fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Putin nie wraca do ZSRR

Prof. Andriej Zubow, rosyjski historyk i religioznawca. Zasłynął ostatnio krytyką polityki Kremla wobec Krymu. Porównał politykę rosyjską do niemieckiej prowadzonej przez Hitlera w 1938 r. Z tego powodu zakazano mu wykładania w prestiżowej uczelni dyplomatycznej MGIMO.
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Dzisiejsza Rosja swym nacjonalizmem i strukturą społeczną najbardziej przypomina faszystowskie Włochy.
Rz: Dlaczego został pan zwolniony z elitarnego Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (MGIMO)?
Prof. Andriej Zubow, rosyjski historyk ?i religioznawca: Formalnie na podstawie paragrafu kodeksu pracy mówiącego o „niemoralnym postępowaniu pracownika naukowego". Zazwyczaj jest stosowany, gdy naukowiec przychodzi pijany na zajęcia czy dobiera się do studentek albo jeszcze gorzej – do studentów. Mój „niemoralny występek" to był artykuł w gazecie „Wiedomosti". W nim – według władz uczelni – pozwoliłem sobie na „bezpodstawną, ogólną krytykę rosyjskiego rządu i rosyjskiej polityki zagranicznej" w stosunku do Ukrainy. Porównałem w nim dzisiejszą sytuację Rosji z polityką Hitlera w 1938 r. Trzy dni później dowiedziałem się, że rektor kazał mi się zwolnić na własną prośbę albo wyrzuci mnie dyscyplinarnie. Nie zgodziłem się i poinformowałem media. Zaczął się skandal, bo ?– dzięki Bogu – nie żyjemy w kraju totalitarnym. Media zachowują swobodę, a studenci oświadczyli, że szykują się do strajku w mojej obronie.
Studenci MGIMO, czyli dzieci najbogatszych i najbardziej wpływowych obywateli Rosji.
Nie tylko. Znaczna część studentów dostaje się z różnych konkursów, dzieci biednych, ale wykształconych i kulturalnych rodziców: z prowincji, nauczycieli, drobnych urzędników; utalentowane, najlepsza część naszych studentów. A dzieci tych najbogatszych są leniwe, szczególnie chłopcy.
Jak to zwykle, zaczęto rozklejać wezwania do strajku w toaletach. Tam utrzymujący porządek ich nie zrywają, do żeńskich w ogóle nie wchodzą, a wiele osób czyta, bo tam palą papierosy (mimo zakazu). Wystarczyło pół dnia takich działań, by władze uczelni zamiast mnie zwalniać, ukarały tylko naganą.
Jednak 24 marca zostałem zwolniony. Kilka dni wcześniej w Dumie były przesłuchania na temat Ukrainy i występował szef MSZ Siergiej Ławrow. Część deputowanych, w tym Władimir Żyrinowski, zaczęli krzyczeć do niego: „Kiedy wreszcie przepędzi pan takich, jak Zubow, którzy znieważają Rosję!".
No i uczelnia się ugięła.
Tak, ale zaczął się kolejny etap. Prezydencka Rada ds. Praw Człowieka poprosiła w MGIMO o dokumenty sprawy. Po ich zbadaniu oficjalnie oświadczyła, że zwolnienie narusza pięć artykułów konstytucji i mnóstwo paragrafów w naszych ustawach oraz europejskiej konwencji praw człowieka. A jednocześnie zajęła się tym Ełła Pamfiłowa, rosyjski ombudsman, jasno stwierdzając, że skieruje sprawę do sądu. Zgłosiła się do mnie grupa najlepszych rosyjskich adwokatów gotowych bezpłatnie prowadzić moją sprawę. W tej sytuacji uczelnia anulowała moje zwolnienie. Tyle że zakazano mi prowadzenia wykładów.
Przez miesiąc opinia publiczna i znaczna część centralnego aparatu państwowego zajmowała się panem z powodu jednego artykułu.
Szczerze mówiąc, to był jedyny taki artykuł w Rosji. Za to były przypadki, można rzec, w drugą stronę. Podczas rozmów kwalifikacyjnych przy przyjmowaniu do pracy młodych pracowników naukowych pytano o ich stosunek do rosyjskiej polityki wobec Krymu (i Ukrainy). Kilku nie przyjęto z powodu negatywnego stosunku do niej.
Ale rosyjska opinia publiczna jest przeciw panu. Prezydent cieszy się 70-procentowym poparciem.
Niezależnie od opinii publicznej mam obowiązki jako obywatel i uczony.
Pan sam skończył MGIMO w 1973 r., wtedy to była gwarancja błyskotliwej kariery. A tymczasem...
No tak, w dodatku moja rodzina należała do sowieckiej nomenklatury. Ojciec był kontradmirałem, członkiem kolegium Ministerstwa Budownictwa Okrętowego. Ale jeszcze na studiach doszedłem do wniosku, że komunizm to przestępczy reżim i niszczy przede wszystkim samą Rosję. Na studiach nie ukrywałem poglądów. Chroniło mnie to, że w ZSRR było prawo zakazujące KGB prześladowania dzieci nomenklatury bez wiedzy i zgody rodziców (z wyjątkiem ciężkich przestępstw). Tylko dlatego zostałem w MGIMO i w ogóle na wolności. Śledczy KGB wielokrotnie przychodzili do ojca i prosili o zgodę na przesłuchanie mnie. Ojciec nigdy się nie zgodził. Odpowiadał: „Sam z nim porozmawiam" i nigdy tego nie robił. Za to powtarzał mi: „Andriej, ze wszystkiego na świecie najbardziej unikaj KGB. Nigdy nie nawiązuj z nimi żadnych kontaktów!". Chociaż był wojskowym. Tak zostałem wychowany: komunizm to straszliwe nieszczęście Rosji.
Po studiach wybrałem pracę w instytucie orientalistyki, gdzie mógłbym cicho sobie pracować, nie zajmując się sprawami współczesności. Ale sam w końcu postanowiłem napisać pracę doktorską o parlamentaryzmie w krajach Wschodu. Przeczuwałem, chciałem wierzyć, że przyszłością Rosji jest demokracja, i dlatego należy popatrzeć, jak adaptowany jest taki system w krajach niedemokratycznych. Badałem Japonię, Tajlandię, Tajwan, Indie, Turcję, Filipiny. W jaki sposób ludzie innych, nieeuropejskich tradycji (buddyjskiej, konfucjańskiej, islamskiej) przyjmują zasady demokracji parlamentarnej.
A jakie nauki z tego płyną dla Rosji ?
Różne cywilizacje, kultury mogą przyjmować i wykorzystywać z pożytkiem dla siebie zasady demokracji. Nie niszczą one oryginalnych kultur, wręcz przeciwnie – modernizują je. Japonia nie przestała być Japonią czy Indie – Indiami. Każdy kraj adaptuje te zasady na swój sposób, ale w każdym odgrywają pozytywną rolę. Trochę jestem dumny, udowodniłem to bowiem naukowo. Ale książkę mogłem wydać dopiero gdy upadł ZSRR.
Tyle że teraz Rosja nie przypomina demokracji. W umysłach swoich obywateli to „oblężona twierdza", otoczona zewsząd wrogami.
Obecny reżim składa się z generałów i oficerów KGB. Ich sposób pojmowania świata polega na tym, że szukają w nim wrogów – nawet pracownicy służb specjalnych w krajach demokratycznych funkcjonują tak samo. Ale to, co dobre dla służb specjalnych, jest niewłaściwe dla zarządzania państwem. Politycy powinni szukać sojuszników – to kompletnie inna logika działania.
Z kolei kompleks „wszędzie dookoła wrogowie" jest charakterystyczny dla ZSRR, przedrewolucyjna Rosja go nie znała. „Oblężona twierdza" to kominternowski wymysł. Tradycję Kominternu kontynuowano w czasie zimnej wojny. A teraz ten idiotyzm jest narzucany naszym obywatelom.
Prezydenci Jelcyn czy Gorbaczow – byli członkowie sowieckiej elity, ale nie KGB, lecz partyjnej – nie mieli takich psychologicznych problemów. Taka wizja jest narzucona właśnie przez Putina i jego otoczenie. Oni sami nie rozumieją, że swoje zawodowe nawyki przerabiają na politykę państwową. Narzucają to narodowi, który ze swej strony przywykł podobnie myśleć. Antyamerykanizm to zwyczajowa sowiecka forma postrzegania świata. Kreml rewitalizuje tę starą formę.
A czym obecna Rosja się różni od ZSRR?
Wiele osób mówi, że idziemy z powrotem do ZSRR. To nieprawda! Cechami charakterystycznymi Związku było uspołecznienie własności (brak prywatnej), walka z religią (czyli z każdym niekomunistycznym światopoglądem), idea wyrażająca się hasłem „Proletariusze wszystkich krajów– łączcie się" i oficjalna nauka o „stopniowym obumieraniu państwa". Nic z tego nie zostało w ideologii współczesnej Rosji. Nie ma monopolu własności państwowej. Nikt nie walczy z religią, wręcz przeciwnie – cały czas próbuje się uczynić ją jedną z podpór systemu władzy. Przy czym nie tylko prawosławie, ale i islam czy buddyzm. Katolicyzm nie zalicza się do „tradycyjnie rosyjskich" religii. Ale gdyby – nie daj Boże – powiedzmy Litwa była w granicach obecnej Rosji, to bez wątpienia i on zostałby wprzęgnięty do służby. Chodzi po prostu o uczynienie religii częścią ideologii państwowej. Dlatego zawarto ścisły sojusz z Cerkwią. Państwo też nie obumiera, a wręcz przeciwnie, obowiązkiem stało się jego wzmacnianie. Państwo jest teraz ważniejsze od człowieka. To są właśnie różnice.
A zamiast jednoczenia proletariuszy mamy łączenie Rosjan.
Żadnych klasowych, internacjonalistycznych wezwań, a właśnie narodowe. Nacjonalizm staje się ideologią i dominuje: jednoczenie ziem, narodu. Widać tendencję do budowy totalitarnego państwa, ale niekomunistycznego. Nie można tego porównać do hitlerowskich Niemiec, dzięki Bogu brakuje elementu rasowego w ideologii. To po prostu faszystowskie Włochy. Nacjonalistyczne i korporacyjne państwo.
Dziesięć lat temu pisał pan ?o „alternatywnej ideologii rosyjskiego nacjonalizmu opracowywanej w KGB ?w latach 70. i 80.".
W drugiej połowie lat 70. najbardziej przewidujący politycy sowieckiego reżimu stwierdzili, że ideologia sowiecka jest już martwa, a ludzie w nią nie wierzą. Wtedy właśnie, w głębi KGB zaczęto opracowywać pewien zbiór idei dotyczących przekształcenia państwa ?z komunistycznego w nacjonalistyczne. Nie wiem, czy KGB proponowało przywrócenie własności prywatnej. Ale rosyjski nacjonalizm na pewno miał się stać główną ideologią. Agresją na Ukrainę Putin i jego administracja próbują odrodzić ten nacjonalistyczny projekt. Nie zapominajmy, że Putin wyrósł w andropowskim KGB. Bez wątpienia zna te wszystkie projekty, właśnie szef KGB Jurij Andropow był ich głównym ideologiem. Możliwe, że teraz próbują wprowadzić je w życie, powiedzmy, w nowej redakcji.
Jeśli jednak jest taki projekt i jeśli realizuje go Putin, to nie może się wycofać z Ukrainy.
Jeśli to zrobi, to straci samego siebie – w każdym sensie tego wyrażenia. Rosja to nie tylko Putin. Myślę, że wielu ludziom w rządzącej elicie ten odgrzewany projekt nacjonalistyczny nie jest do niczego potrzebny. W ciągu ostatniego ćwierć wieku ci ludzie nic innego nie robili, tylko tworzyli sobie warunki wygodnego życia na Zachodzie. Zupełnie nie są zainteresowani porzuceniem go i ograniczeniem się Rosją, może jeszcze Chinami i Koreą Północną. Mieliby pogrzebać 30 lat swego życia i znów jeździć na wakacje na Krym? By uczynić ten projekt popularnym, Putin musiałby wprowadzić represje przeciw rządzącej elicie, porównywalne z tymi, jakie stosował Stalin od czasu procesu „ośrodka trockistowskiego" po wielki terror. Na to nie pójdzie, ale nie ma też odpowiednich instytucji. Raczej więc elita wykończy Putina. Nie wiem, kiedy to się stanie, ale chyba dość szybko.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA