fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Lech gra dalej, Wisła odpadła

AFP
Michał Kołodziejczyk
Stefan Szczepłek
Mistrzowie Polski tylko zremisowali z Tottenhamem 1:1. Lech po dogrywce pokonał Austrię 4:2
To była ostatnia akcja meczu w Poznaniu. Sędzia przedłużył go o kilka minut, ale Lech wciąż wygrywał z Austrią tylko 3:2 i po porażce 1:2 w pierwszym meczu był poza pucharami. Wtedy właśnie piłka spadła pod nogi Rafała Murawskiego, a po strzale pomocnika reprezentacji Polski do siatki.
Sędzia skończył mecz, Lech dostał to na co zasłużył. Grał lepiej niż Austria, strzelił ładne bramki. Prowadził 1:0, potem 2:1, w końcu 3:1 w dogrywce. Rywale się nie poddawali, odrabiali straty, ale piłkarze Franciszka Smudy wierzyli w siebie i dotarli do celu. Wisła Kraków niestety nie wierzyła, choć tak słabego przeciwnika z Premiership polska drużyna nie miała od lat i pewnie przez wiele lat mieć nie będzie. Tottenham przyjechał do Krakowa jako ostatnia drużyna w tabeli swojej ligi, kompletnie rozbita i wyśmiewana nawet przez swoich kibiców.
Wisła, zamiast zgodnie z założeniami atakować, straciła pierwsze pół godziny meczu na upewnianie się, czy przeciwnicy przypadkiem nie udają słabości, żeby później zaatakować uśpionych gospodarzy.
Piłkarze Tottenhamu nie udawali – oni tak grają. Później Skorża przyznał, że jego zespół okazał rywalom za dużo szacunku.
Odwagi w pierwszej połowie starczyło tylko na trzy ostatnie minuty, ale dogodnych sytuacji nie udało się wykorzystać Radosławowi Sobolewskiemu i Piotrowi Brożkowi. W drugiej części Wisła znowu zapomniała o tym, że pierwszy mecz przegrała 1:2 i to ona musi atakować i strzelić gola.
Tottenham nie mógł znaleźć sposobu na bramkarza Mariusza Pawełka, ale znalazł go Arkadiusz Głowacki. W 58. minucie było 0:1, po jego samobójczej bramce. Anglicy powinni się zastanowić nad przyznaniem kapitanowi Wisły honorowego obywatelstwa. W 2004 roku w meczu eliminacji mistrzostw świata strzelił gola w meczu Polska – Anglia też nie do tej bramki, co trzeba.
Dopiero po golu piłkarze Skorży się obudzili. Wyrównanie przyszło za późno, bo tylko siedem minut przed końcem. Paweł Brożek przelobował bramkarza zza pola karnego. Brożek strzelił jeszcze w słupek, szansę miał też Cleber i Marcelo. Wydawało się, że po jednym z fauli sędzia mógł podyktować rzut karny. Piłkarze Wisły w to, że mogli wygrać, uwierzyli dopiero kiedy arbiter zagwizdał po raz ostatni. Stanęli w miejscu i złapali się za głowę.
Skorża był przygnębiony. – Stać nas na strzelenie tylu goli, ile potrzebowaliśmy do awansu. Cała nasza praca w tym roku była skierowana na europejskie puchary – powiedział.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA