fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Hiszpańska lekcja pięknego futbolu

Xavi Hernandez strzela pierwszą bramkę
Rzeczpospolita
Dłonie same składały się do oklasków. Hiszpanie weszli do finału, bawiąc się z przeciwnikiem. W niedzielę w Wiedniu zagrają o złoto z reprezentacją Niemiec
Taktyka miała być prosta – wyłączyć Davida Villę, wyłączyć Fernando Torresa, bo to oni w pierwszym meczu grupowym narobili Rosjanom najwięcej problemów. Guus Hiddink cieszył się poprawą gry w obronie swojej drużyny, mówił, że jego zawodnicy błyskawicznie zrozumieli swoje błędy i wierzył, iż w półfinale wynik 1: 4 nie może się powtórzyć.
Holender wiedział jednak na pewno, że Hiszpania to nie tylko Villa i Torres. Wiedział o tym, że tam co piłkarz, to as. Nawet jeśli spełniony tylko w klubie, a w reprezentacji na wielkich turniejach najczęściej zawodzący. Armią Luisa Aragonesa rządzą generałowie, którym tylko wymienia się podwładnych.
Xavim i Andresem Iniestą wcześniej zachwycali się wyłącznie Hiszpanie, którzy rozumieli system gry Barcelony, wczoraj zrozumiała go cała Europa. Dwójka z Katalonii wsparta jeszcze przez produkt tej samej szkoły – Cesca Fabregasa, pokazała Rosjanom, że jak na półfinał turnieju, są zbyt mało zwrotni i za wolni.
To miał być piękny i obfitujący w podbramkowe sytuacje mecz, bo spotykały się dwie najbardziej ofensywne drużyny. Piękny był jednak tylko dzięki Hiszpanom. Za każdym razem, gdy dochodzili do piłki, rozgrywali akcję inaczej, niż spodziewali się kibice.
Dyrygowani przez stojącego bez przerwy mimo ulewnego deszczu przy linii bocznej Aragonesa, szukali ciekawych rozwiązań. Wydawało się, że się bawią bezradnymi rywalami, którzy oddali tylko jeden celny strzał na bramkę Ikera Casillasa – do tego w 84. minucie, gdy przegrywali już 0: 3.
W historii mistrzostw Europy tylko raz się zdarzyło, by drużyna, która przegrała mecz w grupie, potrafiła wygrać z tym samym rywalem w fazie pucharowej. Była to Holandia, która w 1988 roku pokonała ZSRR w finale. Wczoraj Rosjanom szans przed pierwszym gwizdkiem nikt nie odbierał.
Dmitrij Miedwiediew i Władimir Putin zapowiedzieli swój przyjazd na finał, dając do zrozumienia piłkarzom, że są dopiero na kolejnym przystanku przed złotym medalem. Król Juan Carlos też nie przyjechał, ale dwór miał swojego przedstawiciela – z trybun stadionu w Wiedniu swoich rodaków oklaskiwał książę Felipe. Rosjanom musiała wystarczać moskiewska orkiestra.
Hiddink niemal całe spotkanie oglądał, siedząc spokojnie na ławce rezerwowych. Już wcześniej zapowiadał, że sam półfinał jest wielkim osiągnięciem dla całego kraju, że każe swoim piłkarzom się cieszyć i bawić grą, bo są do tego stworzeni. W Wiedniu zabawkę zabrali im jednak chłopcy z innego podwórka i nie potrafili im jej odebrać nawet najlepsi z podopiecznych Holendra.
Andrij Arszawin jak szybko zabłysnął, tak zgasł. Niby z Zenitu Sankt Petersburg nie musi się nigdzie ruszać, bo zarabia i żyje jak król, ale kiedy swoją ofertę przedstawiła nawet Barcelona, zagrał tak, jakby próbował udowodnić, że proponowane 15 milionów euro to zdecydowanie za dużo. Plątał się w dryblingach i nie widział kolegów. „Guardian” napisał, że z każdą minutą był coraz bardziej anonimowy.
Do tego rządził anonimową drużyną, która jakby zapomniała, że po fantastycznym ćwierćfinale z Holandią, nawet Anglicy nauczyli się wymawiać nazwisko Bilaletdinow.
Hiszpanie przeważali od pierwszej minuty, ale uspokoili się dopiero wówczas, gdy Igora Akinfiejewa pokonał Xavi. Na boisku nie było już wtedy Davida Villi, który w pierwszym meczu na Euro strzelił Rosjanom trzy gole. Został zmieniony w 34. minucie, siadając na ławkę, minął szerokim łukiem Aragonesa, później schował twarz w ręcznik i przez całe spotkanie tylko zerkał na boisko.
Dopiero powtórki pokazały, że lider klasyfikacji strzelców sam wyrządził sobie krzywdę przy wykonywaniu rzutu wolnego. Diagnoza nie jest dobra – naderwany mięsień czworogłowy, Villa na pewno nie zagra w finale.Po strzelonym golu Aragones zdjął z boiska swojego drugiego asa ataku – Torresa, a także Xaviego. Jakby wiedział już, że jego drużynie nie może wydarzyć się nic złego, a na mecz z Niemcami będzie potrzebował wypoczętych zawodników.
Aragones, który podpisał już kontrakt i od nowego sezonu będzie prowadził Fenerbahce Stambuł, przeżywał chwile triumfu. Powołując Guizę i Silvę, narażał się na kpiny, kibice woleli Raula i Gutiego. Okazało się jednak, że to najstarszy trener na mistrzostwach miał rację, a teraz nie da się przebłagać, by dalej prowadzić reprezentację.
Twarz Aragonesa nie mówi nic. Wydaje się być ciągle zły i niezadowolony, dla dziennikarzy jest szorstki. Nie może zapomnieć krytyki, jaka spotkała go po odpadnięciu z ostatnich mistrzostw świata. Na Euro jego drużyna strzeliła 11 goli w pięciu meczach, aż siedem z nich Rosjanom.
Hiszpanie są już bardzo blisko złotych medali. Do pokonania zostali tylko Niemcy. W niedzielę w Wiedniu hiszpańska fantazja zmierzy się z bardzo niewygodnym rywalem, który ponad finezję przedkłada jednak wynik.
Bramki: Xavi (50), D. Guiza (73), D. Silva (82). Żółte kartki: J. Żirkow, D. Bilaletdinow (Rosja). Sędziował F. De Bleeckere (Belgia). Widzów 51 428.
Rosja: Akinfiejew - Aniukow, W. Bieriezucki, Ignaszewicz, Żirkow - Żyrianow, Siemak, Siemszow (56, Bilaletdinow), Sajenko (57, Syczew) - Arszawin, Pawliuczenko.
Hiszpania: Casillas - Ramos, Puyol, Marchena, Capdevila - Senna, Iniesta, Xavi (69, Xabi Alonso), Silva - Villa (34, Fabregas), Torres (69, Guiza).
Graliśmy na początku meczu tak, jak Rosja lubi. Były długie podania, szamotanie się w ataku. Dopiero potem zaczęliśmy dotykać piłki, a nie tylko ją kopać. W drugiej połowie musieliśmy przyspieszyć, było jasne, że gdy strzelimy pierwszego gola, będzie nam dużo łatwiej. Wiedzieliśmy, jak gra Arszawin, że biega tam, gdzie chce i wszędzie jest groźny. Dlatego w każdej części boiska był ktoś odpowiedzialny za niego. Jeśli Senna zostawał za Arszwinem, to koledzy mu pomagali. Przyjeżdżając tutaj, byliśmy przekonani, że mamy świetny zespół i możemy zajść daleko. Od początku w siebie wierzyliśmy, to inni stopniowo uświadamiali sobie, że trzeba nas szanować. Mam drużynę jednocześnie młodą i doświadczoną, dużo ze sobą rozmawiamy, oni ciągle się uczą. Sam jestem ciekaw, czy Niemcy też pozwolą nam podawać piłkę tak jak w meczu z Rosjanami. Na pewno będą chcieli przeszkodzić, ale to jest bardzo trudne.
Trudno wyjść z podniesioną głową po meczu, który się przegrało 0:3, ale gdy emocje opadną, będziemy wszyscy dumni. Półfinał takiego turnieju, trzecie miejsce w Europie to sukces, który przerósł wszelkie oczekiwania. Przegraliśmy walkę o finał z lepszym. Nie stwarzaliśmy sobie wielu sytuacji, ale jeszcze przez część drugiej połowy to był mecz dwóch drużyn. Potem już tylko jednej. Po godzinie przestaliśmy grać na podobnym poziomie jak rywale i nadążać za nimi. Taki był zresztą plan Hiszpanów, mieli nas zmęczyć wymienianiem piłki, tak byśmy z czasem zostawiali im więcej miejsca. Oni ciągle biegają, zmieniają pozycje, musieliśmy tak bardzo na nich uważać, że zabrakło nam czasu na tworzenie swoich akcji. Mieliśmy w tym meczu tylko jeden celny strzał, to nie jest przypadek. Przegraliśmy z lepszym. Trudno gra się przeciw piłkarzom, którzy cały czas podają sobie piłkę bez przyjęcia. Lubię za to oglądać takie drużyny.
Andres Iniesta
Trudno mi uwierzyć, że zagramy o złoto. Nasze zwycięstwo było jednak zasłużone, dominowaliśmy przez całe spotkanie. Zejście z boiska Davida Villi było dla nas ciężkim ciosem. Finał będzie meczem mojego życia.
Cesc Fabregas
Przyjechaliśmy tu, by wygrać cały turniej, a to znaczy, że do tej pory jeszcze niczego nie osiągnęliśmy. Najważniejszy mecz dopiero przed nami. Musimy zwyciężyć w niedzielę w Wiedniu. Tego oczekuje od nas cała Hiszpania – tak mówił nasz król, gdy gratulował wygranego meczu. Oczywiście zawiesiliśmy sobie bardzo wysoko poprzeczkę, ale czujemy respekt przed naszym finałowym rywalem.
David Villa
Doznałem kontuzji mięśnia uda podczas rozbiegu do rzutu wolnego, miałem jednak nadzieję, że ból ustąpi. Niestety, było coraz gorzej i musiałem zejść z boiska.
Nie wiem, czy zdołam się wyleczyć do finału. Takie kontuzje nie trwają tylko przez trzy dni. Zobaczymy, co wykażą badania. Może jednak lekarze coś wymyślą.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA