fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Trybuny skręcają w prawo

Stadion Borussii Dortmund to wbrew pozorom wcale nie tylko spokojni kibice
AFP
Niemcy mają świetną ligę, znakomitą reprezentację, ale na stadiony pomimo to wrócili chuligani.
Bundesliga od lat chwali się najwyższą frekwencją w Europie i rodzinną atmosferą na trybunach. Zdarzało się nawet, że kibice przeciwnych drużyn siedzieli obok siebie. Nie zawsze tak było. Od lat 70. aż do początku 90. chuligańskie ekscesy nie należały do rzadkości. Ale potem Bundesliga stała się pięknie opakowanym i coraz lepszym towarem. Niestety, dawne koszmary wracają.
Nie pierwszym, ale spektakularnym sygnałem alarmowym były ostatnie derby Zagłębia Ruhry pomiędzy Schalke 04 a Borussią Dortmund. Kibice tych klubów serdecznie się nie znoszą, ale tak daleko, jak podczas październikowego meczu w Gelsenkirchen, nie posunęli się dawno.
Grupa chuliganów z sektora gości jeszcze przed pierwszym gwizdkiem odpaliła race, rzucała nimi na boisko oraz w kierunku sektorów zajmowanych przez kibiców Schalke, rozbiła też ogrodzenie. Tylko interwencja policji zapobiegła konfrontacji zwaśnionych grup.
Tygodnik Der Spiegel: Chuligani połączyli się z prawicowo nastawionymi ultrasami i zagrażają każdemu, kto jest przeciwny ich ideologii. Stolicą nowego ruchu jest Dortmund.
Nie pomogły nawet interwencje piłkarzy, powszechnie szanowany bramkarz BVB Roman Weidenfeller omal nie oberwał racą, próbując uspokoić sytuację. Niemiecka opinia publiczna była zszokowana, a reakcje zdecydowane.  „Wstydziłem się za naszych kibiców. Wygraliśmy mimo rzucanych rac, a nie dzięki nim" – stwierdził trener Borussii Juergen Klopp. Z kolei dyrektor wykonawczy Hans-Joachim Watzke zapowiedział, że nie będzie żadnej tolerancji  dla takich zachowań.
Problemy na trybunach nie są może niemiecką codziennością, ale stały się na tyle zauważalne, że wzbudziły ogólnonarodową debatę na temat metod walki z patologiami. Już ponad rok temu prowadzone były dyskusje na temat zaostrzenia prawa i zwiększenia kar za wybryki chuligańskie. Niektórzy politycy postulowali likwidację trybun z miejscami stojącymi i wprowadzenie systemu identyfikacji kibiców, powołując się na wzorce z Holandii. Brzmi znajomo.
W Niemczech nie ma jednak zgody, czy na pewno zaostrzenie polityki przyniesie pożądane efekty. „Zjawiska chuligańskie nie są wcale na fali znacząco wznoszącej i w mojej ocenie wiążą się w dużej mierze z coraz ostrzejszą polityką policji i władz ligi – im więcej restrykcji i i ostrzejsza ich egzekucja, tym więcej ludzi zwraca się ku radykalizmowi. To samo obserwujemy zresztą w Polsce, od kiedy został zerwany dialog z kibicami przez ustawodawców i poprzedni zarząd PZPN. Ale w Niemczech ogromna większość widzów nie akceptuje podobnych zachowań, co w Polsce jeszcze nie ma miejsca" – twierdzi Michał Karaś, prowadzący stronę stadiony.net, uznane źródło wiedzy na temat stadionów piłkarskich na świecie.
W Niemczech władze ligi, związku piłkarskiego i klubów współpracują z policją i wymiarem sprawiedliwości. Kilka tygodni temu minister spraw wewnętrznych Dolnej Saksonii Boris Pistorius zaproponował wprowadzenie ścisłej kontroli grup podróżujących na mecze. Kibice powinni mieć imienne karty, a sama podróż musiałaby odbywać się w sposób zorganizowany.
„Nie możemy tolerować przemocy. Sprawcom nie robi różnicy, jak zachowuje się wobec nich policja, ani czy w sąsiedztwie są niewinni ludzie, w tym dzieci. Nie możemy pozwalać, by nasze miasta wyglądały jak strefa działań wojennych, z zamaskowanymi chuliganami, helikopterami na niebie i uzbrojonymi po zęby służbami bezpieczeństwa. Współpraca klubów z kibicami ma oczywiście sens, ale gdy chodzi o brutalną przemoc, żadne kibicowskie projekty nie zdają egzaminu" – uważa Pistorius, który zamierza przekonywać kolegów z innych landów oraz władze ligi i związku do wypróbowania tych rozwiązań, wzorowanych na holenderskich.
Środowisko piłkarskie chciałoby utrzymać wypracowaną w ostatnich latach kulturę kibicowania, która przyciąga na trybuny całe rodziny i przynosi klubom wymierne korzyści. Obawiają się, że samymi represjami mogą spowodować tylko wzrost agresji i poczucie krzywdy znacznej części kibiców. Dlatego przedstawicieli fanów zaproszono do dialogu, kluby starają się poznać potrzeby i zrozumieć zróżnicowanie środowiska kibiców, chcą dotrzeć do nich poprzez edukację i społeczne projekty.
Ma w tym pomóc nauka. W Instytucie Wiedzy o Sporcie w Hanowerze powołano do życia grupę roboczą KoFaS, zajmującą się badaniem kibiców. Obecnie naukowcy realizują trzy projekty na zlecenie klubów piłkarskich i związku. Dla FC Koeln analizują przyczyny i sposoby rozwiązania konfliktów zaistniałych pomiędzy władzami klubu a kibicami. Niemiecki Związek Piłki Nożnej zlecił przygotowanie założeń programu przeciwdziałania przemocy w amatorskim futbolu. Natomiast Borussia Dortmund zamówiła analizę na temat zagrożenia infiltracji grup kibicowskich przez środowiska skrajnej prawicy.
Zainteresowanie władz BVB akurat tą tematyką nie jest przypadkowe. W niemieckich mediach jako główną groźbę dla spokoju na stadionach wskazuje się właśnie połączenie sił chuliganów i środowisk skrajnie prawicowych.
„Der Spiegel" napisał ostatnio jednoznacznie: „Chuligani wrócili na niemieckie stadiony. Połączyli się z prawicowo nastawionymi ultrasami i zagrażają każdemu, kto jest przeciwny ich ideologii. Stolicą nowego ruchu jest Dortmund". Tygodnik szczegółowo opisał grupę GnuHonnters. Istnieje od 30 lat, jednak od lat 90. nie była aktywna na trybunach. Teraz wróciła jako sieć łącząca 17 grup chuligańskich z całych Niemiec, wspierana przez środowiska neonazistowskie. Ostatnio dała o sobie znać podczas incydentów w Akwizgranie, Brunszwiku i Duisburgu.
O tym, jak pewnie neonaziści zaczęli się czuć na stadionach, świadczy niedawny mecz Borussii z VfB Stuttgart. Przed spotkaniem klub z Dortmundu, świadom rosnącego zagrożenia, rozprowadzał wśród kibiców ulotkę potępiającą skrajnie prawicową ideologię i wskazującą listę zakazanych na trybunach symboli.
Tymczasem podczas gry jeden z członków chuligańskiej grupy Northside wszedł na płot i pozdrowił resztę trybun hitlerowskim salutem. Zdjęcie obiegło cały świat. W Duisburgu w październiku grupa skrajnie prawicowych chuliganów brutalnie zaatakowała tych o poglądach lewicowych.
Policja przyznaje, że neonazistowscy chuligani są perfekcyjnie zorganizowani i coraz trudniej do tych środowisk przeniknąć. Dlatego jedynym rozwiązaniem jest izolowanie tych grup i odcięcie im dopływu nowych członków.
Gerd Dembowski, socjolog i badacz kultury kibicowskiej, członek KoFaS, uważa, że nie pomogą wyłącznie zakazy i represje, lecz przede wszystkim praca u podstaw ze strony klubów. „Obecnie 80 procent działań to plakaty i ulotki na temat zakazanej symboliki. Tymczasem kluby powinny intensywnie szkolić swoich pracowników, by potrafili też podejmować działania integrujące środowisko kibiców, kluby muszą realizować jak najwięcej projektów angażujących fanów. Piłka ma ogromny potencjał jednoczący"  - twierdzi Dembowski.
Przed Niemcami dużo pracy, by futbol, który jest świetnym eksportowym  towarem, nie stał się znowu powodem do wstydu. A jak to jest wstydzić się za kibiców, w Polsce wiemy chyba najlepiej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA