fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Teatr ludowców

Zaraz po pomyślnych dla siebie wyborach i stworzeniu z PO nowego rządu Waldemar Pawlak wrócił do znanej już łupieżczo-grabieżczej praktyki swej partii – pisze politolog z Uniwersytetu Śląskiego
Od pewnego czasu trwa przedstawienie w wykonaniu polityków PSL. Polega ono na pozorowaniu ostrego konfliktu wewnątrz tej partii. Mówi się o rywalizacji, którą w stronnictwie rzekomo toczą obecny prezes Waldemar Pawlak z ministrem rolnictwa Markiem Sawickim.
Temperaturę walki ma podnosić zbliżający się kongres partii, na którym ponoć dojdzie do starcia między tymi politykami. To zaś jest przyczyną coraz bardziej sztywnego stanowiska, jakie wobec Platformy Obywatelskiej zajmuje wicepremier Pawlak.
Sądzę, że cała sprawa jest jedynie sprytną zagrywką ludowców, mającą na celu wymuszenie na PO dalszych ustępstw i koncesji na rzecz Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Można chyba pokusić się o konstatację, że żelazną zasadą politologiczną jest fakt, iż po wygranych przez daną partię wyborach parlamentarnych i jej wejściu do rządu dotychczasowy szef ugrupowania ma zagwarantowane trwanie w swoim fotelu. Jeśli zapewnił on swym kolegom zasiadanie w parlamencie i udział w egzekutywie, a szeregowym działaczom pałaszowanie frykasów z państwowej spiżarni (w postaci obsadzania posad w agencjach rządowych), to nic nie może spowodować spadku jego popularności w partii.
Zasada odwrotna, to znaczy taka, iż szef formacji przegranej i zepchniętej do opozycji rozstaje się ze swą funkcją, działa już znacznie rzadziej. Ale jeśli lider partii daje swym przybocznym i szarym członkom ugrupowania możliwość posilenia się na państwowych urzędach, jego pozycja jest niezagrożona.
Taka jest pozycja Pawlaka w PSL – nie uległ w poprzedniej kadencji podszeptom polityków PiS, by zastąpić w rządzie Jarosława Kaczyńskiego Samoobronę i LPR. Poszedł na przedterminowe wybory i zrobił dla stronnictwa dobry wynik. Zmienił na chwilę image ugrupowania do tego stopnia, że wielu znanych i szanowanych ludzi w tej odnowionej (jak się wydawało) partii upatrywało remedium na bolączki polskiego życia politycznego (np. Leszek Kołakowski deklarował, że będzie głosował właśnie na PSL). Pawlak cytował Carla Schmitta, popisywał się humorem, kokietował młodego wyborcę skaptowaniem twórcy portalu Gadu-Gadu.
Konflikt Sawicki – Pawlak to pięknie odgrywana komedia, której celem jest poszerzenie stanu posiadania PSL
Lecz zaraz po pomyślnych dla siebie wyborach i stworzeniu z PO nowego rządu, Pawlak wrócił do znanej już łupieżczo-grabieżczej praktyki swej partii. Ludowcy, za przyzwoleniem swego koalicjanta, weszli do tych urzędów i ministerstw, o których politycy LPR i Samoobrony mogli w poprzedniej kadencji tylko pomarzyć (łącznie z urzędami wojewódzkimi, MSWiA, MON, MSZ, służbami specjalnymi). Dostali to, co chcieli, a nawet trochę więcej. Dlatego aparat PSL-owski ma powody do zadowolenia, a nawet euforii. Może uprawiać swój ulubiony sport – zagrabianie i zawłaszczanie kolejnych obszarów państwa.
I o to właśnie chodzi w obecnym teatrze odgrywanym przez ludowców. Konflikt Sawicki – Pawlak jest sztucznie wyolbrzymiany na potrzeby dalszego wyciągania od Platformy państwowych fruktów. Nie twierdzę, że napięć między obu politykami nie ma, ale są one celowo eksponowane, by ułatwić Pawlakowi nacisk na Donalda Tuska w celu poszerzenia sfery wpływów PSL.
Wicepremier udaje, że jest pod ścianą wewnątrz własnej partii i musi usztywniać swe stanowisko oraz eskalować kolejne żądania w stosunku do koalicjanta. Walka z Sawickim jest jedynie dogodnym alibi i pomocnym pretekstem do przyduszania Platformy i wymuszania na niej dalszych ustępstw zarówno programowych, jak i personalnych. Jesienny kongres partii stał się sztucznym straszakiem na platformersów, którzy nad kolejnymi ultimatum Pawlaka muszą ze zrozumieniem kiwać głową i zgadzać się na dalsze rozpychanie się PSL w państwie.
Jesteśmy świadkami pięknie odgrywanej przez liderów PSL komedii, której celem jest poszerzenie stanu posiadania tej partii. Komedii, w której wyborcy są sprowadzeni do roli biernych widzów płacących za drogie bilety, a czołowi politycy PO do roli halabardników posłusznie odgrywających swe epizodyczne rólki.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA