fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Płyta Alanis Morissette wywołuje dreszcze i łzy

Alanis Morissette, Flavors of Entanglement
Rzeczpospolita
„Flavors of Entanglement” jest osobisty i poetycki, zachował moc debiutu sprzed 13 lat
Wszystko zaczyna się od rytmu indyjskiej tabli. I od północnego czubka globu, z którego Morissette wyrusza w podróż do swojego gniazda w Kanadzie. „Jestem obywatelką planety” – śpiewa. Ten album dowodzi raczej, że jest obywatelką muzyki.
Nie potrzebowała paszportu, by przenieść się z rockowej rzeczywistości do transowych i klubowych rytmów.
Nowe piosenki stoją dokładnie na ich granicy. Album jest tak samo osobisty i poetycki jak wcześniejsze. Zachował moc zachwycającego debiutu sprzed 13 lat.
Jeśli nie śledziliście późniejszych losów Alanis, wróćcie do niej teraz. „Flavors of Entanglement” jest przeszywająca – wywołuje dreszcze i łzy. Z połączenia kompozycji i tekstów Morissette rodzą się utwory niespotykanie intensywne. Strach pomyśleć, jaka część tych emocji pochodzi z przeżyć artystki.
A przecież inaczej być nie może – takiego upodlenia i uwiązania, takiej tęsknoty i determinacji, by wyrwać się na wolność, nie można wymyślić. „Nie zaznasz szczęścia, dopóki nie ujrzysz mnie w kaftanie bezpieczeństwa!” – wykrzykuje w „Straitjacket” wściekła Alanis temu, kto chciał ją doprowadzić do obłędu. Jeszcze zrozpaczona, ale już wolna. Jej głos jest ostry i kąsa. Jego mrocznej barwie towarzyszą nie tylko mocne gitary, ale i bity pożyczone z disco i hip-hopu.
Jeszcze straszniej robi się w „Versions of Violence” – zło wisi w powietrzu, utwór jest lodowaty jak u Depeche Mode. Kiedy Alanis udaje się uciec z opresji, następuje cisza.
Odrodzona i drżąca ze strachu w „Not As We” stawia pierwsze samodzielne kroki, jej muzycznym oparciem jest tylko ściszone pianino.
Najpiękniejszy z utworów to „In Praise of The Vulnerable Man” – hołd złożony wrażliwemu mężczyźnie. Kobieta kłania mu się i dziękuje za odwagę, seksapil i czułość. Za to, że wpuścił ją do swojego świata. Ślubuje nie wykorzystywać go i nie oszukiwać. To za nim tak boleśnie zatęskni później w „Torch”. Wyliczy wszystkie minione przejawy jego obecności, ukoi żal wspomnieniami.
Zamykająca kołysanką „Incomplete” sama zaaplikuje sobie nadzieję. Od zawsze towarzyszy jej poczucie braku, niedopasowania. Ale wierzy, że pewnego dnia będzie zdrowa. I szczęśliwa jak kobiety świętujące 30. rocznicę ślubu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA