fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Od dzieciaka do mężczyzny

AFP
Fernando Torres jest jeszcze bardziej przydatny drużynie niż David Villa. Napastnikiem interesuje się Chelsea
„Ja żeby dalej się rozwijać, muszę zmienić otoczenie – powiedział Fernando Torres latem ubiegłego roku, kiedy zdecydował się opuścić swoje ukochane Atletico Madryt i przenieść do Liverpoolu. Anglicy zapłacili za niego 40 milionów euro, wiele ryzykując. Hiszpański napastnik był młody i zdolny – tak samo jak rok i pięć lat wcześniej, a nie brakowało takich, którzy mówili, że zostanie taki na zawsze.
Torres za zaufanie odpłacił się Rafaelowi Benitezowi najpiękniej, jak potrafił. 33 golami w barwach klubu z Anfield Road pobił rekord należący do Ruuda van Nistelrooya. Żaden inny zawodnik nie był tak skuteczny w pierwszym sezonie na Wyspach. Teraz za zaufanie odpłaca się Luisowi Aragonesowi w reprezentacji Hiszpanii. Według tamtejszych mediów odgrywa w drużynie dużo większą rolę niż David Villa, który po dwóch meczach przewodzi klasyfikacji strzelców. „Villa strzela, a Torres pracuje. Wreszcie dorósł do bycia liderem ataku” – pisze dziennik „Marca”.
Z Aragonesem znają się od dawna. Obecny selekcjoner prowadził kiedyś Atletico i jako pierwszy tłumaczył Torresowi, jakie zasady panują w drużynie. W jego reprezentacji podstawowym napastnikiem był od początku, jednak rozwinął skrzydła dopiero wtedy, gdy trener zrezygnował z Raula. Nieobecność kapitana Realu Madryt i od lat ikony drużyny narodowej wpływa tak samo na Hiszpanów, jak odejście z Arsenalu Londyn Thierry’ego Henry’ego. Nagle okazało się, że gole potrafią strzelać także młodsi, jeśli nie czują, że grają w jednej drużynie z legendą.
Inna taktyka niż „podaj do Raula” stawia wreszcie Hiszpanów w roli prawdziwych, a nie tylko papierowych faworytów turnieju. W pierwszym meczu na Euro przeciwko Rosji cztery razy skutecznie kontratakowali. W sobotę wygrali z zupełnie inną drużyną. Szwedzi są silni i do bólu zdyscyplinowani taktycznie, wygrali z Hiszpanami w eliminacjach, a jednak w Innsbrucku stracili gola w doliczonym czasie gry. – Po meczu od razu zadzwoniłem do dziadka, robię to od dziecka – powiedział Torres, który dał drużynie prowadzenie w pierwszej połowie.
Kiedyś pochodzący z La Corunii, a jednak kibicujący Atletico dziadek odbierał dużo więcej telefonów. Jako 11-latek w jednej z juniorskich drużyn klubu z Madrytu mały Fernando strzelił 64 gole w 24 meczach. W 2000 roku razem z młodzieżową reprezentacją Hiszpanii wywalczył mistrzostwo Europy, został królem strzelców. Zawsze marzył, by być jak Kiko – złoty medalista olimpijski z Barcelony grający w Atletico. Swojego mistrza przerósł już teraz.W hiszpańskich mediach huczało jednak ostatnio z innych powodów niż świetna gra Torresa na Euro. Do konfliktu w drużynie mogło dojść już po pierwszym meczu z Rosją. Zmieniony w 54. minucie meczu napastnik nie podał ręki trenerowi, a na ławce rezerwowych głośno wyraził swoje niezadowolenie. – Luis był sześć metrów ode mnie, nie chciałem zawracać mu głowy, podając rękę. Przeprosiłem później trenera za swoje zachowanie. Bardziej niż na niego byłem wściekły na siebie. Później wszystko sobie wyjaśniliśmy – powiedział.
Aragones zmieniał piłkarza Liverpoolu w 22 z 40 meczów, w jakich go prowadził. Z Rosją podobno tylko dlatego, żeby nie męczył się więcej w i tak wygranym meczu. Postawa Torresa na turnieju zachwyca nie tylko Aragonesa, ale i trenera Portugalii – Luiza Felipe Scolariego, który wkrótce zostanie trenerem Chelsea. Transfer młodego Hiszpana ma być pierwszym jego posunięciem. Liverpool oczywiście nie chce go sprzedać, szepcze się o astronomicznych kwotach. – Jeśli za „El Nino” (Dzieciaka) zapłacono 40 milionów, to skoro w Liverpoolu zrobili z niego „El Hombre” (Mężczyznę), mogą żądać dwa razy więcej za wychowanie – pisze „Guardian”.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA