fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Rezerwat dla psiarzy

Dominik Zdort
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Kiedy stoi w oddali z lekko przechyloną głową i spogląda na mnie bacznie, już zaczynam się niepokoić.
Mam ochotę się zatrzymać, a nawet odwrócić i uciec pędem, gdzie pieprz rośnie. Ale wiem, że jeśli zacznę zmykać, to ruszy za mną, a przecież jest szybszy. Jeśli się zatrzymam, też pewnie sprowokuję go do jakiejś reakcji. Pokonuję więc wewnętrzny opór i idę naprzód, starając się unikać jego wzroku. Na szczęście w ostatniej chwili zazwyczaj to on odpuszcza i głośno szczekając, ucieka. Ale nie zawsze – zdarzyło się parę razy, że rzucił się, ujadając, i kłapnął mnie przez spodnie, zostawiając ślady na łydce.
Mówiąc wprost: jestem kynofobem. Nie dlatego, że w ogóle nie znam psów – u dalszej rodziny był kiedyś sympatyczny foksterier o imieniu Bonzo, a ja sam przez parę miesięcy mieszkałem z uroczą młodą sznaucerką olbrzymką, którą nazwałem Duna. To jednak nie zmniejszyło mojej obawy przed czworonogami. Gdy widzę wbijający się we mnie wzrok psa, wysunięty między ostrymi zębiskami obśliniony jęzor, to mam wrażenie, że zwierzę zaraz rzuci mi się do gardła. Niezależnie od tego, czy naprzeciw mnie stoi łagodny ponoć z natury labrador, czy urodzony morderca pitbul terier.
Trudno jednak, żebym miał pretensję do psów to, że są psami. Nie sposób się z nimi porozumieć i dogadać – niezależnie od tego, jak bardzo wydaje nam się czasem, że rozumieją, co się do nich mówi, to tak naprawdę tylko zwierzęta. Nie można się z nimi umówić, że jeśli dziś będą grzeczne, to jutro wypuści się je na spacer. Taka ich psia natura, że potrafią sympatycznie bawić się z dzieckiem, a po chwili rzucić mu się do gardła i przegryźć aortę. Jeśli mam do kogoś żal, to do ludzi. Do właścicieli psów, którzy w lasach i parkach puszczają swoich pupili bez smyczy, bez kagańców, nie przejmując się niewinnymi przechodniami.
Rozumiem doskonale, że nie każdy pies jest krwiożerczą bestią marzącą tylko o tym, aby odgryźć mi palec albo i całą dłoń. Ale nie jesteśmy w stanie przewidzieć, kiedy w łagodnego kanapowca wstąpi duch jego dzikich przodków. Wiem – są właściciele, którzy będą mnie zapewniać, że na pewno wiedzą, iż ich pies nie jest groźny. Ale mam chyba prawo do zastosowania zasady ograniczonego zaufania, do nieufności i podejrzliwości.
Chciałbym czuć się bezpieczny, gdy idę ulicą lub parkową alejką. Obowiązujące w Polsce przepisy dotyczące kontaktów między naszymi gatunkami niestety więcej mówią o prawach przysługujących psu niż człowiekowi. Temu, jak traktować kręgowce, poświęcono długą ustawę zabraniającą znęcania się, drażnienia, złośliwego straszenia, transportu w stresujących warunkach, a nawet obcowania płciowo ze zwierzętami. Człowieka natomiast zwierzę może drażnić i straszyć, choćby nawet i złośliwie. Chroni nas tylko jeden enigmatyczny przepis, mówiący, że zabrania się puszczania psów bez możliwości ich kontroli. (Swoją drogą, dlaczego w ogóle nie objęto ochroną bezkręgowców? Toż to nieludzkie, że małże, koralowce i tasiemce nie mają takich samych praw jak inne stworzenia).
Poczuję się bezpieczny dopiero wtedy, gdy we wszystkich miastach i mieścinach (a w niektórych takie już są) powstaną zamknięte wybiegi. Skoro są pieniądze na to, aby budować ścieżki rowerowe – swego rodzaju rezerwaty dla cyklistów, niezbędne, aby nie narażając bezpieczeństwa innych i własnego, mogli się poruszać wzdłuż ulic – to warto może wyasygnować też parę groszy na ogrodzenie w centrum Warszawy nawet i sporego placu, aby zgromadzić tam psiarzy. Najlepiej wszystkich razem, żeby mogli się dzielić swoją pasją i miłością do czworonogów. Proszę bardzo – niech spędzają tam nawet i całe dni za wysokim płotem, narażając tylko siebie samych i podobnych sobie kynofilów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA