fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Zimne podejście do problemów i dramatów

Luc Tuymans, współczesny artysta belgijski, przez tydzień poprawiał wygląd ścian w Zachęcie. Ich dokładny plan miał w swym komputerze
Rzeczpospolita, Rob Robert Gardziński
Luc Tuymans w Zachęcie. „Idź i patrz” to monografia najsłynniejszego obecnie belgijskiego malarza. Autor zaaranżował ponad 70 płócien z ostatnich 20 lat; w Sali Matejkowskiej wykonał specjalny mural
Dziś wernisaż długo oczekiwanej prezentacji: Luc Tuymans, rocznik 1958, guru malarstwa. Mieszka w Antwerpii, wystawia w prestiżowych galeriach świata. Kuratorce Magdzie Kardasz przygotowanie pokazu „Idź i patrz” zajęło kilka lat.
Nie dziwię się – ten artysta to trudny typ. W wigilię otwarcia oprowadzał po wystawie grupę gości, komentując każde dzieło. Po dwugodzinnym show więcej stracił, niż zyskał. Arogancki, zapatrzony w siebie, pyszałkowaty. Jego żarty graniczyły z impertynencją. O wrażliwości – zapomnieć.
– Niektórzy uważają moje prace za liryczne, a w nich ani śladu poezji – zagaił na wstępie. Mówił szczerze, podobnie jak o braku emocjonalnego zaangażowania w pracę. W tym ekshibicjonizmie znalazłam coś przerażającego. Tymczasem chyba to właśnie fascynuje zachodnich widzów: malarstwo przerobione na nice, jak świat w „Bajkach robotów” Lema.
Oczywiście Tuymansowi nie można odmówić zalet. Zabrał się do malarstwa pod koniec lat 80., po krótkiej przygodzie z filmem, jak twierdził zbyt dlań kosztownym. Odkrył niewykorzystane możliwości starego medium oraz niewyeksploatowane tematy. Skoncentrował się na marginesie rzeczywistości. Na obiektach niepokojących nijakością. Co się za nimi kryje? Wspomnienie? Skojarzenie?
Malarz ma także niezłe plastyczne oko. Wystrzega się kontrastów; stosuje rozmydlone tonacje. Przyznaję, niekiedy Belg uzyskuje fascynujące rezultaty. Znakomita jest „Apteka” – kładący się zielonym cieniem na trotuarze apteczny symbol-krzyż, ale zdeformowany, nieczytelny. Podobały mi się „Różowe okulary”, powszechnie znany przedmiot, odrealniony poprzez splecenie z cieniem. Niezły rezultat dała przeróbka „Zachodu słońca” na biele i szarości zamiast zwykłych czerwonych zorzy. Z kolei dwa małe obrazki, które wydawały się syntetycznie ujętymi pejzażami, okazały się fragmentami ludzkich ciał podczas zbliżenia. – Ale pornografia to nuda – nie omieszkał dorzucić autor.
Uderzyło mnie podobieństwo między fizjonomią artysty a postaciami z jego portretów. Brak wzrokowego kontaktu z odbiorcami, zero empatii. Przykładem – seria „Spojrzenie diagnostyczne”. Powstała na podstawie zdjęć śmiertelnie chorych osób. Autor zastosował ciasny kadr, przyciął kontury twarzy, pozmieniał oczy. Starał się wyeliminować psychologiczny aspekt podobizn. Nie komponował podobizn, lecz pracował „pasmowo”, jak automat. – Kobieta, rak piersi; mężczyzna, marskość wątroby, a to czerniak – informował beznamiętnym głosem.
Czy cokolwiek go porusza? Niektórzy podkreślają jego antyfaszystowskie nastawienie. Mam wątpliwości – stosunek Tuymansa do nazizmu wydał mi się ambiwalentny. Bardziej pogardzał wybitnymi umysłami na usługach Hitlera, niż je potępiał.
Niektórzy uważają moje prace za liryczne, a nie ma w nich ani śladu poezji
O jego pokrętnej postawie świadczy także ścienne malowidło wykonane w Sali Matejkowskiej. „Kościół” to powiększona rekonstrukcja obrazu zakupionego przez Muzeum Narodowe w Osace. Przedstawia wnętrze świątyni wzniesionej przez jezuitów. – Intryguje mnie dwoista relacja tego zakonu między władzą a religią – wyznał. Swój ciągnie do swego.
Wystawa czynna od 31 maja do 17 sierpnia
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA