Kościół

Marsz prowokacji

Kościół nie lęka się homoseksualistów. Ale broni praw małżeństwa i rodziny, przestrzegając przed homoseksualnym stylem życia, który nie ma przyszłości – przed sobotnim Marszem Tolerancji w Krakowie pisze rzecznik abp. Stanisława Dziwisza
Marsze „równości” organizowane co pewien czas w Krakowie i innych miastach kryją w sobie prowokacje. Wbrew hasłom organizatorów wcale nie służą tolerancji i równości, lecz wywoływaniu niepotrzebnych zatargów i słownych utarczek. Jeżeli prawo dopuszcza takie parady, to proszę bardzo. Jednak z punktu widzenia etycznego nie można wyrazić aprobaty dla takich zachowań, gdyż stają się one doskonałą promocją homoseksualnego stylu życia. W tym duchu właśnie Adam Fons, człowiek, który przeszedł drogę homoseksualnego cierpienia, nazwał całe zjawisko homoseksualizmu żałosną afirmacją złudzeń.
Nieprzypadkowo więc Sługa Boży Jan Paweł II, krytykując gejowskie parady, powiedział 9 lipca 2000 roku w Rzymie: „W imieniu Kościoła rzymskiego zmuszony jestem wyrazić rozgoryczenie z powodu zniewagi i obrazy chrześcijańskich wartości. Kościół nie może przemilczać prawdy, gdyż uchybiłby wierności wobec Boga Stwórcy i nie pomagałby w odróżnieniu dobra od zła”. Niejednokrotnie skrajne organizacje homoseksualne poprzez publiczne i wyniosłe demonstrowanie swoich skłonności nie tylko rekompensują swoje porażki życiowe, ale także usiłują poniżać społeczeństwo, automatycznie poniżając samych siebie. Choć za gniewem i agresją kryje się wielkie cierpienie – mające źródło najczęściej w zachwianej relacji z ojcem i matką – to jednak nie może ono być przepustką do wymuszania jakichkolwiek przywilejów. Homoseksualistom nie brakuje dzisiaj praw w Polsce. Istnieje cały szereg regulacji prawnych pozwalających na pełne zabezpieczenie ich interesów. Mają swoje puby, kluby, gazety, a nawet telewizję. Jednak trudno się zgodzić, aby przysługiwały im te same udogodnienia, które mają małżonkowie z racji posiadania i wychowywania dzieci. Chodzi o to, że małżeństwo i rodzina cieszące się określonymi „przywilejami” spełniają konieczne dla społeczeństwa role i zadania. „Jednakowo – jak mówił austriacki profesor teologii moralnej i biskup pomocniczy Salzburga Andreas Laun – można traktować tylko jednakowych”. Otóż homoseksualiści w żaden sposób nie wzbudzą życia, a rodzina to czyni, zabezpieczając przyszłość społeczeństwa. Oznacza to, że trzeba chronić sprawę dobra wspólnego, a nie tylko interesy mniejszości. Oznacza to również, że sprawiedliwość nie pozwala traktować par homoseksualnych w taki sposób, jak gdyby miały możliwość dawania życia, skoro takiej możliwości z natury rzeczy nie mają. Zatem trudno tu mówić o niesprawiedliwości. Tę kwestię powinny rozumieć środowiska lewicowe, które rzekomo są wrażliwe na sprawiedliwość i niesprawiedliwość społeczną. Dodatkowo dwóch gejów lub dwie lesbijki – mieszkając wspólnie i mając podwójną pensję, a nie mając dzieci – żyją w zdecydowanie lepszych warunkach finansowych aniżeli rodzina. Natomiast przyznawanie homoseksualistom prawa do adopcji byłoby – jak pisze znawca tematu ks. Józef Augustyn SJ – przemocą wobec dziecka, gdyż do prawidłowego rozwoju potrzebuje ono psychicznej i fizycznej obecności matki i ojca. Oferowanie dwóch tatusiów lub dwie mamusie jest wprowadzeniem dziecka w przestrzeń rozwojowych zaburzeń. Kościół nie lęka się homoseksualistów i nie podejmuje wobec nich krucjaty. Jednak broni praw małżeństwa i rodziny, przestrzegając przed stylem homoseksualnego życia, który nie ma przyszłości. Ojciec Święty Benedykt XVI – jeszcze jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary – przypomniał, że prawne uznanie związków homoseksualnych albo zrównanie ich z małżeństwem nie tylko oznaczałoby aprobatę zachowania wewnętrznie nieuporządkowanego, ale w konsekwencji uczyniłoby go modelem dla aktualnego społeczeństwa. Nawet powoływanie się na możliwość dziedziczenia i realizację prawa spadkowego nie jest do utrzymania, gdyż wówczas dyskryminowałoby się wolne związki i życie w konkubinacie. Patrząc na bieg wydarzeń w innych krajach, da się zauważyć, że kolejnym krokiem po legalizacji homoseksualnych związków jest właśnie adopcja dzieci. Tam, gdzie legalizuje się homoseksualizm – a mówią o tym badania niemieckie – w sposób wyraźny następuje nasilenie tego zjawiska. W tym kontekście cała tak zwana kultura gejowska eksponowana ostentacyjnie podczas parad w centrach miast – zgodnie z klasyką psychologii tłumu Le Bona – ma na celu zagłuszenie publicznej odwagi, świadomości i logicznego myślenia osób heteroseksualnych. Kościół szanuje osobę ludzką, ale nie może akceptować zachowań niemoralnych i gorszących. Chodzi o to, że nie ma żadnych racjonalnych argumentów za legalizacją związków homoseksualnych. Ks. Robert Nęcek jest adiunktem i wykładowcą nauki społecznej Kościoła PAT oraz rzecznikiem prasowym archidiecezji krakowskiej. Studiował także socjologię.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL