fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Na obcięty palec i gorący rosół

Fotorzepa, Kuba Kamiński KK Kuba Kamiński
Oszuści, by wyłudzić odszkodowanie, kłamią, że przeszli operację, że umarła żona, a nawet sami się okaleczają.
Zorganizowane gangi, dla których oszustwa ubezpieczeniowe są stałym źródłem dochodu i oszuści działający na własną rękę naciągają firmy ubezpieczeniowe na coraz wyższe sumy. – Próby wyłudzenia pieniędzy z polis na życie są też coraz częstsze – mówi Marcin Tarczyński, analityk z Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Młotem w kolegę

– Zdarzają się ludzie, którzy są w stanie trwale się okaleczyć, żeby tylko przekonać ubezpieczalnię, że ulegli nieszczęśliwemu wypadkowi – opowiada Piotr Raubo, dyrektor Biura Przeciwdziałania Wyłudzeniom Warty i szef podkomisji ds. przeciwdziałania przestępczości ubezpieczeniowej w ubezpieczeniach na życie przy Polskiej Izbie Ubezpieczeń. Tacy desperaci potrafią się celowo oblać gorącą kawą lub rosołem, a zgłaszają to jako nieszczęśliwy wypadek.
Zaaplikował sobie zastrzyk znieczulający, a potem kolega młotem przyłożył mu w stopę. Zgłosił to jako wypadek w kopalni
Inni eksperci ścigający nadużycia ubezpieczeniowe potwierdzają, że takich prób przybywa. Powód? – Uszczerbek na zdrowiu będący skutkiem oparzenia jest relatywnie wysoki, więc i odszkodowanie znaczące. Czasami trudno też zakwestionować deklarowaną przyczynę powstania takich obrażeń – mówi jeden z naszych rozmówców.
Przypadek z południa kraju: pan X doznaje poparzeń, gdy jeden z domowników strąca stojący na kuchence garnek z rosołem. Efekt: poparzenie dłoni i części przedramienia. Wychodzi jednak na jaw, że X ma na koncie kilka takich poparzeń, w dodatku tej samej ręki.
O konkretnych przypadkach nadużyć specjaliści ścigający nadużycia mówią niechętnie, m.in. by nie podsuwać pomysłów ewentualnym naśladowcom. Choć i tak, jak mówią, inwencja oszustów jest równie duża jak ich chęć zdobycia pieniędzy.
Prekursorem metody „na drwala" był ponoć opisywany w mediach Ślązak, który odciął sobie najpierw jeden, później drugi palec i dopiero przy trzecim jego rzekomy pech wzbudził podejrzenia ubezpieczyciela.
Naśladowców znalazł m.in. na Lubelszczyźnie i Śląsku. Zwykle odcinają sobie kciuki, bo za nie odszkodowania są najwyższe. To patent np. pracujących w tartakach.
Czasem jest to własna inicjatywa desperata, czasem na uszkodzenie ciała namawiani bywają bezdomni. – Za niewielką opłatą zgadzają się np. na obcięcie palca. Odszkodowanie przejmują szefowie grup przestępczych. Dochodzi tu do fałszerstw dokumentów. Takie przypadki po analizie wyławiamy – zapewnia dyr. Raubo.
Inny nasz rozmówca dodaje: – Zdarza się, że delikwent wykupuje kilka polis, by za to samo uszkodzenie wziąć pieniądze więcej niż raz.
Jeden z drastycznych przypadków: do PZU zgłoszono nieszczęśliwy wypadek, żądając pieniędzy z ubezpieczenia NW. Pan Y namówił kolegę, by w zamian za 10 proc. odszkodowania pomógł mu sfingować wypadek przy pracy. W podziemnym chodniku kopalni rzekomo odpadł ze stropu odłamek skały. „Ofiara" zaaplikowała sobie zastrzyk znieczulający, a potem historia potoczyła się jak z horroru. Pan Y 10-kilogramowym młotem zmiażdżył koledze palce stopy. Wyłudzili 27 tys. zł.
– Sprawa się wydała i znalazła finał w sądzie. Zakończyła się wyrokiem skazującym każdego ze sprawców na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata – mówi „Rz" Agnieszka Rosa z PZU.
Kolega pana Y został bez pieniędzy i bez palców.
Kwoty wyłudzeń odszkodowań z polis na życie rosną. Z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń wynika, że w zeszłym roku wykryto 274 takie przypadki, czyli o 86 więcej niż w 2011 r. Próbowano wyłudzić 6,4 mln zł, gdy pięć lat wcześniej (w 2008 r.) o połowę mniej, bo 3,6 mln zł.
Rekordową kwotę próbowano wyłudzić w 2008 r. Mieszkańcy Pomorza Dorota i Dariusz S. ubezpieczyli się w 17 firmach na 10,9 mln zł. Małżonkowie przekupili potem lekarza, by wystawił akt zgonu kobiety. Przyczyna: krwawienie śródczaszkowe. Po „śmierci" żony Dariusz S. wziął z polis ok. 400 tys. zł.
Przekręt był szyty grubymi nićmi. W sądzie lekarz przyznał, że akt zgonu był fikcyjny, wystawił go za 100 tys. zł. Gotówka miała mu być potrzebna na samochód i kokainę.
Co wzbudziło podejrzenia firm i śledczych? – Do „zmarłej" nie wzywano karetki, nie znaleziono grobu Doroty S. i nikt nie organizował jej pochówku. W dodatku po rzekomej śmierci pani S. była przesłuchiwana przez policję w związku ze sprawą syna oskarżonego o napady rabunkowe – mówi „Rz" pracownik jednej z firm ubezpieczeniowych, które pomorskie małżeństwo usiłowało oszukać.
Sąd w Słupsku skazał całą trójkę na więzienie, grzywnę i zwrot odszkodowania.

Patent cyklisty

Miażdżenie palców czy oblanie wrzątkiem szokują, ale najpopularniejszym patentem oszustów są fikcyjne stłuczki i kradzieże samochodów. W 2012 r. firmy ubezpieczeniowe i policja wykryły 7,7 tys. takich wyłudzeń z polis majątkowych na ponad 103 mln zł.
Tutaj także zdarzają się desperaci. W Świdniku (woj. lubelskie) rowerzysta polował na nieuważnych kierowców, wpadając na samochody. – Doznawał przy tym złamań i urazów. Chodził w gipsie, w kołnierzu ortopedycznym – mówi Janusz Wójtowicz, rzecznik lubelskiej policji. – Ale kiedy piąty raz w krótkim czasie miał takie kolizje, dopatrzono się nadużyć – dodaje.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA