fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Wyścig Piekło Północy rusza w niedzielę

Po bruku w wyścigu Paryż-Roubaix kolarze jadą ponad 52 km. Cała trasa liczy 253 km
AFP, Eric Feferberg Eric Feferberg
W niedzielę „Piekło Północy", czyli 113 wyścig Paryż-Roubaix. Dawno przestałby istnieć, gdyby nie garstka zapaleńców.
Stowarzyszenie, które uratowało wyścig, zrzesza 220 członków z 12 krajów. Jego partnerami jest kilkanaście regionalnych firm, miejscowe władze, ale także organizator klasyku Amaury Sports Organisation (ASO). W corocznych akcjach odnawiania kostki brukowej uczestniczą uczniowie lokalnych szkół. Ślęcząc na kolanach, układają od nowa, polerują wytarty przez czas bruk, dziury między kostkami zasypują żwirem i piaskiem. Nie narzekają, cieszą się, że dbają o historię. W ostatnich latach położyli już 50 tysięcy sztuk kostki.
Urbanizacja północy Francji sprawiła, że władze samorządowe zamierzały iść z duchem czasu i zlikwidować pozostałe w regionie odcinki dróg wyłożonych „kocimi łbami". – Jak tak dalej pójdzie, nasz wyścig będzie się nazywał Paris – Valenciennes – zareagował na kolejne etapy niszczenia dotychczasowych dróg ówczesny dyrektor wyścigu Albert Bouvet. To właśnie wtedy, w 1978 roku, powstało Stowarzyszenie Przyjaciół Paris-Roubaix. Przedstawiciele nowej organizacji rozpoczęli akcję obrony historycznej trasy wyścigu.
„Północ bez bruku nie będzie już nigdy Północą" – napisał wspierający stowarzyszenie pisarz i scenarzysta filmowy René Fallet. Jean-Marie Leblanc, późniejszy dyrektor Tour de France, wydał książkę „Bruki Północy". Wsparł ich kolarz polskiego pochodzenia Jean Stablinski. To z jego inicjatywy jeszcze w latach 60. organizatorzy dołączyli do wyścigu najtrudniejszy odcinek w lasku Arenberg. Z sentymentu. Zmarły przed ośmioma laty Stablinski w młodości pracował w kopalni, której chodniki przebiegały pod drogą w Arenberg. Jak mówił, był jedynym kolarzem, który przemierzył ten fragment pod ziemią i nad ziemią.
Stowarzyszenie wymyśliło nagrodę główną wyścigu – sławną dziś kostkę bruku. Zwycięzcy otrzymują ją od 1977 roku. Choć to tylko kamień dla kolarzy osiąga wartość diamentu. Słynny Belg Eddy Merckx, który trzykrotnie wygrał francuski klasyk, ale przed 1977 rokiem, dostał tę nagrodę w późniejszych latach. Tak bardzo mu na niej zależało.
– Kostka stoi na honorowym miejscu w moim domu. Cenię ją tak samo jak medal olimpijski – mówi „Rz" Marek Leśniewski, który w 1983 roku wygrał Paris-Roubaix dla amatorów.
Ten lobbing w obronie sportowego dziedzictwa przyniósł nadzwyczajny efekt. W latach 90. dołączono do trasy nowe odcinki „kocich łbów" i rywalizacja jest teraz dużo trudniejsza. Poza wyścigiem drogi z tą nietypową nawierzchnią nie są praktycznie wykorzystywane. Niektóre w ogóle są zamknięte dla ruchu, na innych poruszają się sporadycznie miejscowi rolnicy.
Bruk istnieje właściwie tylko dla kolarzy, choć oni go serdecznie nienawidzą. Na tym polega czar Paris-Roubaix. Zawodnicy przeklinają warunki, w których jeżdżą w legendarnym klasyku, narzekają, ale co roku marzą, by się sprawdzić jeszcze raz mimo ogromnego ryzyka kontuzji. Brytyjczyk Bradley Wiggins, zwycięzca Tour de France z 2012 roku, zapragnął na zakończenie szosowej kariery powalczyć o wygraną na welodromie w Roubaix. Dlatego na cztery pierwsze miesiące roku zawarł kontrakt z drużyną Sky.
Do kolejnej wygranej przymierzał się Fabian Cancellara, ale upadł dwa tygodnie temu podczas flandryjskiego klasyku ES 3. Faworytem w niedzielę będzie Norweg Alexander Kristoff, który zwyciężył już w tym roku w trzech wyścigach jednoetapowych, przed tygodniem wygrał podobny ze względu na brukowane odcinki Tour des Flandres. Z Polaków już trzeci raz pojedzie Maciej Bodnar. Będzie pomagał Słowakowi Peterowi Saganowi (grupa Tinkoff – Saxo).
Kolarze będą mieli do pokonania 27 fragmentów o wyboistym podłożu. Łącznie 52,7 km na 253-kilometrowej trasie. Każdy oznaczony jest – w zależności od skali trudności – odpowiednią liczbą gwiazdek, od jednej do pięciu. Pięć ma m.in. Arenberg znajdujący się niecałe 100 km przed metą. Ci, którzy tam upadną, tracą szanse na zwycięstwo, a ci, którzy wyjadą z lasku na czele, walczą o wygraną. Ten odcinek bruku to największy powód do dumy „Przyjaciół Paris-Roubaix", co roku polerują go jak skarb w muzeum.
Wyścig od 12.45 pokazuje w niedzielę Eurosport.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA