fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Jadą Rosjanie, jadą...

PAP/EPA
Kreml znów koncentruje swoją armię wokół Ukrainy, a na jej terytorium przenikają rosyjskie oddziały, czołgi ?i wyrzutnie rakiet.
– Rosja przerzuca na Ukrainę nie jakieś tam zwykłe uzbrojenie, ale czołgi i systemy ognia rakietowego – mówił na kijowskiej konferencji prasowej znany ukraiński analityk wojskowy Dmytrij Tymczuk. – Dzieje się tak dlatego, że rozsypuje się [kremlowski] plan stworzenia niekontrolowanego chaosu [na wschodniej Ukrainie], bojówkarze nie okazują już chęci walki nie wiadomo o co. Zaczynają mieć problemy z finansowaniem, ponieważ nasza służba bezpieczeństwa zamyka kolejne kanały przesyłu pieniędzy. Dlatego właśnie Rosja decyduje się na coraz aktywniejsze działania.

Klapa separatystów

Brak pieniędzy coraz wyraźniej odbija się na działaniach separatystów. Ich lider w obwodzie ługańskim Walerij Bołotow po raz kolejny oskarżył oddziały rosyjskich kozaków, że zamiast walczyć, „zajmują się kradzieżami i bandytyzmem. Podrywają nasze tyły". Jednak kozacy kontrolują znaczną część obwodu ługańskiego i Bołotow nie jest w stanie dać sobie z nimi rady. Mimo że siły rosyjskich separatystów w obu obwodach (ługańskim i donieckim) szacowane są aż na 15–20 tys. uzbrojonych bojówkarzy. Nie wiadomo, ilu z nich przyjechało z Rosji, Ukraińcy uważają jednak, że stanowią przytłaczającą większość.
– Ukraińskie wojsko próbuje zablokować separatystów, jednak nie będzie to takie proste – mówi „Rz" analityk wojskowy, kpt. Aleksyj Arestowycz. – Odnosząc sukces w jednym miejscu, pozostawiamy ogołocone inne pozycje, które przejmują separatyści. Na razie jednak mamy ofensywę ukraiński sił zbrojnych i bez realnego wsparcia ze strony Rosji separatyści długo nie przetrwają.
Jak informował dwa dni temu ukraiński prezydent Petro Poroszenko, bojówkarze utracili kontrolę nad 11 miejscowościami i wszędzie się cofają. Ukraińskie sukcesy sprzyjają demoralizacji zaplecza separatystów – niezależnie od stacjonujących tam kozaków. W Doniecku na przykład nieznana grupa zajęła w poniedziałek filię Narodowego Banku Ukrainy.
Kijów jednak znacznie bardziej niepokoi rosyjska armia, która znów zaciska pierścień wokół ukraińskich granic. Wokół Ukrainy skoncentrowano ok. 40 tys. rosyjskich żołnierzy: 22 tys. na Krymie, 16 tys. wzdłuż granic lądowych i ok. 3,5 tys. w Naddniestrzu.
– Dziś w Moskwie zastanawiają się nad powtórzeniem krymskiego scenariusza chociażby w obwodzie ługańskim, który przy tym stosunku sił Rosjanie mogliby opanować w ciągu kilku godzin – mówi Arestowycz.
USA powinno wysłać broń Ukrainie?

Nadciąga Rosja

Wzdłuż granicy pojawia się coraz więcej jednostek straży granicznej, która jest podporządkowana FSB. – Pomagają separatystom tworzyć korytarze dla przerzucania broni na Ukrainę, a posiłki ściągnęli z innych regionów Rosji – tłumaczy Arestowycz.
– Kontrolujemy jedynie 250 kilometrów granicy – mówił w poniedziałek Tymczuk. „Dziurawa granica" (której znaczne części po prostu są obsadzone przez separatystów) sprawia, że na Ukrainę łatwo przedostają się bojówkarze i sprzęt.
– Ze strony rosyjskiej ciągle jadą kolumny z transporterami opancerzonymi, artylerią, ciężarówkami i nawet czołgami – mówi Arestowycz. – Towarzyszą tym kolumnom rosyjskie myśliwce, które mają je chronić przez ewentualnym atakiem ze strony naszych żołnierzy. Samoloty te już kilkakrotnie naruszały przestrzeń powietrzną Ukrainy, wlatując w głąb naszego kraju do 5 kilometrów. Gdy separatyści przejmują wsparcie, myśliwce wracają do Rosji.
Według Arestowycza w głąb kraju wjechało już nie mniej niż 12 rosyjskich czołgów i kilka wyrzutni rakiet – katiusz. Ale bojówkarze nie potrafią się posługiwać tymi ostatnimi i po raz drugi w ciągu dwóch dni ostrzelali niewłaściwe cele. Poprzednio rozbili magazyny produktów rolnych, teraz zamiast ukraińskiego posterunku zbombardowali wioskę Amwrosijewka.
Ukraińska armia cierpi zaś z powodu wszelkich możliwych plag: braku sprzętu, pieniędzy, koordynacji działań. Po zestrzeleniu samolotu w Ługańsku doszły jeszcze poważne poszlaki wskazujące na zdradę wśród najwyższych dowódców. W ciągu dwóch dni ze sztabu generalnego zdymisjonowano kilku oficerów, na polu walki narasta zaś ferment wśród młodszych dowódców grożących „marszem na Kijów".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA