fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Bagdad jest już bezpieczny

Dżihadyści organizacji Islamskie Państwo Iraku i Lewantu (ISIS) rozstrzeliwują jeńców z armii irackiej w prownicji Salaheddin
AFP
Dżihadyści zostali na chwilę powstrzymani, lecz sytuacja w Iraku daleka jest od stabilizacji.
Połączone siły armii irackiej, Kurdów oraz ochotników szyickich odniosły pierwszy sukces w walce z dżihadystami z organizacji ISIS, czyli Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu.
Udało im się odbić z rąk islamskich rebeliantów kilka miejscowości położonych na zachód i na południe od Mosulu, drugiego pod względem wielkości miasta Iraku. Sam Mosul znajduje się jednak nadal w rękach dżihadystów. Wydaje się, że ich marsz w kierunku Bagdadu został powstrzymany. Nie oznacza to, że sytuacja została opanowana.
Rząd Nuri al-Maliki liczy nadal na militarną  pomoc USA w przywróceniu status quo ante. USA przygotowują plan działania, lecz domagają się od rządu irackiego podjęcia działań jednoczących kraj. Powiedział to wyraźnie sekretarz stanu John Kerry w sobotniej rozmowie telefonicznej Hoszjarowi Serariemu, szefowi dyplomacji Iraku. Amerykanie wysłali już w rejon Zatoki Perskiej atomowy lotniskowiec "George H.W. Bush".  – Jest chyba jasne, że dżihadystom ISIS nie uda się utrzymać zajętego w czasie ostatniej ofensywy obszaru i zostaną zmuszeni do odwrotu – przekonuje „Rz" prof. Hillel Frisch z izraelskiego think tanku Begin Sadat Center for Strategic Studies. Jest ich po prostu za mało. Siły ISIS liczą nie więcej niż 6 tys. bojowników i nawet jeżeli przyłączyło się do nich ostatnio wielu sunnitów, trudno im marzyć o opanowaniu obszarów, gdzie większość stanowią szyici.
Dobra passa  dżihadystów już się kończy. Ale Irak nie będzie już taki sam
Jednak sytuację w Iraku stara się wykorzystać Iran. Prezydent Hassan Rohani w rozmowie telefonicznej z premierem Maliki zaoferował pomoc w zwalczeniu sunnickich dżihadystów. Miałoby się to odbyć w ramach prawa międzynarodowego. Co taka formuła oznacza, nie wiadomo. Rohani zdementował pogłoski, jakoby Iran wysłał już do Iraku swe jednostki mające bronić szyitów przed sunnitami. W końcu Nadżaf i Kerbela są świętymi miejscami także  irańskich szyitów.
„Wall Street Journal" pisał wcześniej, powołując się na irańskie źródła, że trzy elitarne bataliony  Strażników Rewolucji są już w Iraku. Równocześnie Teheran jest przeciwny amerykańskiej interwencji w Iraku. Sami Amerykanie nie chcą słyszeć o militarnym sojuszu Iraku i Iranu, chociaż nie mają nic przeciwko umiarkowanej współpracy obu państw.
Wiele zależy obecnie od działań premiera Nuriego al- Malikiego. To jego oskarżają USA o prowadzenie polityki, która doprowadziła do obecnego kryzysu. Amerykańskie media przypominają, że przed opuszczeniem Iraku przez armię USA ugrupowanie ISI, na bazie którego wyrósł ISIS, zostało praktycznie wyłączone z gry. Liczni przywódcy zostali wyeliminowani fizycznie lub też znaleźli się w więzieniach. Obecny szef ISIS Abu Bakr al Bagdadi siedział się kilka lat w więzieniu. Wyszedł na wolność w 2009 roku, gdy wydawało się, że nie jest już groźny. Amerykanie realizowali też plan wykorzystania sunnitów do walki z islamskim radykalizmem i utworzyli specjalne jednostki wojskowe sunnickie o nazwie Sahwa, czyli przebudzenie. Przy ich pomocy skutecznie zwalczano radykalnych islamistów sunnickich, takich jak ISI.
Kiedy Amerykanie wrócili do domu, premier Maliki uznał, że sunnickie oddziały zbrojne są zagrożeniem dla szyickiej większości kraju i rozwiązał oddziału Sahwa. Jak się okazuje, wielu ludzi Sahwa trafiło do ISIS. – Nie mieli najmniejszego zaufania do rządów Maliki i dzisiaj okazują względne wsparcie ISIS niemal wyłącznie dlatego, że zostali tak potraktowani przez rządzących obecnie krajem szyitów – mówi „Rz" Barach Mikail z FRIDE, międzynarodowego think tanku z siedzibą w Brukseli i Madrycie.
Pamiętają dobrze, że dwa lata temu wiceprezydent Iraku Tarik al-Haszemi, sunnita, który jako wyznawca tego odłamu islamu osiągnął najwyższe stanowisko w państwie, uciekł za granicę i został zaocznie skazany na karę śmierci za domniemane przygotowywanie aktów terrorystycznych. Sygnałem ostrzegawczym były protesty sunnitów pod koniec ubiegłego roku w Ramadi i Faludży. Początkowe protesty pokojowe przekształciły się w zamieszki. Rząd je krwawo stłumił. W tym też czasie ISIS zaaktywizował swe działania w Iraku.
ISIS nie stanowi już śmiertelnego zagrożenia dla rządu w Bagdadzie, lecz na polityczne skutki ofensywy dżihadystów trzeba będzie jeszcze poczekać. – Amerykanie nie mają nic przeciwko federalizacji Iraku i funkcjonowaniu trzech jednostek politycznych: Kurdystanu, regionu kontrolowanego przez sunnitów na północy i zachodzie kraju oraz szyickiego południa – zapewnia prof. Hillel Frisch.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA