fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Biedny leming patrzy na wybory

Fotorzepa, Jerzy Dudek
W epoce postpolityki jedyne, na co będzie leminga stać, to ucieczka z Facebooka na Instagram. I z Twittera na Snapchata – pisze publicysta.

Taka była piękna demokracja i wszystko spieprzyliście. Myśmy dla was gasili grille, opuszczali na chwilę strzeżone osiedla. To was broniliśmy przed inwazją średniowiecza, polityczną wścieklizną i aksamitną dyktaturą. Na co dzień od gry o władzę woląc „Grę o tron", memami zapełnialiśmy Facebooka. I krzyczeliśmy: „Bronek, musisz!". Bo co innego wypadało robić? I tak się nam pięknie odpłacacie. Pokolenie żal.pl.

O co cały ta awantura?

Przyznaję, pisanie o wyborach z perspektywy leminga to dzisiaj kopanie leżącego. Są jednak takie chwile, w których choć kopać nie wypada, należałoby delikwentowi grzecznie podać rękę. A następnie puknąć nią w czoło. Albo lepiej: wskazać kierunek korepetycji. Z demokracji rzecz jasna.

Trudno inaczej interpretować powszechną falę oburzenia, która w spektakularny sposób przelała się przez media społecznościowe po ogłoszeniu wyników wyborów. Liczba osób deklarujących wewnętrzną bądź autentyczną emigrację po wygranej Andrzeja Dudy każe zupełnie poważnie postawić pytanie: kim są ci ludzie. Z jakiego powodu, jeszcze chwilę temu wspierając kandydata startującego pod sztandarem zgody i bezpieczeństwa, dzisiaj są w stanie opuścić kraj. Który, jakby im tylko na złość, wybrał innego prezydenta.

Być może to kwestia przyzwyczajenia i politycznego konformizmu. Niczym w klasycznym już eksperymencie Ascha. W końcu, choć kreski nierówne, po dziesiątym zapewnieniu celebryty wszystko musiało się zgadzać. Bo jaka pozostawała alternatywa, nawet jeśli rzeczywistość nie przystawała do złotego wieku? Do Polski zmierzało tsunami nienawiści, więc lemingi zupełnie poważnie przejęły się jej losem. Przejęły, aby chwilę po zakończeniu ciszy wyborczej napisać na swoich profilach: „Spier...m". „Nie ma mnie tu". „Co za nędzny kraj".

Więc może właśnie o to była cała ta awantura? Nie o los kraju, ale bezpieczeństwo czubka swojego nosa. „Jest chu..., ale stabilnie. Głosuje na Bronka" – grupa pod tym hasłem zgromadziła na Facebooku kilkadziesiąt tysięcy osób. I jak się okazało, to właśnie był ich polityczny manifest. Za tymi słowami nic więcej się nie kryło. Stabilnie, bezpiecznie, po prostu. Na tym chcieli budować przyszłość Polski, jak widmo mając przed oczami kroczącą IV RP. Z większości lęków kiedyś się jednak wyrasta. Tylko jak nazwać tych, którzy choć sami już się nie boją, na podsycaniu strachu zbudowali interes?

Polska to nie Mordor

„Obywatele 18–29 ustawili Polsce prezydenta. Pokolenie #?żalpl" – skomentował wybór Dudy Jarosław Kuźniar. Udowodnił tym samym, że podobnie jak większość polityków władzy zupełnie nie zrozumiał przyczyn sukcesu kandydata PiS. Znamienne jest, że w tym samym tonie wypowiadali się ludzie, którzy rząd dusz nad polskim społeczeństwem już utracili. Ale którzy w rozpaczy przed perspektywą utraty wpływów jednym głosem mówili o „błędzie demokracji", „przegranej bitwie", „najgorszym scenariuszu dla Polski". Za nimi hasła te powtarzają teraz lemingi. Nie ma w tym przypadku.

Biedny leming patrzy na wybory i nic z nich nie rozumie. Nie przyjmuje, że demokracja to również umiejętność godnego przyjęcia porażki. W końcu kiedy miał się tego nauczyć? Jak dziecko tupie nóżką na wybór obcego mu kandydata, grożąc rejteradą. Tylko bądźmy szczerzy: czy poza emocjonalnym gestem coś więcej może się za tymi słowami kryć? W epoce postpolityki jedyne, na co będzie leminga stać, to ucieczka z Facebooka na Instagram. Z Twittera na Snapchata. Być może osiem lat to wystarczająco długo, aby zapomnieć, że wybory można także przegrać. I że z dnia na dzień Giewont nie zamienia się w Górę Przeznaczenia, a Polska w Mordor.

Jeśli leming chce być dzisiaj traktowany serio, z tą samą powagą powinien się on zmierzyć z konsekwencjami demokracji. I po ludzku postarać się zrozumieć, że ci, którzy głosowali inaczej, nie są jego wrogami. Oni również nie lubią Kaczyńskiego, nie grzeje ich Macierewicz.

Najdziwniejsze jest to, jak blisko siebie jesteśmy, a jednocześnie, jak wielka dzieli nas przepaść. Razem chcemy Polski dostatniej, bezpiecznej, dumnej ze swoich osiągnięć. Polski, której nie będzie trzeba się wstydzić i która racji stanu nie sprzeda, kiedy Merkel poklepie szefa polskiego rządu po plecach. Co się stało, że wychowani w dużych miastach, przywiązani do smartfonów, biegający w maratonach wstydzimy się koleżanek i kolegów zza biurka?

Zmiana akcentów

Lemingu – wróć do nas. My tu na ciebie czekamy z otwartymi rękoma. To zmiana akcentów, a nie okopy św. Trójcy. Dzisiaj my, jutro ty, a Polska będzie trwała nadal. Tylko przestań słuchać Jarka Kuźniara. On już nic nie rozumie, a to przecież straszny wstyd. A chyba niczego nie boisz się bardziej niż wstydu.

Autor jest dziennikarzem i marketingowcem. Zajmuje się tematyką z pogranicza mediów, polityki i historii

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA