fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Taikong, czyli kosmos widziany z Pekinu

I ty zostaniesz taikonautą. Odwiedzające pekińskie Muzeum Nauki małżeństwo uwiecznia się w kosmicznym skafandrze
AFP
Nikt już nie pyta o to, czy taikonauci postawią chińską flagę na powierzchni Księżyca, ale kiedy zdołają tego dokonać.
Na wyznaczenie terminu chińskiego podboju Księżyca jest jeszcze za wcześnie, ale pekińscy politycy już wytyczyli taki plan na najbliższe dwie dekady. Obserwując postępy chińskiego programu badań Księżyca (program znany jest jako Chang,e – od imienia starożytnej bogini Księżyca), można przypuszczać, że nastąpi to nawet wcześniej.
Ubiegłotygodniowy udany start bezzałogowego łazika księżycowego o poetyckiej nazwie Jadeitowy Królik pokazuje, że Chiny osiągnęły w tej dziedzinie poziom Rosjan i Amerykanów z lat 70., jednak kolejne szczeble zaawansowania w dziedzinie badań kosmicznych pokonują znacznie szybciej niż ich poprzednicy na tym polu.
Kiedy Chińczycy zainicjowali swój program kosmiczny na początku lat 60., nikt nie brał tego poważnie. Kraj był zbyt biedny i zacofany, by osiągnąć znaczące sukcesy. Pierwszego własnego sztucznego satelitę Dong Fang Hong 1 Chiny wystrzeliły w 1970 r., jednak program lotów załogowych został wkrótce wstrzymany. Chińczycy skupili się na budowie rakiet nośnych z serii Chang Zheng (Długi Marsz).
Program badań kosmosu z nową siłą ruszył po utworzeniu w 1992 r. narodowej agencji badań kosmicznych. Po przełomowych osiągnięciach największych potęg kosmicznych w latach 60. i 70. XX wieku wydawało się, że nadrobienie zaległości przez Chiny jest nierealne.
Po dwudziestu latach sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Rosjan nie stać już na kosmiczne ekstrawagancje, także NASA musi wprowadzać coraz to nowe oszczędności. Zniknął wątek zimnowojennej rywalizacji w kosmosie, a po wysłaniu pierwszych ludzi w przestrzeń kosmiczną, a potem na Księżyc kolejne misje kosmiczne nie były już tak nośne medialnie i propagandowo.

Kosmiczna euforia

W Chinach kosmos wciąż jednak wzbudza emocje. I to nie tylko w chwilach tak przełomowych, jak odbyta w 2003 r. i wywołująca narodową euforię podróż kosmiczna Yanga Liwei, pierwszego taikonauty (tak od słowa „taikong”, czyli kosmos nazywani są chińscy kosmonauci). W Chinach każda informacja o podboju kosmosu nadal traktowana jest jak potwierdzenie siły i wielkości kraju.
Władze dbają o podtrzymywanie zainteresowania obywateli, zwłaszcza młodych. Podbój kosmosu propagują media, informacje o chińskich sukcesach trafiły do programów szkolnych. Umiejętnie wykorzystywany jest też Internet – kilka razy uczniowie mieli już okazję, by rozmawiać z kosmonautami przebywającymi na orbicie, co wywołało ogromne zainteresowanie młodzieży. Nastoletni chłopcy znów marzą o karierze kosmonauty, szturmując uczelnie, które w programie mają aeronautykę i badania kosmosu.
Chińczycy korzystają w dużej mierze z dorobku bardziej zaawansowanych państw. Dzięki temu zdolni są jednak do pokonywania kolejnych etapów trudności w zadziwiająco szybkim tempie. Poza tym dysponują dziś sprzętem (zwłaszcza komputerowym) nieporównanie lepszym niż trzy, cztery dekady temu. Np. wysłanie Jadeitowego Królika przypomina misję rosyjskich Łunochodów z przełomu lat 60. i 70. , jednak jego możliwości techniczne są bliższe temu, co prezentuje Curiosity, amerykański pojazd badający od września ubiegłego roku powierzchnię Marsa.
Rozwój chińskiego programu kosmicznego jest w oczywisty sposób związany z wojskowością, podobnie jak działo się to także w innych mocarstwach. Po pierwsze kosmiczna technika rakietowa ma związek z budową balistycznych rakiet międzykontynentalnych. Pierwszy test takiej rakiety Chiny przeprowadziły już w 1960 r. Pierwsze kosmiczne rakiety nośne bazowały na zapożyczonej od Rosjan technologii zastosowanej do budowy wojskowych rakiet typu Dongfeng.
Po drugie satelitarne systemy umieszczane na orbicie są wykorzystywane do obserwacji i łączności wojskowej, nawet jeśli oficjalnie o tym się nie mówi.

Gwiezdne wojny Chin

Wprawdzie zgodnie z założeniami przedstawionego w grudniu 2011 r. ostatniego pięcioletniego programu badań kosmicznych Chiny „są przywiązane do idei pokojowego wykorzystania przestrzeni kosmicznej i sprzeciwiają się jej militaryzacji”, ale między propagandą a rzeczywistością istnieje oczywista różnica. Wiele obiektów ma podwójne przeznaczenie.
Najlepszym przykładem na to jest chiński system GPS zwany BeiDou, który wykorzystywany jest przede wszystkim przez wojsko (po „widzącym” tylko obszar Chin systemie BeiDou-1 tworzony jest obecnie BeiDou-2 o zasięgu obejmującym już większość Azji i Oceanii).
Amerykańskie agencje wywiadowcze zwracają uwagę na szybkie postępy Chińczyków. Ich satelity szpiegowskie osiągają sprawność obserwacyjną satelitów amerykańskich, a precyzja BeiDou w niczym nie ustępuje rosyjskiemu Glonasowi albo amerykańskiemu GPS. Rzeczą, która najbardziej niepokoi Amerykanów, jest jednak rozwój chińskich broni ofensywnych zdolnych do zestrzeliwania satelitów na niskich orbitach. Zgodnie z doktryną wojenną Pekinu siły zbrojne USA są zbyt zależne od techniki kosmicznej, dlatego atakując jej elementy, można skutecznie „oślepić” ewentualnego przeciwnika.
Cały rozbudowany chiński system badań przestrzeni pozaziemskiej nadzorowany jest przez Narodową Agencję Kosmiczną, a udział w niej biorą najlepsze instytucje badawcze w kraju, z Chińską Akademią Nauk na czele. Zlecenia konkretnych badań otrzymują naukowcy z pekińskiego Uniwersytetu Lotnictwa i Aeronautyki, a także z podobnych ośrodków w Hangzhou, w Harbinie i Mianyang. Chińczycy prowadzą też rozległą wymianę międzynarodową, w której główną rolę odgrywają partnerzy z Roskosmosu (Rosyjskiej Agencji Badań Kosmicznych). Amerykanie ze względów bezpieczeństwa i obawiając się chińskiego szpiegostwa, nie zezwalają na współpracę NASA z Chinami.
Budowa i wystrzeliwanie rakiet odbywa się w czterech głównych ośrodkach. To kosmodrom w Jiuquan na pustyni Gobi, centrum badań w Xichan i centrum Taiyuan. Najnowszy jest otwarty w 1998 r. ośrodek w Wenchang.
Obecnie trwa budowa kolejnego ośrodka kosmicznego na wyspie Hainan, który po ukończeniu za cztery lata będzie w stanie wysyłać na orbitę obiekty nawet dwukrotnie cięższe niż obecnie. O determinacji władz świadczy choćby to, że dla realizacji tego obiektu mimo protestów nie zawahały się przed wysiedleniem kilku tysięcy ludzi.
Programy kosmiczne nie są tanie, stąd kłopoty finansowe agencji badań kosmicznych w USA czy Europie. Jednak władze w Pekinie nie żałują środków na zademonstrowanie rosnącej potęgi Chin. Brak precyzyjnych danych na temat całkowitych kosztów programu kosmicznego (tym bardziej że wiele jego elementów finansowane jest z funduszy Ministerstwa Obrony na rozwój uzbrojenia), wiadomo jednak, ile wydawano na ten cel w poszczególnych latach.
Np. w roku 2005 było to 1,2 mld dolarów. Na tle budżetu NASA wynoszącego wówczas ponad 16 mld nie wydaje się to dużo, jednak należy pamiętać, że niższe koszty w Chinach powodują, że pieniądze te są efektywnie „więcej warte”. W porównaniu z Rosją czy Indiami wydającymi w tym samym czasie na badania kosmosu 800–900 mln, widać, że Chińczycy traktują swój program kosmiczny priorytetowo. Pamiętajmy jednak, że realnie wydają na ten cel zaledwie 0,02 proc. (!) budżetu państwa.
Na zwiększanie nakładów na badania kosmiczne wpływa niewątpliwie przyspieszający od kilku lat kosmiczno-militarny wyścig w Azji. Własne programy kosmiczne mają Japonia i Indie, a kilka innych państw (np. Korea Południowa czy Tajwan) buduje infrastrukturę satelitarną, korzystając z rakiet nośnych wynajmowanych od bardziej zaawansowanych partnerów. Szczególnym ciosem prestiżowym dla Pekinu było udane wystrzelenie indyjskiej sondy marsjańskiej miesiąc temu, podczas gdy podobna próba podjęta przez Chiny w styczniu 2012 r. zakończyła się klęską. Wystrzelony we współpracy z Rosjanami z kosmodromu Bajkonur orbiter Yinghuo spadł do Oceanu Spokojnego.

Dalej, aż na Marsa

Niezależnie od chwilowych niepowodzeń nic nie wskazuje na osłabienie kosmicznych ambicji Pekinu. Po kłopotach związanych z finansowaniem programu lotów załogowych Shenzhou decydenci z Pekinu postanowili powrócić do idei budowy własnej stacji kosmicznej. Prowadzone są już eksperymenty z łączeniem w przestrzeni kosmicznej modułów Tiangong. Zapewne z takich elementów do 2020 r. może zostać zbudowana chińska stacja kosmiczna.
Na planach przypomina ona rosyjską stację Mir, co wskazuje, że chińscy konstruktorzy wciąż posiłkują się doświadczeniem Rosjan. W realizacji tego projektu pomóc ma szczególnie nowy kosmodrom na Hainan. Właśnie stamtąd startować będą „ciężarowe” rakiety nowej generacji.
Trwa program rozbudowy satelitarnego systemu geolokacyjnego. BeiDou do końca obecnej dekady powinien objąć zasięgiem całą planetę. Wreszcie kontynuowana będzie eksploracja Księżyca i Marsa, której ukoronowaniem powinna być załogowa misja na Czerwoną Planetę około połowy XXI wieku.
Szefowie agencji badań kosmicznych roztaczają wizje praktycznych korzyści z tego programu (np. w postaci pozyskiwania rzadkich metali i surowców), jednak nie ulega wątpliwości, że wciąż chodzi głównie o zademonstrowanie chińskiej potęgi technologicznej i wykorzystanie kosmosu do celów militarnych.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA