fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mieszkaniowe

Jak się sprzedaje mieszkania za granicą

Fotorzepa, Ryszard Waniek Ryszard Waniek
Aneta Gawrońska
Agencje nie potrzebują lokalnych przedstawicielstw. Ludzie ich nie odwiedzają. Mają w nosie, gdzie są zlokalizowane - przekonuje założyciel taniej agencji on line.
eMoove to firma sławna nie tylko z tego, że zrewolucjonizowała brytyjski obrót nieruchomościami. To także nadzieja dla tych, którzy chcą kupić lub sprzedać dom.

To nie tania sztuczka

- Paskudne praktyki, takie jak "podrasowywanie" i "pompowanie" ofert odejdą w przeszłość - mówi założyciel pierwszej taniej agencji nieruchomości on line, który zaczyna skutecznie walczyć z konkurentami z "realu".  Korzystając z cyfrowego biznesu Russella Quirka trzeba zapłacić 395 funtów plus VAT od transakcji, podczas gdy największe i najbardziej prestiżowe agencje pobierają od 1 do 2 proc. od wartości nieruchomości.
Lecz dla pochodzącego z Essex agenta nieruchomości, który miesiąc temu sprzedał dom w Belsize Park parze aktorów, niskie opłaty nie oznaczają niskiej jakości usług. Nie są tanią sztuczką. - To najłatwiejszy zawód na świecie - mówi Russell Quirk. - Profesjonalizm w odbieraniu telefonów nie jest wart 6 tys. funtów marży - ocenia.
Ojciec trojga dzieci dodaje, że oszczędne gospodarowanie informacją o tym, jak wielu jest chętnych do zakupu, aby podnieść cenę nieruchomości lub zawyżanie wartości domów wystawianych na sprzedaż stały się znakami firmowymi całej branży. Jego zdaniem to skutek wygórowanych kosztów transakcyjnych. A te były tak wysokie, że zachęcały agentów do oszczędnego gospodarowania prawdą. Kreowało to obraz dużych chłopców i pogarszało wizerunek całej branży.
- eMoov jest znacząco tańszy od wielkich agencji nieruchomości, a zatem jego pracownicy nie potrzebują oszukiwać, posługiwać się kłamstewkami, nie muszą walczyć - mówi  Russell Quirk, który sam wywodzi się z rodziny agentów nieruchomości o dużych tradycjach.
eMoov wyrósł na gruzach powstałych po załamaniu się rynku domów, podczas którego zbankrutowała również tradycyjna, mająca pięć przedstawicielstw firma Quirka.
- Musiałem sobie przypomnieć lekcję, kiedy obserwowałem porażkę mojego ojca próbującego ratować przedsiębiorstwo dziadka, który miał 900 przedstawicielstw. Kiedy nastąpiła recesja, znalazłem się w pułapce. Jak większość niezależnych agentów nieruchomości żyłem z miesiąca na miesiąc, a pieniądze szły na szybkie samochody i prestiżowe numery rejestracyjne. Kiedy liczba transakcji się zmniejszyła, to nie było już z czego opłacić miesięcznych rachunków, opiewających na 60 tys. funtów. Takie były koszty bieżące i koszty wynajmu lokali - opowiada pośrednik.
Tak więc w 2009 roku Quirk zwolnił jedną trzecią personelu i powrócił do osobistego oglądania i oszacowywania domów. Ostatecznie Quirk skonsolidował swoje dwa ostatnie biura. Jeden ze zwolnionych lokali sprzedał. Przyniosło mu to 25 tys. funtów.
Wszystko to pozwoliło na włączenie światełka w tunelu.

Nowe szanse

Kryzys wyszarpnął dywan spod stóp całej branży nieruchomości w Wielkiej Brytanii, ale też stworzył nowe szanse - wspomina założyciel eMoov. - Uświadomiłem sobie, że agencje nieruchomości nie potrzebują już lokalnych przedstawicielstw. Ludzie nie odwiedzają biur agencji nieruchomości i mają w nosie, gdzie są one zlokalizowane. Rynek stał się bardziej wyrafinowany dzięki wielkim portalom nieruchomościowym, które nawet w czasach kryzysu przyciągały miesięcznie 15 mln odwiedzających.
- W ciągu 24 godzin od decyzji o sprzedaży domu, oferta znajdowała się już na portalu odwiedzanym przez miliony rodzin - mówi Quirk. - Te portale stały się witrynami wystawowymi agencji nieruchomości - dodaje. W czerwcu 2010 roku kwatera główna firmy eMoov znalazła się w salonie domu Quirka w Basildon, podczas gdy rynek był bardzo trudny, a liczba transakcji wciąż niska.
- To było jak jogging z plecakiem pełnym kamieni, a na domiar złego byłem jeszcze za mały - mówi Quirk. I wtedy zaczął surfować w Internecie, korzystając z wyszukiwarek, płacąc za usługi w Google. - To był całkiem nowy pomysł na prowadzenie biznesu. A mając na swojej liście tylko 25 nieruchomości, musieliśmy dowieść ludziom, że jesteśmy wiarygodni. Dotarliśmy do mediów społecznościowych, by pokazać ludziom, kim jesteśmy i o co nam chodzi. Kiedy nieruchomość trafiała do naszej oferty, krzyczeliśmy o tym pod niebiosa, ale też gromadziliśmy referencje, rekomendacje i poświadczenia, po to, by zwiększyć naszą ofertę. Naszym celem było wystawienie oferty stu nieruchomości, co osiągnęliśmy w 2011 roku. Od tego momentu sprawy potoczyły się lepiej - opowiada agent.

Milionowe obroty

Dziś na stronie internetowej eMoov wystawia 1,4 tys. nieruchomości. - W przyszłym miesiącu nasze obroty sięgną 1 mln funtów. Prognozy sprzedaży przewidują jej podwojenie w ciągu 12 miesięcy - zapowiada Quirk. - Robimy to samo, co agencje nieruchomości w realu, z wyjątkiem tego, że nie uczestniczymy w oględzinach.
Za kilkaset funtów internetowe agencje nieruchomości, których jest już kilka, mogą dostarczyć fotografii i "symulacji" powierzchni poszczególnych pięter, a także doradzać w sprawie cen i rynków nieruchomości na wszystkich najważniejszych portalach.
Sprzedający wykorzystują dane o cenach metra kwadratowego, by wyrobić sobie własny pogląd o wartości własnej nieruchomości. - Od momentu, kiedy dołożyliśmy własną wycenę, opartą o historię nieruchomości, umożliwiliśmy sprzedającemu sporządzenie własnego operatu, mówiącego, co ile jest warte - opowiada agent. - Sprzedający ma dziś także o wiele więcej danych, by samemu doradzać w sprawie lokalnych warunków, szkół, czy lokalnych podatków, niż kiedyś "Jasiek", lokalny przedstawiciel agencji nieruchomości - dodaje.
Przy tej ilości powszechnie dostępnej informacji cała magia wiedzy agenta pryska. - Ludzie dziś wiedzą, od jak dawna nieruchomość jest na rynku. Tajemnicę diabli wzięli. Agencje nie mogą już uzasadnić tak wysokich kosztów transakcyjnych - mówi  Quirk.
Agent nie wyklucza, że zawsze będzie popyt na usługi pośredników, którzy dostarczą wszystko na srebrnej tacy, za co niektórzy ludzie będą skłonni dużo zapłacić. - Ale to nie superbogacze decydują o popycie na nasze usługi - podkreśla Quirk. - Obrotni posiadacze nieruchomości z najwyższej półki znają się na inwestycjach i umieją kontrolować finanse. Nie dadzą się więc "zbajerować" agentom. W ubiegłym miesiącu sprzedaliśmy czteropokojowy bliźniak w Muswell Hill. Cena wywoławcza to 1,4 mln funtów. Transakcyjna - 1,35 mln funtów. To przyniosło oszczędności na kosztach transakcyjnych 19,6 tys. funtów - opowiada.
Trzy największe agencje nieruchomości on line zapowiadają nadejście rewolucji. - Ale branża wydaje się tego nie dostrzegać - mówi  Quirk.
Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA