fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Lista wrogów znowu działa

Internet
Witryna Redwatch ponownie zamieszcza zdjęcia „zdrajców rasy". Prokuratura przyznaje, że ma związane ręce.
„Pamiętaj miejsca, twarze zdrajców rasy, oni wszyscy zapłacą za swoje zbrodnie" – głosi motto na stronie internetowej Redwatch. By przekonać się, kogo autorzy zaliczają w poczet zdrajców, wystarczy wybrać z listy określone województwo. Znajdują się tam m.in. nazwiska i zdjęcia polityków, działaczy społecznych i przedstawicieli lewicowych subkultur. Często uzupełnione są o adresy zamieszkania i numery telefonów.
Witryna od kilkunastu miesięcy nie była aktualizowana. Ale na przełomie roku zaczęły się na niej pojawiać nowe nazwiska. Rzecznik warszawskiej Prokuratury Okręgowej Przemysław Nowak mówi, że śledczy mają „związane ręce", bo serwer, na których umieszczona jest strona, znajduje się w USA. – Bez pomocy tego państwa nie jesteśmy w stanie ustalić danych osoby zajmującej się witryną – przyznaje.
Nowe wpisy na stronie Redwatch łatwo wyśledzić, bo umieszczony jest w niej dział „aktualności". Wynika z niego, że jako ostatnie pojawiło się nazwisko i zdjęcie 23-letniego lewicowca  z Gdańska.
Wcześniej na Redwatch trafił działacz na rzecz mniejszości seksualnych z Będzina, który zasłynął tym, że w 2012 roku stracił pracę, bo pojawił się na krakowskim Marszu Równości. Znalazły się tam też zdjęcia śląskiego działacza organizacji pozarządowych, m.in. na rzecz Tybetu i praw zwierząt. Zamieszczono adres fundacji, w której działa, oraz imiona żony i dwójki dzieci.
Na stronie jest anglojęzyczna informacja, że jej twórcy nie akceptują i nie popierają „jakiegokolwiek rodzaju przestępczości, przemocy lub innych działań niezgodnych z prawem".
Jednak stronę prowadzi neonazistowska organizacja Krew i Honor, która w internecie głosi: „jeżeli my nie zniszczymy wroga, to on zniszczy nas".
– Treści tam zawarte są wybitnie nienawistne i przekraczają granice prawa karnego – mówi „Rz" dr Adam Bodnar, wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – To publiczna lista wrogów. Nie dziwmy się później, że te osoby mogą stać się celem ataków – dodaje.
Witryna działa od ośmiu lat, a do takiego ataku doszło już w przeszłości. W  maju 2006 roku na warszawskim Powiślu dwóch napastników pchnęło nożem Maciej D., znanego w środowisku antyfaszystów jako „Chirurg". Zamknięcia witryny zaczęli się domagać politycy, a jeszcze w maju 2006 roku twórców Redwatch zatrzymała wrocławska policja.  Pięć lat później trzech z nich prawomocnie skazał sąd. Nie poszli do więzienia, bo pobyt w areszcie zaliczono im na poczet kary.
Witryny nie udało się jednak zlikwidować. W maju zamknięto ją co prawda przy współpracy polskiej policji i amerykańskiego FBI, jednak kilka dni później uruchomiono ją na innym z serwerów w USA.  Obecny znajduje się w Teksasie.
Po raz ostatni polskie organy ścigania próbowały zamknąć Redwatch pod koniec 2011 roku. Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła postępowanie, gdy na liście „zdrajców rasy" zamieszczono nowo wybranych posłów, ?m.in. Roberta Biedronia i Annę Grodzką z Twojego Ruchu oraz czarnoskórego Killiona Munyamę z PO.
– Postępowanie umorzono z powodu niewykrycia sprawców. USA odmówiły wykonania wniosków o pomoc prawną, powołując się na gwarantującą wolność słowa pierwszą poprawkę do konstytucji – relacjonuje prokurator Przemysław Nowak.
Robert Biedroń posądza jednak organy ścigania o brak determinacji. – Stronę internetową można zablokować również w USA, jeśli dowiedziemy, że nawołuje ona do nienawiści  Jej cel jest jasny: zastraszyć osoby takie jak ja – tłumaczy.
Odkąd dane „zdrajców rasy" zaczęła publikować Redwatch, po podobne środki sięgnęła skrajna lewica. Na początku 2012 roku listę domniemanych „neonazistów" opublikowali w internecie antyfaszyści.
Przed dwoma miesiącami umieścili tam z  kolei dane sympatyków Młodzieży Wszechpolskiej. W odróżnieniu od Redwatch nie opublikowali jednak ich zdjęć, a nazwiska skrócili do jednej litery.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA