fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Polityk bardziej dostępny w internecie

Fotorzepa/Robert Gardziński
Rozmowa z Olgierdem Annusewiczem, politologiem z Uniwersytetu Warszawskiego

Rzeczpospolita: Za nami pierwsza tura wyborów prezydenckich, przed nami dwa najintensywniejsze tygodnie kampanii wyborczej, prowadzonej także w mediach społecznościowych. Czy kampania w internecie jest równie ważna jak ta w realu?

Olgierd Annusewicz: Jeżeli popatrzymy na liczbę obserwujących konta Andrzeja Dudy czy Bronisława Komorowskiego, okaże się, że nie są to miliony ludzi, lecz jedynie ok. 100 tysięcy obserwatorów. Ponadto część osób, które komentują i generują ruch internetowy wokół kandydata, jest z jego politycznego zaplecza. Poprzez wolontariuszy ze sztabu, którzy są aktywni pod postami kandydatów czy udostępniają wpisy dalej, pobudza się zainteresowanie kandydatem. To element budowania wizerunku, by konto na Twitterze czy Facebooku nie zionęło pustką.

Ale po co sztucznie napędzać ilość wyświetleń?

To ma zachęcać ludzi, nawet jeśli nie ma prawdziwego zaangażowania. Ważne, by osoba, która na taki profil przypadkowo zajrzy, była przekonana, że coś się na nim dzieje. To trochę tak jak z chodzeniem do restauracji – chętniej wejdziemy do takiej, w której siedzi parę osób, niż do pustej.

Jakie znaczenie ma kampania w internecie?

Komunikacja w mediach społecznościowych często wpływa na to, co potem powtarzają klasyczne media. Ktoś publikuje spot na swoim koncie albo tak jak Paweł Kukiz wpisuje coś na Facebooku, a kończy się tym, że poważne programy telewizyjne lub gazety robią z tego materiał.

Jak wygląda taka kampania z perspektywy wyborcy?

Polityk był kiedyś daleko od wyborcy, za szybą telewizora, a dzięki internetowi staje się bardziej dostępny. Każdy może wejść na wybrany przez siebie portal społecznościowy i napisać coś do kandydata, ten mu odpisze lub zrobi to ktoś z jego sztabu. Umiejętność wykorzystania internetu – a bardzo dobrze robi to Andrzej Duda – jest ważnym elementem kampanii. Oczywiście nie tylko tym wygrywa się wybory. Ale w momencie, gdy dochodzi do drugiej tury, w której wyniki obu kandydatów mogą być bardzo zbliżone, a o wygranej zadecyduje ułamek procentu, może się okazać, że są to właśnie głosy internautów.

Czyli kampanie prowadzone w sieci będą tylko zyskiwać na znaczeniu?

Im więcej ludzi będzie zaglądać do internetu i korzystać z mediów społecznościowych, tym chętniej politycy będą ich używać. Zasada jest prosta – jeśli gdzieś jest wyborca, warto tam o niego zabiegać.

—rozmawiała Agnieszka Kalinowska

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA