fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Sylwia Jaśkowiec: solidna specjalistka od łyżwy

Fotorzepa, Piotr Nowak
Razem z Justyną Kowalczyk na mistrzostwach świata w Falun zdobyła brązowy medal w sprincie drużynowym stylem dowolnym. Ale niewiele brakowało, by kilka lat temu Sylwia Jaśkowiec musiała zakończyć karierę.

Określano ją największym talentem polskich biegów narciarskich. Jej kariera rozwijała się niezwykle dynamicznie. Z dnia na dzień stawała się coraz silniejsza, szybsza, wytrzymalsza i pewniejsza siebie. Chociaż niektórzy woleli być ostrożni ze stawianiem młodej narciarki na piedestale. Nieraz bywało, że o zawodnikach, którzy dopiero przekraczali próg poważnej kariery, mówiono jako o tych, którzy z igrzysk mają przywozić worki medali, ale potem gdzieś znikali. I jak szybko ich gwiazda rozbłyskała, tak samo prędko o nich zapominano.

Ale Sylwia Jaśkowiec udowodniła, że opinie trenerów i fachowców nie są jedynie pustymi słowami. W 2009 roku w Praz de Lys – Sommand na mistrzostwach świata młodzieżowców (do lat 23) zdobyła dwa złote medale. Była najszybsza na 10 km stylem dowolnym oraz w biegu łączonym na 15 km. W sprincie stylem klasycznym nie startowała.

Rok później, w czasie igrzysk olimpijskich w Vancouver, Sylwia Jaśkowiec jeszcze nie miała zdetronizować dotychczasowych mistrzyń. Oczekiwano od niej, że pokaże, że w przyszłości jest w stanie walczyć z najlepszymi. Po części plan udało się zrealizować. Razem z Justyną Kowalczyk, Pauliną Maciuszek i Kornelią Marek (dziś Kubińską) zajęła szóste miejsce w sztafecie 4x5 km. Wynik anulowano z powodu wykrycia niedozwolonych środków w organizmie Marek.

Występ Jaśkowiec nie był może fenomenalny, ale na pewno zadowalający. Spodziewano się, że Justyna Kowalczyk, która w Vancouver zdobyła swoje pierwsze olimpijskie złoto, w Soczi będzie miała godną siebie partnerkę. Wszystko szło w jak najlepszym kierunku. Jednak wtedy zdarzyło się coś, co przerwało rozwój bardzo dobrze zapowiadającej się kariery.

Latem, podczas przygotowań do sezonu 2010/2011, Sylwia Jaśkowiec miała wypadek. Trenowała na nartorolkach na drodze publicznej. W pewnym momencie drogę zajechał jej autobus. By uniknąć zderzenia, zawodniczka zjechała do rowu. Uderzyła w słup i złamała rękę. Jak się potem okazało, był to początek dwuletniej przerwy w sportowym życiorysie. Najpierw musiał czekać aż wszystko wróci do normy i poddać rehabilitacji. Niestety, ręka nie zrosła się jak należy. To zapowiadało ciąg dalszy rekonwalescencji i kolejny stracony rok.

Justyna Kowalczyk stwierdziła wtedy, że Jaśkowiec padła ofiarą braku rolkostrady z prawdziwego zdarzenia w Polsce. Nazwała przy tym swoją koleżankę z kadry jednym z największych, o ile nie największym, talentem w historii polskich kobiecych biegów narciarskich.

Ale kontuzja nie załamała Jaśkowiec i nie zgasiła w niej sportowego ducha. W 2011 roku wzięła udział w maratonie w Himalajach (start na wysokości 5184 m n.p.m, meta na 3446 m n.p.m). I dokonała rzeczy niezwykłej. Wygrała i ustanowiła rekord trasy wśród obcokrajowców.

Jednak nie miała zamiaru porzucać biegów narciarskich dla biegania po górach. Najważniejszą sprawą dla urodzonej w Myślenicach zawodniczki był powrót na ośnieżone trasy. Cel został osiągnięty. Głównie dzięki byłemu szkoleniowcowi polskiej kadry Ivanowi Hudacowi (obecnie trenuje Szwajcarów, także Dario Colognę). To on zdołał namówić Sylwię Jaśkowiec, by swoją przyszłość związała ze sprintami. Decyzja okazała się dobra. Pod koniec 2013 roku Polka po raz pierwszy stanęła na podium Pucharu Świata. W zawodach cyklu Tour de Ski w Oberhofie zajęła trzecie miejsce. Drugi raz w pierwszej trójce konkursu Pucharu Świata znalazła się w tym roku. 18 stycznia w Otepaeae razem z Justyną Kowalczyk była trzecia w sprincie drużynowym stylem dowolnym.

Duet Jaśkowiec-Kowalczyk niespodziewanie stał się faworytem biegów drużynowych. Mało który zespół może pochwalić się zawodniczkami, które tak idealnie się uzupełniają. Kowalczyk – specjalistka od stylu klasycznego, Jaśkowiec – niezastąpiona w biegu łyżwą. Gdy jedna gorzej danego dnia radzi sobie z trasą, druga nadrobi braki. Brąz w sprincie drużynowym stylem dowolnym w Falun dowiódł, że Polki, nawet gdy indywidualnie nie radzą sobie zbyt dobrze, gdy biegną w drużynie, ciężko je zatrzymać.

Sylwia Jaśkowiec w tym roku skończy 29 lat. Do światowej czołówki raczej już nie dołączy. Ale jest solidną zawodniczką, która nie zawodzi w najważniejszych momentach i równorzędną partnerką dla Justyny Kowalczyk. A kogoś takiego w polskim narciarstwie biegowym brakowało.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA