fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Niezapomniany koncert Charlesa Aznavoura w Sali Kongresowej

Charles Aznavour
Archiwum autora, Marek Dusza m.d. Marek Dusza
Ujmujący charakterystyczną barwą głosu i poruszający interpretacjami legendarny Charles Aznavour nagrodzony został przez warszawską publiczność owacjami i bukietami kwiatów - pisze Marek Dusza.
Koncert ikony francuskiej piosenki przyciągnął do Sali Kongresowej niemal komplet publiczności. Jego fani nie zawiedli, a wielkich Charles Aznavour pokazał, że nadal potrafi wzruszać śpiewem, czarować wdziękiem, zdobywać uznanie profesjonalizmem, porywać publiczność. I to mimo sędziwego wieku. Zobacz galerię zdjęć
Chyba wszyscy byli zaskoczeni, z jaką swobodą 90-latek porusza się po scenie, jak szybko znajduje porozumienie z publicznością, z jaką energią przesuwa wielkie krzesło, by być bliżej słuchaczy.
Koncert zaczął od dwóch melancholijnych piosenek, by następnie podkręcić tempo i podgrzać temperaturę koncertu. Powiedział, że może mówić po francusku, angielsku i ormiańsku. Najgłośniejsze były prośby o ormiański, ale sam zdecydował, że będzie opowiadał po angielsku.
- Chyba jestem jedyny, który otwarcie przyznaje, że korzysta na scenie z prompterów - powiedział wskazując na dwa wielkie monitory skierowane w jego stronę. Jeśli się pochylę do nich, to znaczy, że muszę sobie przypomnieć tekst.
Nic dziwnego, bo Aznavour napisał ponad tysiąc piosenek, a wiek to w jego przypadku sprawa drugorzędna.
Na warszawski koncert wybrał różnorodny repertuar, w większości mniej popularne piosenki. Towarzyszył mu duży, siedmioosobowy zespół instrumentalny i dwie chórzystki. Z jedną z nich, jak się okazało z własną córką Katią Aznavour, zaśpiewał w duecie swój przebój „Je Voyage". To opowieść o starszym mężczyźnie, dla którego podróż jest okazją do wspomnień i o młodej kobiecie, która podróżuje w swoją przyszłość.
Nie zabrakło największych hitów Aznavoura: „She", który wzruszył publiczność jak dawniej i „La Boheme", którego refren sala natychmiast podchwyciła. „For Me, Formidable" przypomniała czar francuskich chansonów. Wielki Charles niewielkimi ruchami dłoni podkreślał wymowę słów, przykuwał uwagę każdym swoim gestem.
- Zaczynałem od pisania własnych tekstów piosenek, żeby być niezależnym - wspominał. Starałem się, żeby były mądre, ale słowa bez muzyki nie były piosenkami, więc zacząłem pisać muzykę. Chciałem, żeby to były proste melodie, łatwe do zapamiętania. Inspirowały mnie różne style: pop, rock, bossa nova.
Słowa „Sa Jeunesse" najpierw wyrecytował, a właściwie była to melodeklamacja. Zrobił to tak sugestywnie, jakby towarzyszyła mu muzyka. Zaśpiewał też dynamiczny hit „My Friend, My Judas". Zadziwił ekspresją w piosence „Les deux guitares", w której jest refren w języku rosyjskim.
- Spotkałem się z waszym papieżem, kiedy był w Armenii - wspominał. Rozmawiałem z nim dwa razy. Powiedziałem mu, że chcę napisać własne słowa do pieśni „Ave Maria" i spytałem, w jakim języku mam to zrobić. - Po francusku, miał odpowiedzieć Jan Paweł II - oczywiście po francusku.
Występ Aznavoura trwał półtorej godziny, a wydawało się, że to chwila. Francuski piosenkarz zatrzymał dla nas czas, a on sam odmłodniał o... trzydzieści lat. Długo żegnał się z publicznością, odbierał bukiety kwiatów, przyciskał je do serca. Wreszcie dał się wywołać na bis, którego publiczność wysłuchała już na stojąco.
To był magiczny wieczór. Przekonaliśmy się, że klasa artysty przetrwała próbę czasu, a on sam zadziwił formą, zjednał sobie słuchaczy humorem i ekspresyjnymi interpretacjami. Organizatorem koncertu była agencja Paradam, która przeniosła koncert Aznavoura z łódzkiej Atlas Areny do Sali Kongresowej i było to dobre posunięcie.
Marek Dusza
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA