fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Chodorkowski kończy grę

Nie żywię nienawiści wobec Władimira Putina – zapewnił w niedzielę w Berlinie Chodorkowski
AFP
Jędrzej Bielecki
Nie zaangażuje się ani w politykę, ani w odzyskanie Jukosu. Odradza bojkot Soczi i nie wspiera Majdanu. Michaił Chodorkowski nie chce prowokować Kremla.
Pierwsza konferencja prasowa tego, który jest uważany za moralnego przywódcę opozycji wobec Władimira Putina, odbyła się w symbolicznym miejscu: Check Point Charlie, do 1989 r. najsłynniejszym przejściu między radziecką i amerykańską strefą okupacyjną Berlina.
Jednak Chodorkowski konsekwentnie unikał jakichkolwiek deklaracji, które mogłyby nawiązywać do zimnowojennej retoryki i zostać źle odebrane przez Kreml.
– Nie żywię do prezydenta Putina nienawiści czy chęci zemsty. Jeszcze kiedy zajmowałem się dużym biznesem, byłem świadom, że to jest ostra gra, być może bardziej w stosunku do mnie niż innych. Ale przez ten cały czas nigdy nie odbiło się to na sposobie, w jaki władza traktowała moją rodzinę. Dlatego nie odbierałem tego wszystkiego emocjonalnie, ale pragmatycznie – zapewnił Chodorkowski.

Nie psuć święta sportu

Wielu ekspertów uważa, że Putin zdecydował się na niespodziewane uwolnienie byłego oligarchy, aby powstrzymać narastającą falę bojkotu olimpiady zimowej w Soczi, która ma być ukoronowaniem rządów rosyjskiego prezydenta. W Berlinie Chodorkowski co prawda powiedział, że igrzyska nie powinny się przekształcić w „wielką imprezę ku czci Putina", ale jednocześnie odradził jej bojkot, bo to „zepsułoby wielkie święto sportu". Pytany o wsparcie dla protestującej na Majdanie opozycji oświadczył, że za mało wie o sytuacji na Ukrainie, aby się wypowiadać w tej sprawie, choć zapewnił, że „z całego serca opowiada się za uwolnieniem Julii Tymoszenko" i ma nadzieję, że „prezydent Janukowycz weźmie w tej sprawie przykład z prezydenta Putina, z którym ma ostatnio wyjątkowo dużo kontaktów".
Chodorkowski zapewnił, że „nie interesuje go walka o władzę w Rosji" i nie będzie radził zachodnim przywódcom, jaką strategię przyjąć wobec Kremla poza tym, aby „pamiętali, że w Rosji wciąż jest osadzonych wielu więźniów politycznych". Oświadczył też, że nie będzie sponsorował opozycji, jak to robił przed uwięzieniem dziesięć lat temu.
Chodorkowski pytany o to, czy warunkiem jego uwolnienia była przymusowa emigracja z Rosji, zapewniał, że nie miał pojęcia, iż ostatecznie trafi do Niemiec.
– Zostałem obudzony przez naczelnika kolonii karnej o drugiej nad ranem i powiedziano mi, że jadę do domu. Dopiero w drodze okazało się, że naszym celem jest Berlin – oświadczył.
Przyznał jednak, że dopóki rosyjski Sąd Najwyższy nie uzna, że wysunięte wobec niego oskarżenia były niesłuszne, kiedy będzie wracał do Rosji, nie będzie miał gwarancji, że będzie mógł z niej ponownie wyjechać za granicę.
Chodorkowski jest jednak przekonany, że został uwolniony na warunkach, które stawiał od dawna. Jego zdaniem Putin proponował mu już pięć lat temu wolność, ale pod warunkiem, że przyzna się do winy.
– Tego nie mogłem zrobić, bo wówczas przeszedłbym na stronę tych, którzy uważają, że 100 tys. pracowników Jukosu jednocześnie kradło ropę, nie płaciło podatków, zgarnęło całe pieniądze. – powiedział.

Wszystko było w rękach Putina

Zdaniem Chodorkowskiego podanie o łaskę bez przyznawania się do winy ma już inny wymiar.
– To tylko kwestia formalna, bo od początku było wiadomo, że decyzję w tej sprawie osobiście podejmie prezydent Putin – podkreślił.
Choć Chodorkowski jest na wolności dopiero od 36 godzin, plany na przyszłość ma już dość sprecyzowane. Zapowiedział, że nie tylko nie będzie walczył o odzyskanie zabranych przez Kreml udziałów w Jukosie, ale też w ogóle nie chce się więcej zajmować biznesem.
– Moja sytuacja finansowa nie zmusza mnie do zarabiania na życie. W biznesie osiągnąłem wszystko: kierowałem dość skutecznie drugim największym przedsiębiorstwem w Rosji. Nie chcę już do tego wracać – zapewnił.
Po aresztowaniu Chodorkowskiego w 2003 r. Jukos został rozczłonkowany. Jego najbardziej intratną część przejął państwowy Rosnieft, odtąd największy koncern petrochemiczny świata, którym kieruje bliski Putinowi Igor Seczin.
Na dzisiejszej konferencji prasowej Chodorkowski osobiście dziękował Angeli Merkel za pomoc w uwolnieniu. Deklaracja oznacza jednak, że kanclerz ma swoisty dług wdzięczności wobec Moskwy i trudno jej będzie nadal prowadzić równie asertywną politykę wobec Kremla jak do tej pory. Co więcej, dzisiaj można było odnieść wrażenie, że Putinowi udało się złamać swojego najgroźniejszego oponenta politycznego.
– Po Syrii, Ukrainie i Snowdenie Putin mistrzowsko rozegrał kolejny w tym roku kryzys międzynarodowy. Pokazał, że znakomicie potrafi grać bardzo słabymi kartami. Ale słabość tych kart prędzej czy później wyjdzie na jaw – ostrzega w rozmowie z „Rz" Dominique Moisi, założyciel Francuskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych IFRI.
Także dla Johna Lougha, eksperta londyńskiego Chatham House, na stwierdzenie, że Chodorkowski został złamany, jest za wcześnie.
– Nikt w rosyjskiej opozycji nie ma ani takiego autorytetu moralnego, ani takiej inteligencji i doświadczenia politycznego. A to człowiek wyraźnie młodszy od Putina. Może jeszcze daleko zajść – mówi „Rz" Lough.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA