fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Konstytucja ciosem w partie religijne

AFP
Rusza wyborcza machina. Dziś tymczasowy prezydent ma zatwierdzić projekt konstytucji. Najdalej w styczniu musi się odbyć referendum, a wkrótce potem wybory.
Nie wiadomo tylko, jakie to będą wybory – prezydenckie czy parlamentarne. Zapis rozstrzygający tę sprawę w ostatniej chwili wykreślono z projektu konstytucji. Taki gest miał rozładować napięcia, ale tylko je zaognił.
Za doskonałą metaforę sytuacji w Egipcie służyć mogą niedzielne relacje tamtejszych stacji telewizyjnych, które transmitowały obrady 50-osobowej konstytuanty, punkt po punkcie głosującej 247 zapisów nowej ustawy zasadniczej. Te wzniosłe chwile przerywały jednak co kilka minut, pokazując – także na żywo – to, co działo się kilkaset metrów od miejsca obrad. Na kairskim placu Tahrir, uważanym za kolebkę egipskiej demokracji, niespodziewanie pojawiło się kilka tysięcy studentów. Równie szybko jak się tam pojawili, zostali rozpędzeni przy pomocy pałek i gazu łzawiącego przez funkcjonariuszy policji i służb bezpieczeństwa.
Egipt jest nie mniej podzielony niż latem, gdy armia pozbawiała władzy islamistów
Twierdzenia, że protestujący to zwolennicy Bractwa Muzułmańskiego czy wywodzącego się z jego szeregów byłego prezydenta Mohameda Mursiego, byłoby zbyt dużym uproszczeniem. Egipt jest dziś bowiem nie mniej spolaryzowany niż latem, gdy po masowych protestach władzę odebrano islamistom z Mursim na czele, a na scenę polityczną wkroczyła armia. Wówczas kraj dzielił się na zwolenników i przeciwników prezydenta oraz Bractwa. Dziś linii podziału nie da się już tak łatwo wytyczyć. Na niedzielnej demonstracji na Tahrir zjawili się zarówno zwolennicy Bractwa, jak i dawni przywódcy prodemokratycznej opozycji, która obaliła reżim Hosniego Mubaraka, a później Mursiego. Tym razem protestujących łączy strach przed rządami armii.
Ta deklaruje, że władzę chce oddać. Temu właśnie celowi podporządkowane ma być uchwalenie konstytucji, a potem rozpisanie wyborów – pierwszych w 90 dni od zatwierdzenia w referendum ustawy zasadniczej, kolejnych – w ciągu najdalej pół roku. I nowa konstytucja, rzeczywiście, wygląda obiecująco: gwarantowana jest w niej wolność obywateli na wielu płaszczyznach, a państwo zobowiązuje się być strażnikiem m.in. praw kobiet i mniejszości religijnych.
Tylko że jednocześnie ten sam dokument w uprzywilejowanej pozycji stawia np. policjantów, choć to właśnie ta służba oskarżana jest o najcięższe nadużycia (od lipca podczas rozbijania protestów zginęło ponad tysiąc osób, do więzień trafiło kilkadziesiąt tysięcy, a wieloletnie wyroki za udział w demonstracjach usłyszało kilkadziesiąt osób nieletnich).
Jednym z zapisów nowej konstytucji, który wzbudza największe kontrowersje, jest zakaz zakładania partii politycznych z pobudek religijnych. Zwolennicy zdelegalizowanego przez armię Bractwa twierdzą, że to rozbój, bo ugrupowanie wygrywało wszystkie demokratyczne wybory od czasów obalenia reżimu Mubaraka.
Zwolennicy islamistów twierdzą, że brak decyzji w sprawie tego, czy jako pierwsze mają się odbyć wybory prezydenckie czy parlamentarne, to również zabieg, który ma im uniemożliwić przygotowanie się do startu. Co więcej, może utorować drogę do władzy gen. Sisiemu, który stał na czele wojskowego zamachu stanu, a teraz wymieniany jest jako jedyny kandydat na prezydenta. Tak czy inaczej – twierdzą – armia u władzy pozostanie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA