fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Wanda Półtawska walczy do końca

Wanda Półtawska z mężem Andrzejem w siedzibie episkopatu Polski w lutym podczas promocji książki „Beskidzkie rekolekcje”. Włoska prasa spekulowała, że ta publikacja może spowolnić proces beatyfikacyjny Jana Pawła II
Fotorzepa
Krucha starsza pani leżąca w ciężkim stanie w szpitalu wywołała najgorętszy od lat spór światopoglądowy w Polsce.
„Deklaracja wiary" – kilkupunktowy, napisany zawiłym i archaicznym językiem dokument – stała się zaczynem narodowej dyskusji o prawie lekarzy do kierowania się w pracy sumieniem. Podpisało go ponad 3 tys. medyków.
Sygnatariusze stwierdzają, że ludzkie życie jest darem od Boga, i że człowiek nie ma prawa w nie ingerować, podejmując np. decyzję o aborcji czy eutanazji. Lewica krzyczy, że trzeba tym lekarzom odebrać prawo do wykonywania zawodu, głos zabiera premier. A episkopat Polski broni lekarzy.

Najważniejsze spotkanie

Dokument mający być dziękczynieniem środowisk lekarskich za kanonizację Jana Pawła II, wyszedł spod ręki 92-letniej kobiety, która od kilku tygodni leży w ciężkim stanie w jednym z krakowskich szpitali. Dr Wanda Półtawska, bo o niej tu mowa, to na pozór krucha kobieta. Ale w sprawach dotyczących ochrony życia jest stanowcza jak mało kto.
Już rok temu w wywiadzie dla „Rz" mówiła, że chciałaby, żeby lekarze wydali deklarację, iż sprawy życia należą do spraw boskich. – Jeżeli się przyjmuje, że człowiek jest stworzeniem, a Bóg Stwórcą, to chęć stwarzania człowieka jest targnięciem się na prawa Stwórcy. Katolik nie może dyskutować – tłumaczyła. Komentując spór o zapłodnieniu in vitro, dodawała, że rozum ludzki każe wybierać rzeczy dobre, a in vitro jest złem.
– Zawsze była twarda i stanowcza. I nigdy niczego nie owijała w bawełnę – mówi „Rz" abp Józef Michalik, metropolita przemyski, który poznał Półtawską w latach 70. w Rzymie. – Ta jej bezkompromisowość wypływa z głębokiej wiary, ale myślę, że wpływ na to miały także doświadczenia życiowe.
A trudnych doświadczeń w życiu Półtawskiej było sporo. Będąc harcerką wychowaną w tradycji patriotycznej w lubelskiej szkole sióstr urszulanek, w pierwszych dniach II wojny światowej zaangażowała się w konspirację. Była łączniczką Związku Walki Zbrojnej. Zdekonspirowana na początku 1941 r. trafiła do gestapowskiego więzienia na zamku w Lublinie, a potem do obozu koncentracyjnego dla kobiet w Ravensbrück. Padła tam ofiarą eksperymentów medycznych.
Przetrwała. W 1945 r. za radą dawnej nauczycielki spisała swoje przeżycia w pamiętniku „I boję się snów". Miało ją to uwolnić od koszmarów obozowych. „Do mojej siwej pani napisałam karteczkę, że pomogło" – wspominała w 1961 r. w przedmowie do pierwszego wydania tej książki.
Już po wojnie Półtawska – wówczas jeszcze Wojtasik – znalazła się w Krakowie, gdzie w 1948 r. wyszła za mąż za filozofa Andrzeja Półtawskiego. Jednak człowieka, który odcisnął największe piętno na jej życiu, spotkała dwa lata później.
Niespełna 30-letnia studentka medycyny na UJ któregoś dnia poszła do spowiedzi w kościele Mariackim. Od razu poczuła, że siedzący w konfesjonale ksiądz doskonale ją rozumie. Zachęcił ją, by codziennie rano przychodziła na mszę.
Owym duchownym był Karol Wojtyła – późniejszy biskup, kardynał i wreszcie papież. Przyjaźń trwała do ostatnich dni Jana Pawła II – 2 kwietnia 2005 r. Półtawska była jedną z nielicznych świeckich osób, które z bliska obserwowały, jak umierał.
Ks. Wojtyła na początku był dla niej jedynie przewodnikiem duchowym. Z czasem lekarka stała się jego najbliższym współpracownikiem. Od 1955 r. prowadziła wykłady z medycyny pastoralnej na Papieskiej Akademii Teologicznej, a potem z inicjatywy Karola Wojtyły założyła tam Instytut Teologii Rodziny. Prowadziła również zajęcia w seminarium z krakowskimi klerykami. Ich tematem było małżeństwo i rodzina. – Inni wykładowcy o sprawach seksu mówili w sposób pokrętny, delikatny, by nie urazić uszu młodych kandydatów do kapłaństwa – opowiada franciszkanin o. Andrzej Sieradzki, który słuchał wykładów Półtawskiej. – A ona mówiła otwarcie. Niektórych to raziło, ale większość z nas ceniła te zajęcia.
Przyjaźń z Karolem Wojtyłą zacieśniła się jeszcze, gdy w 1962 r. Półtawska zachorowała na nowotwór piersi. Lekarze dawali jej 5 proc. szans na przeżycie. Wojtyła – już wtedy biskup pomocniczy w Krakowie – dowiedział się o tym w Rzymie. Nie namyślając się długo, napisał 17 listopada list do o. Pio z prośbą o modlitwę. W kolejnym, 28 listopada, doniósł, że kobieta, o której pisał, jeszcze przed operacją niespodziewanie odzyskała zdrowie.
Wyzdrowiawszy, Półtawska jeszcze mocniej zaangażowała się w obronę życia nienarodzonych. Z wykładami i odczytami jeździła po Polsce niemal bez przerwy, także na emeryturze. W krakowskim mieszkaniu – tym samym od kilkudziesięciu lat – trudno było ją zastać. Gdy w ubiegłym miesiącu trafiła do szpitala, jej kalendarz wciąż pełen był zapisków z terminami kolejnych prelekcji.

Nie ma nic do stracenia

– Duśka była chyba jedyną kobietą, której Jan Paweł II bezgranicznie ufał. Rozumieli się bez słów – wspomina prof. Stanisław Grygiel, przyjaciel papieża i jego współpracownik.
Niektórych w Watykanie mogło razić, gdy np. w domowych kapciach schodziła na poranną mszę do papieskiej kaplicy. Ale Półtawskiej tam się bano, nawet w najbliższym otoczeniu papieża. Gdy w 2002 r. wybuchła sprawa molestowania kleryków przez abp. Juliusza Peatza, to właśnie ona poinformowała o wszystkim Jana Pawła II. Papież wysłał do Poznania specjalną komisję i arcybiskup został odsunięty.
Już po śmierci Jana Pawła II Półtawska podpadła jego sekretarzowi kard. Stanisławowi Dziwiszowi. W 2009 r. w tomie „Beskidzkie rekolekcje" opublikowała swoją prywatną korespondencję z papieżem. Kard. Dziwisz czynił Półtawskiej wyrzuty o tę publikację. W wywiadzie dla „La Stampy" mówił, że rości sobie ona pretensje do wyjątkowej relacji i jakiejś szczególnej więzi z Janem Pawłem II. – Oczywiście, że sobie roszczę, ponieważ ja jedna i mój mąż znaliśmy go 55 lat, więc mamy prawo – odparła, także za pośrednictwem mediów.
Czy z tego powodu nie znalazła się na liście świadków w procesie beatyfikacyjnym polskiego papieża? Nie wiadomo. Ostatecznie została przesłuchana przez trybunał po wielokrotnych osobistych interwencjach.
O swojej przyjaźni z papieżem Półtawska mówi niechętnie. Zapraszana na spotkania opowiada wyłącznie o teologii ciała według Wojtyły. I chociaż utrzymuje bliskie relacje z wieloma dziennikarzami, wywiadów udziela rzadko. – Czytajcie Jana Pawła II i będziecie wiedzieli wszystko – ucina prośby o rozmowy.
Teraz z opinią publiczną komunikuje się ze szpitala przez przyjaciół, którzy do mediów wysyłają jej podziękowania za modlitwę o uzdrowienie lub wyrazy wsparcia dla lekarzy, którzy podpisali deklarację. – Ma świadomość tego, że odchodzi. Ale do końca chce, tak jak Jan Paweł II, pokazać, że walczy – mówi „Rz" jeden z jej przyjaciół. – Ona nie ma już nic do stracenia. Zresztą nigdy nie dbała o swój interes. Zawsze w centrum jej zainteresowania był drugi człowiek.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA