fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Unia bardziej otwarta na Wschód

Bohater piątkowego spotkania w Brukseli Petro Poroszenko (z lewej) razem z kanclerz Angelą Merkel, Hermanem Van Rompuyem (siedzi), premierem Gruzji Iraklim Garibaszwilim i Jose Barroso
AFP, Olivier Hosler Olivier Hosler
Unia Europejska podpisała historyczne porozumienia z Ukrainą, Gruzją i Mołdawią.
– Czułem się  momentami jak przedstawiciel 29. państwa członkowskiego Unii. Wszyscy wyrażali solidarność i wsparcie dla Ukrainy – mówił dziennikarzom Petro Poroszenko po spotkaniu z przywódcami UE. Ukraiński prezydent został zaproszony na część obrad unijnego szczytu, gdzie przedstawił swój plan pokojowy dla Ukrainy oraz warunki zawieszenia broni we wschodniej części swojego kraju w pełni przyjęte przez UE.
Poroszenko powiedział im, że Ukraina chce być członkiem UE, podobne ambicje mają też Gruzja i Mołdawia. Wszystkie kraje podpisały w piątek umowy stowarzyszeniowe z UE, które o członkostwie w UE nie wspominają. Ale stanowią znaczące praktyczne przybliżenie do wspólnoty poprzez stworzenie wspólnego rynku oraz zobowiązanie się krajów Partnerstwa Wschodniego do przeprowadzenia poważnych reform politycznych i gospodarczych. Umowy kontestuje Rosja, uznając je za poważne naruszenie swoich interesów gospodarczych.
Czasu na szantaż praktycznie już nie ma, bo umowy zostały podpisane i bardzo szybko wejdą w życie. Wymaga to tylko ratyfikacji odpowiednio każdego z tych trzech krajów, co powinno nastąpić w ciągu dwóch–trzech miesięcy.
Unijny szczyt zdecydował też o nominacji dla Jeana-Claude'a Junckera na nowego szefa Komisji Europejskiej. Były premier Luksemburga musi być jeszcze zaakceptowany przez PE, co nastąpi na sesji plenarnej 16 lipca. Zgodnie z oczekiwaniami kandydatura Junckera nie zyskała jednomyślności.
Przeciw były Wielka Brytania i Węgry. Premier David Cameron uznał, że zgoda na Junckera jest poddaniem się presji PE, który zaszantażował Radę Europejską (unijnych przywódców) jeszcze w czasie kampanii wyborczej, wychodząc z pomysłem tzw. spitzenkandidaten, czyli kandydatów europejskich ugrupowań na stanowisko szefa KE.
Twarzą centroprawicy był właśnie Juncker, a ponieważ to ona wygrała wybory, więc Parlament Europejski uznał, że Luksemburczyk jest kandydatem na szefa KE. W piątek większością głosów ten pogląd przyjęła Rada Europejska. ?– Popełniono poważny błąd. To zły dzień dla Europy. Ryzykujemy podważenie pozycji rządów narodowych i narodowych parlamentów. Trzeba zrewidować to podejście – powiedział Cameron. Herman Van Rompuy, przewodniczący Rady Europejskiej, prowadził negocjacje w tej sprawie i częściowo przyznał Cameronowi rację. ?– W przyszłości ocenimy ten proces – powiedział. W dokumencie końcowym wczorajszego spotkania znalazł się zapis na ten temat, co ma częściowo osłodzić Cameronowi jego porażkę. Dla brytyjskiego premiera wpisano również punkt, który przewiduje, że dalsza integracja UE nie musi być udziałem wszystkich. Ci którzy chcą iść do przodu, mogą to robić we własnym gronie z poszanowaniem prawa innych do pozostania z tyłu. To jednak nie zadowala brytyjskiego premiera, który potrzebuje nie tylko naciśnięcia na hamulce, ale też wciśnięcia biegu wstecznego. Obiecał wcześniej, że będzie renegocjował warunki uczestnictwa Wielkiej Brytanii w UE i na tej podstawie, jeśli wygra kolejne wybory, zorganizuje referendum w sprawie dalszego uczestnictwa w UE.
– Będą rekomendował społeczeństwu pozostanie w zreformowanej UE – powiedział Cameron. Chce m.in. wycofania prawa imigrantów do zasiłków społecznych. Przyznał jednak, że w obecnej sytuacji jego zadanie renegocjacji jest trudniejsze.
Zgoda na Junckera otwiera drogę do negocjacji innych wysokich stanowisk w UE. Formalnie Rada Europejska poczeka z tym na głosowanie w PE i zbierze się jeszcze tego samego dnia na wieczornym spotkaniu w Brukseli. Na pewno w tym dniu wyznaczy nowego wysokiego przedstawiciela UE ds. polityki zagranicznej, być może także nowego szefa Rady Europejskiej. Przez najbliższe ponad dwa tygodnie będą więc trwać intensywne konsultacje na ten temat, które znów będzie prowadził Herman Van Rompuy. Zadanie ma trudne, bo musi uwzględnić wiele interesów: partyjnych, geograficznych, równowagi płciowej. Na razie żadnych pewnych kandydatów nie ma, wczoraj Van Rompuy nie chciał dyskusji na ten temat. Wśród kandydatów na szefa Rady najczęściej wymieniało się Helle Thorning-Schmidt, premier Danii. Problem polega jednak na tym, że jest ona socjalistką, do której większość europejskich socjalistów się nie przyznaje. Bo prezentuje zbyt liberalne poglądy gospodarcze i nie opowiada się za większą integracją UE.
W gronie kandydatów na wysokiego przedstawiciela UE ds. polityki zagranicznej pojawiało się w przeszłości nazwisko Radosława Sikorskiego, ostatnio mówi się także o Kristalinie Georgijewej, bułgarskiej komisarz, oraz Federice Mogherini, minister spraw zagranicznych Włoch. Dyplomaci przyznają jednak, że na razie nic nie wiadomo.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA