zarówno „Rzeczpospolita”, jak i ja mam wiedzę na temat Graczyka i mówię o tym publicznie podczas spotkań autorskich. Poza tym chciał być może przykryć w ten sposób incydent związany z atakiem szefa Instytutu Lecha Wałęsy – Gulczyńskiego – na fotoreportera w sądzie. Pojawiają się także spekulacje na temat poufnych kontaktów z samym Graczykiem, o których zaczęto plotkować w Trójmieście.
[b]"Jawna manipulacja IPN, kompromitacja historyków i zbrodnia na faktach" – mówi o sprawie Wałęsa.[/b]
To kolejne złe emocje pana prezydenta. Sprawa Graczyka nie tylko nie podważyła faktów zaprezentowanych przez nas w książce „SB a Lech Wałęsa”, ale wręcz je potwierdziła. Ponadto w dobitny sposób pokazała niekompetencję sądu lustracyjnego, który prawomocnie orzekł, że Graczyk nie żyje i na tej podstawie nie przesłuchał go w charakterze świadka w procesie lustracyjnym Wałęsy. Jest też wyraźny pozytyw całej sprawy. Chodzi mianowicie o funkcjonariuszy SB jako świadków historii. Do tej pory na ogół kwestionowano ich wiarygodność. Przypomnę gromy jakie spadły na nas, kiedy powołaliśmy się na relację mjr. Janusza Stachowiaka, który był pośrednim świadkiem rozmowy werbunkowej przeprowadzonej przez Graczyka i Rapczyńskiego z Wałęsą w 1970 r. Mam nadzieję, że również Stachowiak złoży swoje zeznanie przed prokuratorem IPN. W czerwcu tego roku mówiono, że esbecy nie mogą być świadkami historii. Dzisiaj mówi się o esbeku jako „kluczowym świadku”, którego nie można pomijać. Najbardziej zabawne w tej historii jest jednak to, że kpt. Graczyk jest dzisiaj traktowany jako wiarygodny świadek, a dokumenty przez niego wytworzone w 1971 r. to „podróbki” i „fałszywki” SB.
[ramka][srodtytul]Jak werbowano przyszłego lidera „S” [/srodtytul]
Relacja majora Janusza Stachowiaka o tym, jak wyglądały okoliczności werbunku Lecha Wałęsy przez Służbę Bezpieczeństwa w grudniu 1970 r.:
„Pisałem charakterystykę »Bolka«, robiłem zestawienia wydatków »Bolka« – wydatków z funduszu operacyjnego, jakie otrzymywał. Wałęsa zarabiał tysiąc złotych z groszami, a od służby brał po dwa tysiące miesięcznie w pierwszych miesiącach współpracy, czyli więcej niż ze stoczni. Głównym prowadzącym rozmowę pozyskaniową z Wałęsą był kapitan Edward Graczyk. Chodził i wychodził z pokoju w czasie rozmowy również kpt. Henryk Rapczyński.
Rapczyński za którymś razem jak wyszedł, to zaczął się śmiać i mówi, że »mamy go, na krzyżyk przysięgał, że będzie współpracował«”.
[i]Fragment książki Sławomira Cenckiewicza „Sprawa Lecha Wałęsy”[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA