fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Niech żyje obrona

Frank Lampard (w środku)skończył mecz z żółtą kartką i nie zagra w rewanżu
AFP
Bezbramkowy remis w Madrycie. Atletico chciało grać, Chelsea mądrze się broniła. Rewanż 30 kwietnia w Londynie.
Kiedy spotykają się dwie drużyny tracące najmniej goli w swoich ligach, trzeba się spodziewać, że mecz będzie wyglądał tak jak ten wczorajszy na stadionie Vicente Calderon. Ale niedosyt pozostał.
Atletico, choć wciąż jest jedynym niepokonanym zespołem w tym sezonie Ligi Mistrzów, może się czuć rozczarowane. Próbowało, oddało 26 strzałów, w tym dziesięć celnych, ale szczelnego muru gości przebić nie było w stanie. Chelsea przyjechała, by się bronić, i plan Jose Mourinho zrealizowała perfekcyjnie. Bez ofiar się jednak nie obyło.
Już w 18. minucie z boiska zejść musiał Petr Cech. Bramkarz, który dopiero co wygrał walkę z chorobą, ucierpiał w zamieszaniu przy rzucie rożnym. Zmienił go 41-letni Australijczyk Mark Schwarzer, stając się najstarszym zawodnikiem w historii fazy pucharowej LM. Zagrał solidnie, obronił m.in. groźne strzały Mario Suareza zza pola karnego i Gabiego z rzutu wolnego.
Do porównań Cecha z Thibautem Courtoisem, wypożyczonym do Atletico z Londynu, okazji więc nie było. Młody Belg wiele pracy nie miał (mimo zapisu w umowie między klubami UEFA zezwoliła na jego występ), Chelsea zainteresowana grą w piłkę za bardzo nie była. Ale gdy brakuje najlepszych strzelców, trzeba wymyślić plan zastępczy.
Eden Hazard nie doszedł jeszcze do zdrowia po kontuzji, której doznał w rewanżu 1/4 finału z Paris Saint-Germain, i w Madrycie  nie usiadł nawet na ławce. Samuel Eto'o urazu doznał na poniedziałkowym treningu. Mourinho nie miał wyjścia, w ataku wystawił krytykowanego przy każdej możliwej okazji Fernando Torresa.
Dla Hiszpana była to podróż sentymentalna, pierwsza wizyta na Vicente Calderon w roli piłkarza drużyny przeciwnej, odkąd w 2007 roku przeprowadził się do Anglii. W Atletico był kiedyś gwiazdą, już jako 19-latek został jego kapitanem, do dziś witany jest tu jak król i nie jest tajemnicą, że chciałby tu wrócić.
– W naszych rozmowach Fernando nigdy nie ukrywał, że cały czas nosi w sercu Atletico. Ale jest profesjonalistą i nie mam wątpliwości, że da z siebie wszystko – mówił przed spotkaniem Mourinho. Torres robił, co mógł, pracował dla zespołu, wywalczył dwa rzuty wolne.
– Zwykle to Atletico doprowadza rywali do frustracji, a dzisiaj udało się to nam. Nie jest prawdą, że nie zależało mi na zwycięstwie. Chciałem wygrać, i to nawet 5:0, ale najważniejsze, że nie straciliśmy gola – zaznaczył Mourinho. Być może na rewanż do składu londyńczyków wrócą już Hazard i Eto'o, na pewno zabraknie Johna Obiego Mikela i Franka Lamparda (kartki) oraz Cecha i poturbowanego w drugiej połowie Johna Terry'ego.
– To był klasyczny półfinał. Mało widowiskowy, twardy, na boisku nie brakowało walki, ostrych spięć. Za tydzień nikt nie będzie jednak o tym pamiętał, jeśli awansujemy. Rywale są bliżej finału, ale my wciąż jesteśmy w grze – przyznał prowadzący Atletico Diego Simeone, a gwiazdor jego drużyny Diego Costa dodał:  – 0:0 to nie jest zły wynik.
Brazylijczyk latem ma się przenieść do Londynu. Czy przyjedzie jako kat Chelsea?
Atletico - Chelsea 0:0
Żółte kartki: Gabi, J. Miranda (Atletico); F. Lampard, J. Obi Mikel, ?D. Ba (Chelsea). Sędziował Jonas Eriksson (Szwecja). Widzów 52 560.
Atletico: Thibaut Courtois - Juanfran, Joao Miranda, Diego Godin, Filipe Luis - Mario Suarez (79, Jose Sosa), Gabi - Koke, Raul Garcia (86, David Villa), Diego (60, Arda Turan) - Diego Costa.
Chelsea: Petr Cech (18, Mark Schwarzer) - Cesar Azpilicueta, John Terry (73, Andre Schuerrle), Gary Cahill, Ashley Cole - John Obi Mikel, David Luiz, Frank Lampard - Ramires, Fernando Torres, Willian ?(90+4, Demba Ba).
 
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA