Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego w kluczowej dla gospodarki branży motoryzacyjnej przyspiesza redukcja zatrudnienia.
- Który segment, typowany na hit eksportowy, stał się największym balastem dla sektora.
- Jak spadek zamówień z Niemiec i Francji wpływa na kondycję polskich producentów.
- Jakie czynniki sprawiają, że coraz więcej firm motoryzacyjnych zakłada scenariusz kryzysowy.
Już drugi rok z rzędu spadł eksport i zatrudnienie w polskim przemyśle motoryzacyjnym. Co prawda, w ubiegłym roku wartość produkcji nieznacznie wzrosła, ale perspektywy tej strategicznej dla polskiej gospodarki branży, która odpowiada za blisko 7 proc. PKB, pozostają niepewne.
Czytaj więcej:
Aż 90 proc. polskich firm uznaje technologie podwójnego zastosowania za istotne dla swojego rozwoju. Przedsiębiorcy z branż AI, kosmicznej, dronowe...
Pro
Wyniki sektora za 2025 r. podsumowała właśnie branżowa firma analityczna AutomotiveSuppliers.pl: produkcja sprzedana wyniosła 226,7 mld zł, co w porównaniu do roku 2024 oznacza wzrost o 2,9 proc. Za największą część tej kwoty odpowiada produkcja części i akcesoriów, warta 118,8 mld zł, która zwiększyła się o 4,3 proc. Produkcja pojazdów i silników osiągnęła wartość 91,4 mld zł z nieznacznym wzrostem o 0,2 proc., natomiast w trzeciej grupie produktowej – nadwozi do pojazdów silnikowych oraz przyczep i naczep – sprzedaż wzrosła o 4,6 proc. do 8,2 mld zł.
Miejsc pracy ubywa coraz szybciej
Kurczy się jednak zatrudnienie. Na koniec 2025 r. liczba pracujących w zakładach motoryzacyjnych o zatrudnieniu większym niż 9 osób zmniejszyła się do 197,7 tys., co oznacza spadek r/r o 1,4 proc. Ostatni raz taki poziom zatrudnienia odnotowano na przełomie 2017 i 2018 r. Spadki miały miejsce w zakładach produkujących części i akcesoria, a także w produkcji nadwozi, przyczep i naczep. – Redukcja zatrudnienia w minionym roku przyspieszyła. O ile w 2024 r. ubyło 1,5 tys. miejsc pracy, to w minionym roku wartość ta prawie się podwoiła i wyniosła już 2,8 tys. – mówi Rafał Orłowski, partner w AutomotiveSuppliers.pl. Przy tym brakuje oznak wskazujących, aby w 2026 r. ten trend został w znaczącym stopniu wyhamowany.
Spada także wartość eksportu, który w 2025 r. wyniósł 43,8 mld euro. To o 3,7 proc. mniej niż rok wcześniej (–1,7 mld euro). – Balastem dla tego sektora jest postępujący spadek w segmencie baterii do aut elektrycznych i hybrydowych – mówi Orłowski. Problem jest tym większy, że jeszcze na początku obecnej dekady baterie litowo-jonowe miały potencjał hitu eksportowego polskiej motoryzacji, dzięki gigantycznej fabryce LG Energy Solution pod Wrocławiem mającej stać się największym producentem baterii w Europie, a także prognozom dynamicznego rozwoju rynku samochodów elektrycznych. Daleko słabszy od oczekiwanego popyt na elektryki sprawił, że liczba zamówień mocno zmalała. Na tyle mocno, że gdyby pominąć baterie, to łączna wartość eksportu z Polski pozostałych grup produktów motoryzacyjnych była nawet na poziomie minimalnie wyższym niż w 2024 r.
Niemcy zamawiają coraz mniej
Największym odbiorcą polskiego eksportu motoryzacyjnego są Niemcy, z udziałem na poziomie jednej trzeciej, ale spadkiem wartości sprzedaży o 5,5 proc. Kolejnymi rynkami pod względem znaczenia dla firm w Polsce są Francja (spadek eksportu o 12,6 proc.), Czechy (wzrost o 4,2 proc.) oraz Włochy (spadek o 8,7 proc.).
Problemem całej branży, nie tylko w Polsce, jest słaby popyt. Choć opublikowane przez Europejskie Stowarzyszenie Producentów Pojazdów ACEA informacje o 4-procentowym wzroście sprzedaży nowych aut osobowych w pierwszym kwartale 2026 r. mogą zapowiadać odbicie, nastroje w przemyśle motoryzacyjnym pozostają mieszane. Z EuroMotoBarometru (badanie przeprowadzono na przełomie 2025 i 2026 r. w 11 krajach – Belgii, Czechach, Francji, Hiszpanii, Niemczech, Polsce, Portugalii, Rumunii, Słowacji, Turcji i Węgrzech) wynika, że choć 43 proc. przedsiębiorstw motoryzacyjnych oczekuje wzrostu produkcji, to jedna trzecia przewiduje tylko stabilizację na obecnym poziomie, a jedna piąta zakłada spadek. Przy tym udział pesymistów w branży w Polsce (28 proc.) należy – obok Turcji (32 proc.) – do najwyższych.
Do głównych zagrożeń zaliczane są zmniejszenie zamówień z krajów UE, zerwane łańcuchy dostaw i brak komponentów, spadek popytu na rynku krajowym oraz przenoszenie produkcji poza Europę. W Turcji i Czechach firmy bardziej niż gdzie indziej obawiają się przenoszenia fabryk, natomiast w Hiszpanii i Belgii zwracają uwagę na mniejsze inwestycje, co od pewnego czasu widać także w Polsce – podaje w raporcie Exact x Forestall.
Kryzys będzie się pogłębiał
Wiele wskazuje, że na europejskim rynku motoryzacyjnym będzie pogłębiał się kryzys. Szybujące coraz wyżej ceny diesla i podążająca za nim benzyna mają wyhamowywać popyt na nowe samochody przez rynkowe obawy związane z przebiegiem wojny na Bliskim Wschodzie. – Oczekuję, że sytuacja na rynku i sprzedaż będą gorsze przez następne sześć miesięcy. Niepewność jest zła dla sprzedaży samochodów – uważa Ferdinand Dudenhöffer, dyrektor Center Automotive Research w Niemczech.
Według Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM), niepokojąco wygląda grupa firm przygotowujących się na realne straty. Już jedna czwarta przedsiębiorstw zakłada, że ich marża spadnie poniżej –1 proc. Oznacza to, że dziś co czwarta firma w sektorze motoryzacyjnym układa swoje plany na przyszły rok z założeniem scenariusza kryzysowego, a nie jedynie ostrożnościowego.