fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Misja „sześciolatek”

Fotorzepa, Franek Mazur Franek Mazur
Obniżenie wieku szkolnego miało rozwiązać kilka problemów na raz, ale forsując reformę rząd zapomniał o dzieciach.
Opublikowany w minioną środę raport Najwyższej Izby Kontroli nie pozostawia złudzeń. Już na wstępie czytamy, że szkoły podstawowe nie są wystarczająco przygotowane do objęcia nauką dzieci sześcioletnich. Dalej autorzy raportu wskazują, że minister edukacji nie podjął skutecznych działań w celu wsparcia gmin w przygotowaniu szkół na tę reformę. To nie pierwszy taki sygnał płynący z publicznych instytucji kontrolnych. Główny Inspektorat Sanitarny, który bada ocenę warunków higienicznych dla dzieci 5 i 6-letnich, stwierdził że w 2012 r., blisko połowa placówek oświatowych nie miała infrastruktury dostosowanej do młodszych dzieci. Ministerstwo Edukacji zaklina rzeczywistość i w entuzjastycznych komunikatach twierdzi, że wygląda ona zupełnie inaczej niż raportuje to NIK, czy GIS.
Dlaczego resort tak upiera się przy tych zmianach, choć zdecydowana większość społeczeństwa jest im przeciwna? Nie, nie chodzi tu o „odpowiedź na cywilizacyjne wyzwania" czy „szanse na lepszy rozwój", ale o tym trochę później. Obniżenie wieku szkolnego pozwala rządowi, w miarę bezkosztowy sposób rozwiązać na raz kilka problemów. Jeden, w przypływie szczerości, zdradził minister Michał Boni mówiąc, że chodzi o to by absolwenci o rok wcześniej wchodzili na rynek pracy i  dłużej pracowali na emerytury. Korzyści z tego posunięcia są odłożone w czasie, ale kilka innych ma o wiele szybszy okres zwrotu. Polska pośród krajów UE ma jeden z najniższych wskaźników dotyczących opieki przedszkolnej. Wystarczającej ilości pieniędzy na budowę nowych przedszkoli, nie ma zarówno w kasie państwa jak i w kasach gmin. Co więc zrobić, by większa liczba dzieci mogła korzystać z edukacji przedszkolnej, a Polska zaczęła dorównywać w tej kwestii innym państwom europejskim? Wysłać sześciolatki do szkół, które w ten sposób zwolnią miejsca dzieciom trzy- i czteroletnim.
Ten zabieg pomaga także utrzymać nauczycielskie etaty. Nauczyciele to największa grupa zawodowa, ok. 0,5 mln pedagogów wraz z rodzinami to poważne zaplecze głosów wyborczych. To dlatego, choć liczba uczniów systematycznie spada, to liczba nauczycielskich etatów praktycznie pozostaje bez zmian. Urynkowienie zawodu nauczyciela nie wchodzi w grę, bo każdy temat nowelizacji Karty nauczyciela mobilizuje pedagogiczne związki, które natychmiast ogłaszają gotowość do strajku. Dołożenia do szkół kolejnego rocznika czy nawet połowy daje nadzieję, na to że niezbyt dużym kosztem uda się przedłużyć stan względnej stabilizacji tej grupy zawodowej.
Nikt by nie miał nic przeciwko takiej polityce, gdy zadbano także o tych, którzy mają być pomocni w rozwiązaniu tych problemów, czyli sześciolatków. Choć idea obniżenia wieku szkolnego dyskutowana jest od 2008 r. to jak pokazuje wspomniany już raport NIK zmarnowano ten czas na przygotowanie szkół do tych zmian. Rodzice nie dali się też uwieść rządowej propagandzie, że to wszystko dla dobra ich dzieci. Tę tezę bardzo łatwo obalić. Najlepszy na świecie system edukacyjny mają Finowie, gdzie edukację rozpoczynają siedmiolatki. Wcześniejszy wiek rozpoczynania edukacji szkolnej w zdecydowanej większości krajów to wynik zaszłości historycznych. Wyniki badań brytyjskich, amerykańskich czy niemieckich naukowców, wskazują, że to dzieci później rozpoczynające naukę osiągają lepsze wyniki w nauce, a przewaga związana z wcześniejszym pójściem do szkoły jest krótkoterminowa. Jedyna korzyść, którą wymieniają naukowcy w odniesieniu do obniżenia wieku szkolnego to stabilizacja systemu emerytalnego. Ludzie po prostu szybciej wchodzą na rynek pracy i zaczynają płacić podatki oraz składki emerytalne.
Ministerstwo edukacji zamiast otwarcie powiedzieć o prawdziwych przyczynach zmian, stara się ukrywać niewygodne dla reformy fakty, o czym kilkukrotnie pisaliśmy. Schemat myślenia MEN najlepiej oddaje jedna z reklamówek, którą ministerstwo chciało przekonać rodziców by posyłali dzieci do szkół. W spocie sygnowanym przez MEN rodzice widzieli znudzone pobytem w przedszkolu dzieci, podczas gdy w rzeczywistości odbieralni je z przedszkola zadowolone po całym dniu zabawy połączonej z edukacją. Tę zresztą MEN skutecznie ograniczyło usuwając z programów nauczania „zerówek" pisanie, skracając w ten sposób o rok proces edukacji polskich uczniów.
Listę wpadek resortu edukacji można mnożyć. Obniżając wiek szkolny nie pomyślano jak rozwiązać problemy wynikające z tego, że sześciolatek nie może sam poruszać się po ulicy, a jak donosi ZNP w co czwartej „podstawówce" nie ma świetlicy. Kolejny problem dotyczy przepisów ochrony przeciwpożarowej. Obniżając wiek szkolny do sześciu lat, wprowadzono obowiązkową „zerówkę" dla pięciolatków, wiele z tych dzieci uczęszcza do „zerówek" szkolny. Tymczasem w świetle przepisów dotyczących bezpieczeństwa pożarowego przedszkolaki traktowane są jako osoby o ograniczonej zdolności poruszania się i placówki, w których przebywają powinny spełniać o wiele surowsze normy. Dla ogromnej większości z tych szkół oznaczałoby to gruntowną przebudowę, bo przepisy regulują nawet takie detale jak wysokość schodów. Czy szkoły przystosowały się do tych wymogów? Tego nikt nie skontrolował.
Efekt tych wszystkich zaniechań jest taki, że blisko milion obywateli podpisało się pod obywatelskim wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie reformy obniżającej wiek szkolny. Debata i głosowanie nad tą obywatelską inicjatywą odbędzie się w nadchodzącym tygodniu. I wiele wskazuje na to, że ma ona szanse na powodzenie, bo wsparcie zadeklarowali nawet politycy z partii rządzących.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA