fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Wygrali Bolt, Phelps i Chiny

AFP
Igrzyska się skończyły. Dla przewodniczącego Jacquesa Rogge „prawdziwie wyjątkowe”, dla Chińczyków bez wątpienia i największe i najbardziej udane. Odgrodzone barierami od codzienności, sprawne, chwilami piękne, chwilami niepokojące. Zadziwiły fenomenalnymi wynikami i przyniosły kolejne wątpliwości, czy sport idzie w dobrą stronę
Fajerwerki huknęły, bębny też, tysiące tancerzy znów dało pokaz zbiorowej perfekcji. Szef MKOl podziękował i pochwalił. Czekanie na ostatnie słowa Jacquesa Rogge nie było długie. – Świat nauczył się wiele o Chinach, Chiny poznały więcej świata – mówił przewodniczący. Ocena „prawdziwie wyjątkowe” to skrót myślowy, któremu będzie się nadawać więcej znaczeń, niż warto.
Burmistrz Londynu Boris Johnson przyjął flagę olimpijską z rąk burmistrza Pekinu Go Jinlonga. Czerwony piętrus wjechał na stadion, zmienił się w trawnik, na którym zaśpiewała Leona Lewis, zagrał na gitarze Jimmy Page z Led Zeppelin. David Beckham kopnął piłkę, którą przycisnął do serca jeden z chińskich statystów. Zgasł znicz. Głosy Placido Domingo i Song Zuying pieściły uszy.
Były to igrzyska dwóch ludzi, a może nadludzi: Usaina Bolta i Michaela Phelpsa. Jeszcze Amerykanin nie wyciągnął z basenu ósmego złotego medalu, a już Jamajczyk pobiegł po pierwszy z trzech tytułów mistrza i pierwszy z trzech rekordów świata. Obaj doprowadzili do sytuacji, która zarówno szkodzi, jak i pomaga igrzyskom. Pomaga przede wszystkim tej wizji zawodów olimpijskich, w której najbardziej liczy się medal i niezwykły wynik. Chcieliśmy tego i dostaliśmy – mogą powiedzieć usatysfakcjonowani widzowie, media i sponsorzy. Szkodzi to, że obaj sportowcy przesunęli granice osiągnięć olimpijskich tak daleko, że pytanie o powtórkę ich wyczynów powoduje wzruszenie ramion. Czy ktoś kiedyś wystartuje i wygra w dziewięciu konkurencjach pływackich, czy ktoś do trzech magicznych liczb z Pekinu: 9,69 – 19,30 – 37,10 doda jeszcze jakiś czwarty rekord?
Chińskie wyczyny drażniły przegrywających, tak samo jak telewizyjne powtórki chińskiego hymnu, które towarzyszyły naszym śniadaniom, obiadom i kolacjom.
Amerykański chłopak z Baltimore i jamajski chłopak z Trelawny przenieśli igrzyska w Pekinie w obszary, z których trudno wrócić na ziemię, ale jednak trzeba. Jak wytłumaczyć młodym ludziom, zaczynającym treningi lekkoatletyczne i pływackie, że mogą kiedyś doścignąć te sportowe doskonałości, jak kazać im wierzyć, że to wszystko bez dopingu, tylko przy cudownej zbieżności pracy i talentu człowieka oraz wiedzy trenerów i naukowców. Na zakończenie igrzysk te pytania zadawano raczej cicho, tym bardziej, że mistrz sprintu ofiarował 50 tys. dolarów na pomoc poszkodowanym podczas niedawnego trzęsienia ziemi w prowincji Syczuan. Igrzyska w Pekinie będą miały zatem twarz Phelpsa lub Bolta.
Tylko z jednego punktu widzenia – gospodarzy igrzysk – jest inaczej. To było zwycięstwo Chin. Gospodarze chcieli wygrać klasyfikację medalową i wygrali. Skala postępu jest porażająca: 51 złotych medali wobec 28 z Aten i 112, jakie zdobyli we wszystkich igrzyskach do 2004 roku. Udało się wyprzedzić USA, udało się pokazać, że Chińczyk potrafi.
Koszt tych prestiżowych zwycięstw był ogromny: selekcja z milionów, ściągani z całego świata trenerzy, specjalistyczne obozy, nauka pracująca tylko na potrzeby sportu. Nagrody też mają chińską skalę: oficjalna premia od rządu to 51 500 dolarów bez podatku dla każdego zwycięzcy (w Atenach było prawie o połowę mniej), ale popłynie druga, większa struga pieniędzy od korporacji, firm, sponsorów i lokalnych samorządów. Browar Yanjing ofiaruje po 146 tys. dol. każdemu, kto wygrał na basenie, fundacja edukacyjna Huo Yingdong da wszystkim po kilogramie złota (29 tys. dol.) i 80 tys. gotówką. Każdy chiński mistrz dostanie także prezenty rzeczowe, mieszkania i samochody, podpisze kontrakty reklamowe. Średni dochód lokalnego złotego medalisty szacuje się na 300 tys. dolarów.
Pierwsza z listy – podnosząca ciężary Chen Xiexia odbierze jeszcze 150 tys. dol. od ministerstwa sportu za dobry początek, a także około 1 mln od sponsorów i rządu swej prowincji. Nawet Liu Xiang, który miał zdobyć złoto, a dobiegł tylko do pierwszego płotka zachowa większość ze swych kontraktów, które w ubiegłym roku dały mu 20 mln dol.
Chińskie wyczyny drażniły przegrywających, tak samo jak telewizyjne powtórki chińskiego hymnu, które towarzyszyły naszym śniadaniom, obiadom i kolacjom. Sukcesy w wielu przypadkach odnosili sportowcy chowani przed światem do dnia startu, albo gimnastyczki postarzone w dokumentach do odpowiedniego wieku (śledztwo trwa i ponoć ma nowe tropy). Chińczycy wykonali swą pracę z azjatycką dokładnością i zdaje się, nie bardzo będą się przejmować opiniami reszty. Wygrali, propagandowa wartość sukcesu znaczy więcej niż 43 mld wydanych dolarów.
Wielcy pokonani to Amerykanie, którzy zwłaszcza w lekkiej atletyce ponieśli ciężkie straty. Seryjnie przegrywały ich gwiazdy. Występ koszykarzy NBA przyniósł sukces, ale Kobe Bryant i koledzy byli tylko promocyjną ozdobą ekipy, a nie jej podstawą.
Pekin nie przyniósł żadnego zwrotu w walce z dopingiem. Do dnia zamknięcia wpadła szóstka, ukraińska wieloboistka i koreański strzelec stracili medale. Więcej się działo przed igrzyskami, gdy program lotnych kontroli wyłonił 52 winnych. Rogge przypomniał, że próbki będą przetrzymywane 8 lat, że może jeszcze ktoś wpadnie.
Przewodniczący MKOl unikał politycznych starć z organizatorami, jak potrafił. Rogge twierdził, że jego organizacja musi działać w zgodzie z prawem gospodarza, nie może być „stref protestów”. Dodał, że impreza przyniesie dobre dziedzictwo: obiekty sportowe dla milionów, drogi, parki, mieszkania, poprawę stanu środowiska.
– Chińskie marzenie o olimpiadzie skierowało nas na drogę narodowego odrodzenia. Igrzyska dały nam wielką wiarę w siebie – napisała agencja Xinhua. Panie w szarych spodniach i beżowych bluzach z miotłami i szufelkami w ręku cierpliwie czekały, aż 90 tysięcy ludzi opuści stadion. Zaczęło się wielkie sprzątanie. Z Jacquesem Rogge można się jednak czasem zgodzić: sport nie jest od rozwiązywania wielkich problemów tego świata, może tylko na krótką chwilę je przesłonić.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA