Służby mundurowe

Nowa funkcja generała

Zdaniem byłego wiceministra obrony Romualda Szeremietiewa gen. Franciszek Puchała uważa się za wojskowego profesjonalistę, który jedynie wykonywał polecenia i rozkazy
Forum, Krzysztof Żuczkowski Krzysztof Żuczkowski
Planista stanu wojennego stanął na czele największej w Polsce organizacji reprezentującej byłych wojskowych.
– Ta nominacja to kolejny dowód na to, jak powoli następuje proces zmian w armii, którą odziedziczyliśmy po 45 latach komunistycznej dyktatury – mówi historyk prof. Antoni Dudek. W ten sposób komentuje objęcie funkcji prezesa Związku Żołnierzy Wojska Polskiego przez gen. Franciszka Puchałę jeden z autorów planów stanu wojennego w 1981 roku.

Kandydatura przeszła jednomyślnie

ZŻWP to największa w kraju organizacja skupiająca byłych żołnierzy zawodowych i rezerwistów, a bycie jej przewodniczącym oznacza łatwy dostęp do MON. Szef resortu Tomasz Siemoniak przyjął prezesa kilkanaście dni temu, by porozmawiać o zmianach w prawie dotyczącym weteranów. Do spotkania doszło 13 grudnia, w 32. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Według danych z 2012 roku ZŻWP liczy około 15 tysięcy członków. Związek nie tylko jest największy wśród organizacji skupiających emerytowanych żołnierzy, ale należy też do najstarszych. Powstał w kwietniu 1981 roku.
Gen. Puchała prezesem został pod koniec września i zastąpił gen. Adama Rębacza, byłego dowódcę Warszawskiego i Śląskiego Okręgu Wojskowego. – Nowego prezesa wybrali delegaci na zjazd krajowy. Głosowanie było tajne, a jego kandydatura przeszła jednomyślnie. W naszych środowisku nie wzbudziła żadnych kontrowersji – mówi rzecznik prasowy związku, płk Miłosz Biały. Zdaniem byłego wiceministra obrony prof. Romualda Szeremietiewa tę kandydaturę można uznać za kontrowersyjną. – Gen. Puchała pracował nad operacyjnym planem stanu wojennego, który był uderzeniem w „Solidarność" i aspiracje niepodległościowe narodu polskiego – przypomina. Puchała był jednym z głównych planistów operacji obok płk. Ryszarda Kuklińskiego. Po ucieczce tego ostatniego na Zachód zeznawał w jego procesie, zakończonym niewykonanym wyrokiem śmierci. W tym okresie należał też do najbliższych współpracowników gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Dobre relacje łączą ich do dziś. W lipcu wystąpił w panelu z okazji 90. urodzin byłego prezydenta.

Gdzie profesjonalizm, gdzie etos

Kontrowersje mogą też budzić inne elementy biografii niespełna 73-letniego obecnie Puchały. Karierę zaczynał w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego, otoczonym złą sławą z powodu zwalczania podziemia niepodległościowego. Studia w zakresie wojskowości skończył w Moskwie, a w 1983 roku stanął na czele Zarządu Operacyjnego Sztabu Generalnego WP, który z dowództwem Układu Warszawskiego planował ofensywę na Zachód. Plan zakładał, że w reakcji na atak NATO przeprowadzi uderzenie atomowe na terytorium Polski. – Znam gen. Puchałę i wiem, że uważa się za wojskowego profesjonalistę, który jedynie wykonywał polecenia i rozkazy. Kiedyś spytałem go nawet, jak ten profesjonalizm godzi z etosem służby żołnierza – mówi prof. Szeremietiew. – Taka postawa jest w ogóle charakterystyczna dla oficerów, którzy karierę zaczynali w PRL. Jednego dnia wojsko ludowe przeistoczyło się w Siły Zbrojne RP, jednak w ślad za tym nie poszła przemiana mentalna – podkreśla. Do nowej rzeczywistości dopasował się Puchała. Na początku lat 90. był zastępcą szefa Sztabu Generalnego WP, a zawodową służbę zakończył w 2001 roku. Objęcie funkcji prezesa ZŻWP oznacza jednak, że jego głos znowu staje się słyszalny w środowisku. W połowie października obok ministra obrony Tomasza Siemoniaka i szefa BBN Stanisława Kozieja wystąpił na konferencji naukowej „95 lat Sztabu Generalnego WP", a kilka dni później przemawiał w Sejmie podczas organizowanego przez Sojusz Lewicy Demokratycznej spotkania z weteranami w rocznicę bitwy pod Lenino. Na początku grudnia znów pojawił się w parlamencie na zaproszenie wicemarszałka Jerzego Wenderlicha z SLD, jednak największe kontrowersje może budzić spotkanie gen. Puchały z ministrem Tomaszem Siemoniakiem. – Data spotkania z przedstawicielami grupy stowarzyszeń i organizacji wypadła zupełnie przypadkowo na dzień 13 grudnia. Konieczność zmiany wcześniej ustalonej daty spotkania miała związek z bardzo napiętym harmonogramem ministra oraz koniecznością dopasowania terminu do możliwości wszystkich uczestników – tłumaczy rzecznik MON Jacek Sońta i dodaje, że oprócz gen. Puchały uczestniczyli w nim przedstawiciele innych organizacji kombatanckich. – Minister Siemoniak powinien być czujniejszy w takich sprawach – komentuje jednak prof. Antoni Dudek. Dodaje, że wybór gen. Puchały na szefa ZŻWP go nie dziwi. – W armii przez 45 lat obowiązywały rygorystyczne reguły selekcji i ostali się tam ludzie o określonych poglądach. Poza tym dla większości emerytowanych wojskowych udział w stanie wojennym jest powodem do chluby. W roli komisarzy trafili do różnych instytucji i nagle wiele zaczęło od nich zależeć – mówi prof. Dudek.

Za dużo o historii?

Wyboru nowego szefa związku broni poseł SLD, prof. Tadeusz Iwiński, który współorganizował w październiku w Sejmie spotkanie z udziałem Puchały. – W Polsce nadmierną uwagę zwraca się na historię, podczas gdy powinny się liczyć kompetencje. Poza tym w PRL wojsko cieszyło się dużym zaufaniem społecznym i brało udział w licznych misjach pokojowych – podkreśla. O wątpliwości wokół wyboru na prezesa ZŻWP chcieliśmy spytać samego gen. Puchałę. Od rzecznika związku dowiedzieliśmy się jednak, że spotkanie będzie możliwe dopiero po Nowym Roku. masz pytanie, wyślij e-mail do autora w.ferfecki@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL