fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Taksówkarze nie chcą aplikacji Uber

Rafał Tomański
Fotorzepa
Jeżeli chcemy na coś narzekać, powiedzmy na upał, warto pomyśleć, że zawsze mogło być gorzej. Mogliby na przykład strajkować taksówkarze.
Środa w Europie zapowiada się nieciekawie. Londyn, paryskie lotniska, komunikacyjny paraliż głównej alei w Berlinie – to w skrócie plan taksówkarzy na ten dzień. Co może wywołać taki gniew w kilku odrębnych i teoretycznie niepowiązanych ze sobą miejscach? Okazuje się, że chodzi o postęp technologiczny.
Zdenerwowany jak taksówkarz
Taksówkarze denerwują się, ponieważ do walki o ich europejskich klientów wchodzi nowy rywal – aplikacja Uber. Przy pomocy tego serwisu można zamawiać przejazdy, ale już nie w tradycyjnych korporacjach, ale u innych użytkowników, którzy zgłoszą gotowość do przewozu osób. Kierowcy taksówek boją się, że Uber usunie ich w cień, ponieważ to ich ceny okażą się za wysokie wobec tego nowego modelu korzystania z jazdy samochodem.
W Londynie prostest ma się zacząć o 15 polskiego czasu. Czarne taksówki, które od lat są symbolem brytyjskiej stolicy (i w rzeczywistości nie wszystkie już są czarne, można trafić na takie oklejone kolorowymi reklamami) mają blokować Trafalgar Square. Szefowie londyńskiej centrali transportu miejskiego ostrzegają kierowców i radzą omijać centrum miasta. Na zdenerwowanych taksówkarzy nie ma w końcu rady.
W proteście ma wziąć udział 12 tys. kierowców, którzy boją się, że stracą pracę z powodu 3 tys. użytkowników zarejestrowanych jako chętni do przewożenia innych osób w aplikacji Uber. Serwis działa już w ponad 100 miastach w 37 krajach i w większości z nich wywołuje podobne reakcje, gdy się pojawia. Uber jest zgodnie z nazwą czymś naprawdę bardziej zaawansowanym technologicznie, ma wsparcie od gigantów jak Google i Goldman Sachs, po niedawnej, największej w historii startupóww rundzie dofinansowania jego wycena także bije rekord pod względem wartości osiąganych przez nowe firmy w branży IT. Uber jest wyceniany na ponad 17 mld dolarów. Na drugim miejscu jest Airbnb, serwis działający w podobnym duchu, ekonomii współdzielenia, który oferuje noclegi podróżnym noclegi nie dysponując żadną bazą hotelową. Przy jego pomocy można zarezerwować sobie miejsce w prywatnym domu.
Czy można zatrzymać postęp?
Hotelarze jednak nie protestują na te nowe wynalazki w postaci technologicznych rozwiązań, które mogą zmienić przyzwyczajenia ich klientów. Uber jest jednak straszniejszy dla branży taksówkowej, ponieważ łatwiej jest zgodzić się na chwilowy autostop u kogoś i zapłacić o wiele niższą stawkę niż w normalnej taksówce. Londyńscy kierowcy sprzeciwiają się nowej koncepcji posiadania taksówkowego licznika w smartfonie i obliczanie na takiej wątpliwej podstawie kosztu przejazdu.
Prostestować mają też Włosi i Hiszpanie. Francuscy taksówkarze planują odciąć dostęp do lotniska Orly pod Paryżem od strony południowej, a także blokować autostradę pomiędzy stolicą a kolejnym lotniskiem, tym razem de Gaulle'a. Do kompletu strajkować będą tamtejsi kolejarze, ale przynajmniej powód jest inny. Pasażerom nie poprawi to pewnie środowego nastroju. We Francji zdarzały się już przypadki, że kierowcom zrzeszonym w Uberze wybijano szyby i przecinano opony. Najważniejsze są jednak wytyczne ze strony prawa. We Francji wprowadzono wymóg czekania co najmniej 15 minut pomiędzy złożeniem zamówienia w aplikacji, a podjechaniem po pasażera. W Berlinie działalność Ubera zablokowano, ale nowe zasady nie weszły jeszcze w życie.
Uber wchodzi do Europy i jak na razie wywołuje strach. Wiadomo, że postępu technologicznego nie da się zatrzymać, a pojawienie się konkurencji nowego rodzaju może wpłynąć korzystnie na odświeżenie zastałych realiów. Może strach przed Uberem okaże się zwyczajnie strachem przed nieznanym.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA